Zapadł wyrok w sprawie polityka Lewicy. Były wiceminister uniewinniony

Dodano:
Bartłomiej Ciążyński Źródło: PAP / Albert Zawada
Bartłomiej Ciążyński, polityk Lewicy i były wiceminister sprawiedliwości, został uniewinniony przez sąd. Prokuratora zarzucała mu niekorzystne rozporządzenie mieniem pracodawcy. Wyrok nie jest prawomocny.

O uniewinnieniu Bartłomiej Ciążyński poinformował w mediach społecznościowych.

Służbowa limuzyna i tankowanie kartą pracodawcy

W sierpniu 2024 roku media informowały o prywatnym wyjeździe byłego wiceministra sprawiedliwości do Słowenii służbową limuzyną i tankowaniu pojazdu kartą pracodawcy. W maju 2024 roku został zatrudniony w państwowym Polskim Ośrodku Rozwoju Technologii (PORT) wchodzącym w skład ogólnopolskiej Sieci Badawczej Łukasiewicz grupującej kilkadziesiąt instytutów naukowych. Obejmując posadę dostał samochód służbowy i kartę paliwową.

Bartłomiej Ciążyński tłumaczył wówczas, że nie miał świadomości, iż postępuje niezgodnie z zasadami, a wydane pieniądze zwrócił i przeprosił za sytuację.

Jak tłumaczył się Ciążyński?

Jesienią ubiegłego roku wrocławski sąd nie zgodził się na umorzenie postępowania, o co wnioskował oskarżony.

Bartłomiej Ciążyński argumentował, że jego zachowanie nie nosi znamion czynu zabronionego, a on sam poniósł już konsekwencje – stracił pracę w Sieci Badawczej Łukasiewicz PORT oraz złożył dymisję ze stanowiska wiceministra sprawiedliwości. Sąd jednak nie uwzględnił wniosku i skierował sprawę do rozpoznania na rozprawie.

Bartłomiejowi Ciążyńskiemu groziła kara od roku do 10 lat więzienia.

Polityk Lewicy został oskarżony o wykorzystywanie samochodu służbowego do celów prywatnych, co według prokuratury miało narazić jego pracodawcę na straty w wysokości ponad 4,6 tys. zł.

Były wiceminister w trakcie składania wyjaśnień przekonywał, że nie otrzymał od pracodawcy zasad korzystania z auta służbowego. Jak mówił, samochód odebrał 9 maja 2024 roku, a jedyne informacje, jakie przekazano mu wówczas, dotyczyły technicznej obsługi karty flotowej. Podkreślał, że pytał m.in. o możliwość wyjazdów zagranicznych oraz limity kilometrów, ale nie poinformowano go o ograniczeniach w użytkowaniu pojazdu. – Nawet nie wiedziałem, że taki dokument istnieje. Cała moja wiedza na temat zasad korzystania z auta służbowego przekazana została mi w krótkiej rozmowie z pracowniczką podczas przekazania samochodu. Korzystałem z auta swobodnie, odwoziłem dzieci do szkoły, jeździłem tym samochodem na zakupy, również w weekend – tłumaczył przed sądem.


Źródło: DoRzeczy.pl / x.com
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...