Czy wiemy, co jemy? Niepokojące wyniki badań folii PVC

Dodano:
Papryka w folii Źródło: Pexels / Matheus Bertelli
Czy Polacy mają świadomość, czym owijana jest żywność, którą kupują w sklepach i punktach gastronomicznych? Najnowszy przykład pokazuje, że niekoniecznie.

Folia PVC, powszechnie używana w marketach i gastronomii do pakowania mięsa, serów czy garmażerki, powinna gwarantować absolutne bezpieczeństwo. Konsument widzi mięso, ser, rybę, warzywa albo garmażerkę. Rzadko patrzy na opakowanie. Jeszcze rzadziej zastanawia się, czy przezroczysta folia, w którą owinięto żywność, rzeczywiście nadaje się do takiego kontaktu i czy w określonych warunkach nie migrują z niej substancje chemiczne. Tymczasem okazuje się, że system kontroli żywności i opakowań w Polsce to fikcja, która działa wyłącznie na papierze.

"Gazeta Olsztyńska" opisała sprawę folii spółki KRAM z Pasłęka, która oblała niezależne testy laboratoryjne. To wynik społecznego audytu, który przeprowadziło Stowarzyszenie „Pasłęk Great Again” (PGA). Organizacja zebrała oferty sprzedażowe, deklaracje zgodności, korespondencję z podmiotami rynkowymi, próbki oraz wyniki badań laboratoryjnych. Społecznicy wykonali pracę, którą powinien realizować państwowy nadzór. Jak się okazuje, skala przekroczeń norm była wysoka.

„Raport Swiss Quality Testing Services z 24 października 2025 r., dotyczący próbki »PVC Food Wrap 450/180m violet 8um« producenta KRAM, wskazywał, że próbka nie była zgodna z rozporządzeniem UE nr 10/2011 oraz szwajcarskimi przepisami dotyczącymi materiałów do kontaktu z żywnością. Laboratorium odnotowało zarówno przekroczenie w zakresie migracji specyficznej (proces przenikania konkretnych substancji chemicznych z folii opakowaniowej do żywności), jak i przekroczenie limitów migracji globalnej (całkowita ilość substancji chemicznych, które uwalniają się z materiału opakowaniowego do żywności lub płynów w określonym czasie i temperaturze)” – czytamy w tekście „Folia pod specjalnym nadzorem”.

„Badanie dotyczyło m.in. migracji dioctyl adipate, CAS 123-79-5. Według raportu wynik wyniósł 540 µg/kg żywności przy limicie 50 µg/kg. W przypadku migracji globalnej, badanej z użyciem izooktanu, laboratorium wskazało wynik 20 mg/dm² przy limicie 10 mg/dm² oraz 120 mg/kg żywności przy limicie 60 mg/kg. Zawiadamiający uznali więc, że doszło nie tylko to istotnego przekroczenia dopuszczalnego poziomu migracji specyficznej, ale także do niespełnienia wymagań dotyczących migracji globalnej” – wynika z omawianego raportu.

To jednak nie wszystko. Inny, wcześniejszy raport – SGS Institut Fresenius z 24 marca 2025 r. – dotyczący próbki „FOLIA PVC MF 180/400/1100” tego samego producenta, również zawierał jednoznaczną ocenę „fail” w zakresie migracji specyficznej plastyfikatora DEHA. Eksperci ostrzegają, że toksyczne plastyfikatory najłatwiej przenikają do produktów tłustych pod wpływem temperatury – na przykład podczas pakowania na tzw. gorących stołach w marketach. Tymczasem system nadzoru, zamiast natychmiast wycofać produkt z rynku i wszcząć procedury alarmowe, zafundował obywatelom festiwal bezradności i przerzucania się odpowiedzialnością.

Instytucjonalny ping-pong i śledztwo prokuratorskie

Stowarzyszenie odbiło się od ściany biurokracji. Centralne urzędy, takie jak Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) czy Główny Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (GIJHARS), wskazały, że jedynym władnym organem w tej sprawie jest Państwowa Inspekcja Sanitarna. Sprawa ostatecznie trafiała na poziom lokalny – do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Elblągu (sanepid). Tam jednak, zamiast transparentnego wyjaśnienia sprawy, doszło do eskalacji konfliktu i... wszczęcia śledztwa przez prokuraturę.

„Prokuratura Rejonowa w Elblągu 24 lutego 2026 r. wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez dyrektora Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Elblągu. To efekt zawiadomienia złożonego przez członków Stowarzyszenia »Pasłęk Great Again«. Postępowanie zakwalifikowano z art. 231 § 1 i § 2 Kodeksu karnego. Jednak rzecznik prokuratury nie odpowiedział na pytania dotyczące postępowania” – dowiadujemy się z artykułu "Gazety Olsztyńskiej".

Działacze społeczni wprost podnoszą, że w odpowiedzi na nagłośnienie afery spotkały ich działania o charakterze odwetowym, w tym nagła kontrola sanitarna u jednego z członków zarządu stowarzyszenia. Ani elbląski, ani wojewódzki sanepid nie odpowiedziały na pytania dziennikarzy. Producent folii również uchylił się od pisemnych wyjaśnień, zapraszając jednak dziennikarzy na spotkanie z zarządem w siedzibie firmy. Mimo ponownej prośby o udzielenie odpowiedzi na piśmie, ze względu na złożoność sprawy, korespondencja została przerwana.

– Naszym zdaniem elbląski sanepid nie podjął odpowiednich kroków wobec przedsiębiorstwa KRAM. Jednocześnie wszystkie pozostałe instytucje nadzoru odsyłają nasze pytania właśnie do elbląskiego sanepidu. Mamy wprost idealną pętlę, w której powiatowy sanepid jest alfą i omegą, w praktyce stojąc ponad wszystkimi urzędami centralnymi – uważa jeden z przedstawicieli Stowarzyszenia „Pasłęk Great Again”.

Lekcja z Pasłęka: Dlaczego Mercosur to śmiertelne zagrożenie?

Sprawa folii z Pasłęka to przykład bezradności państwa, które kapituluje w starciu z procedurami i nie potrafi zweryfikować bezpieczeństwa towaru krążącego na własnym rynku. Rodzi to fundamentalne pytanie o globalne bezpieczeństwo żywnościowe Polski w kontekście forsowanej przez Brukselę umowy handlowej z państwami Mercosur (Brazylia, Argentyna, Paragwaj i Urugwaj).

Skoro polskie i regionalne instytucje nadzoru miesiącami nie potrafią sprawnie i niezależnie zweryfikować, czy folia spożywcza produkowana na miejscu w województwie warmińsko-mazurskim nie podtruwa Polaków plastyfikatorami, to jak nasze służby graniczne i inspekcje mają skutecznie skontrolować gigantyczne transporty żywności napływające z Ameryki Południowej?

Państwa Mercosur stosują setki pestycydów, antybiotyków i hormonów wzrostu, które w Unii Europejskiej są surowo zakazane ze względów zdrowotnych. Umowa zniesie bariery celne, a rynki zostaną zalane tanią, masową żywnością pakowaną w tamtejszych zakładach, gdzie standardy kontroli opakowań i substancji chemicznych są bez porównania luźniejsze niż w Europie.

Jeśli polski system nadzoru nad rynkiem spożywczym już teraz jest dziurawy, a urzędnicy traktują dokumenty producenckie jak świętość, ignorując alarmujące wyniki niezależnych laboratoriów, to porozumienie z Mercosur doprowadzi do całkowitej anarchii. Polscy konsumenci zostaną pozostawieni sami sobie przy sklepowych ladach – bezradni wobec chemii w żywności i toksycznych opakowań.

Źródło: Gazeta Olsztyńska, Newsmax Polska
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...