Afera w Szpitalu Południowym. Zgłaszają się lekarze, którzy chcą zeznawać
– Zgłaszają się lekarze ze Szpitala Południowego, którzy chcą zeznawać w sprawie przed naszym rzecznikiem. Chcą mówić o tych nieprawidłowościach, które widzieli – powiedział Jankowski w rozmowie z RMF FM. Jak dodał, liczba osób gotowych do złożenia zeznań może wzrosnąć.
Sprawa dotyczy m.in. działalności byłego koordynatora SOR Dawida Kacprzyka, lekarza i byłego radnego Koalicji Obywatelskiej. Według relacji anonimowych pracowników szpitala, miał on wykonywać procedury medyczne mimo niewystarczających kompetencji. NIL podkreśla, że dotychczasowe zgłoszenia nie zawierają informacji o zgonach pacjentów bezpośrednio związanych z tymi działaniami.
O zaniedbaniach w placówce skutkujących śmiercią chorych mówił w Kanale Zero dr Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii i sygnalista ze Szpitala Południowego.
Afera w Szpitalu Południowym
Afera wokół Szpitala Południowego wybuchła po medialnych doniesieniach o możliwych nadużyciach na szpitalnym oddziale ratunkowym oraz o preferencyjnym traktowaniu polityków KO i ich bliskich, którzy byli przyjmowani poza kolejnością i mieli do dyspozycji salonik VIP.
Premier Donald Tusk zapowiedział pełne wyjaśnienie sprawy. – Trzeba będzie sprawdzić do samego spodu, co działo się w tym szpitalu – powiedział. Dodał, że prokuratura analizuje zgłoszenia dotyczące możliwych nieprawidłowości medycznych i organizacyjnych.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował, że od 2023 r. prokuratura otrzymała 12 zgłoszeń dotyczących zgonów pacjentów w Szpitalu Południowym. Część postępowań została umorzona lub odmówiono ich wszczęcia.
Trzaskowski reaguje
W związku ze sprawą władze Warszawy odwołały zarząd i radę nadzorczą Szpitala Południowego. Kontrole prowadzą również Narodowy Fundusz Zdrowia, stołeczny ratusz oraz Najwyższa Izba Kontroli, która ma opublikować wyniki audytu w lipcu.
Dawid Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej oraz z mandatu radnego dzielnicy Ursus. Zwrócił też szpitalowi część wypłaconych środków (ok. 500 tys. zł), jednak dyrekcja odesłała mu je z powrotem.