Stworzyli intrygę, by aresztować dziennikarza? Zadziwiające wątki

Dodano:
Kajdanki, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Unsplash / gaspar zaldo
Mnożą się wątpliwości wokół aresztowania Leszka Kraskowskiego. Zdarzenia poprzedzające zatrzymanie dziennikarza wskazują na możliwość wielopoziomowej prowokacji.

Leszek Kraskowski, dziennikarz śledczy znany z ujawniania niewygodnych dla Romana Giertycha informacji, m.in. dotyczących sprawy spółki Polnord, został aresztowany we wtorek (9 czerwca) na trzy miesiące.

Prokuratura Rejonowa w Piasecznie postawiła mu zarzuty kierowania gróźb karalnych oraz nielegalnego posiadania broni (pistoletu gazowego) i amunicji. Sprawa wywołała ogromne poruszenie, zwłaszcza w środowisku dziennikarskim. Na jaw wychodzą kolejne wątpliwości dotyczące zatrzymania dziennikarza.

Nowe wątpliwości w sprawie Kraskowskiego

Kilka godzin przed zatrzymaniem Leszek Kraskowski miał – według prokuratury – wysłać z adresu mailowego leszek.kraskowski.1967@proton.me wiadomość do komendanta policji w Piasecznie z groźbą, że go zastrzeli. Jak ustaliła "Rzeczpospolita", dziennikarz używa od lat maila w domenie gmail.com, ale założył konto na proton.me na żądanie informatora, który miał mu przesłać tajne materiały. Co jednak ważne, nigdy z niego nie skorzystał.

"Rz" wskazała również, że prokuratura i sąd nie zleciły ekspertyzy z zakresu informatyki śledczej, która wskazałaby, kiedy, z jakiego urządzenia i o jakim adresie IP wysłano maila z pogróżkami.

Tajemniczy "instruktor strzelectwa"

W samochodzie Kraskowskiego podczas przeszukania znaleziono pistolet gazowy produkcji włoskiej Bruni Modi i 54 sztuki amunicji. Posiadał go nielegalnie – nie miał na niego pozwolenia. Broń miał otrzymać od "instruktora strzelectwa spod Radomia" zaledwie kilka godzin przed aresztowaniem.

Tajemniczego "instruktora" poznał w internecie, po tym, jak został zaatakowany w Piasecznie przez mężczyznę uzbrojonego w nóż i gaz pieprzowy (dziennikarz zgłosił to na policji).

Dziennikarz uciekł na komisariat

Obrońca Leszka Kraskowskiego opowiedział kilka dni temu w rozmowie z Radiem Wnet o okolicznościach zatrzymania swojego klienta. – Leszek uciekał przed osobami, które wziął za bandytów. Funkcjonariusze po cywilnemu byli wytatuowani. Mój klient podjął desperacką próbę wjechania w miejsce, gdzie znajdują się kamery, aby szukać ratunku – relacjonował mec. Łukasz Pawelski.

Dziennikarz w akcie paniki miał uciec na najbliższy komisariat w Prażmowie. Tam został zatrzymany. Teraz prokuratura twierdzi, że Kraskowski groził policjantom bronią. Zupełnie inną wersję wydarzeń przedstawia jego pełnomocnik. – Leszek pokazał broń tylko w akcie desperacji, bojąc się o własne życie, a nie po to, by grozić funkcjonariuszom – wyjaśnił.

Źródło: Rzeczpospolita
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...