Polityk Lewicy został oskarżony o wykorzystywanie samochodu służbowego do celów prywatnych, co według prokuratury miało narazić jego pracodawcę na straty w wysokości ponad 4,6 tys. zł. Ciążyński nie przyznał się do winy i wnosi o uniewinnienie. Rozprawa została wyłączona z jawności.
Twierdzi, że nie otrzymał od pracodawcy zasad korzystania z auta służbowego
Były wiceminister w trakcie składania wyjaśnień przekonywał, że nie otrzymał od pracodawcy zasad korzystania z auta służbowego. Jak mówił, samochód odebrał 9 maja 2024 r., a jedyne informacje, jakie przekazano mu wówczas, dotyczyły technicznej obsługi karty flotowej. Podkreślał, że pytał m.in. o możliwość wyjazdów zagranicznych oraz limity kilometrów, ale nie poinformowano go o ograniczeniach w użytkowaniu pojazdu. – Nawet nie wiedziałem, że taki dokument istnieje. Cała moja wiedza na temat zasad korzystania z auta służbowego przekazana została mi w krótkiej rozmowie z pracowniczką podczas przekazania samochodu. Korzystałem z auta swobodnie, odwoziłem dzieci do szkoły, jeździłem tym samochodem na zakupy, również w weekend – tłumaczył przed sądem.
Według aktu oskarżenia Ciążyński, pracując w Sieci Badawczej Łukasiewicz PORT we Wrocławiu, miał od 2 czerwca do 28 lipca 2024 r. – będąc funkcjonariuszem państwowym – wykorzystywać służbowe auto do celów prywatnych, przekraczając swoje uprawnienia. Prokuratura wskazuje, że doprowadził w ten sposób instytucję do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie ponad 4,6 tys. zł. Jak ustalono, miał co najmniej osiem razy tankować pojazd do prywatnych przejazdów, płacąc służbową kartą flotową, a także kupić płyn do spryskiwaczy.
Prywatny wyjazd służbowym samochodem i tankowanie kartą pracodawcy
Sprawa jest głośna od 2024 r., gdy media informowały o prywatnym wyjeździe byłego wiceministra do Słowenii służbową limuzyną i tankowaniu pojazdu kartą pracodawcy. Ciążyński tłumaczył wówczas, że nie miał świadomości, iż postępuje niezgodnie z zasadami, a wydane pieniądze zwrócił i przeprosił za sytuację.
Jesienią ubiegłego roku wrocławski sąd nie zgodził się na umorzenie postępowania, o co wnioskował oskarżony. Ciążyński argumentował, że jego zachowanie nie nosi znamion czynu zabronionego, a on sam poniósł już konsekwencje – stracił pracę w Sieci Badawczej Łukasiewicz PORT oraz złożył dymisję ze stanowiska wiceministra sprawiedliwości. Sąd jednak nie uwzględnił wniosku i skierował sprawę do rozpoznania na rozprawie.
Bartłomiejowi Ciążyńskiemu grozi kara od roku do 10 lat więzienia.
Czytaj też:
"Jestem niewinny". Były wiceminister odpiera zarzutyCzytaj też:
Minister pojechała rządową limuzyną do apteki? Tak się tłumaczy
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
