"Ostatni, który będzie mi wyznaczał zadania". Szef MON o Przydaczu

Dodano:
Wicepremier, szef MON i prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ostro odpowiedział prezydenckiemu ministrowi Marcinowi Przydaczowi w sporze dotyczącym starań o zwiększenie obecności wojsk USA w Polsce.

– Ostatnim, który będzie mi wyznaczał zadania, jest pan Przydacz, niech zajmie się sobą – powiedział szef MON w radiowej Trójce.

Spór wybuchł po wypowiedzi prezydenckiego ministra, który po spotkaniu z sekretarzem stanu USA Marco Rubio ocenił, że istnieje "zielone światło" dla stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce i zasugerował, że MON powinno przyspieszyć działania i "wziąć się do pracy".

Kosiniak-Kamysz podkreślił, że rozmowy dotyczące amerykańskiej obecności wojskowej trwają od wielu miesięcy i są prowadzone przez rząd we współpracy z partnerami z USA. Zaznaczył jednocześnie, że ostateczne decyzje należą do administracji prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Spór otoczenia prezydenta z MON. "Przedszkole"

Wcześniej na słowa Przydacza zareagowała Małgorzata Sobkowiak-Czarnecka, od niedawna wiceszefowa MON. Jak stwierdziła, słuchając doradców prezydenta ma czasem wrażenie, jakby "była w grupie biedronek w przedszkolu córki".

Argumentowała, że rozmowy dotyczące ewentualnej stałej obecności wojsk USA w Polsce wymagają współpracy rządu i prezydenta, a nie rywalizacji politycznej. Przypomniała, że rząd podjął już formalne działania w tej sprawie, w tym skierowanie odpowiednich dokumentów do strony amerykańskiej oraz uzyskanie zgody Rady Ministrów na prowadzenie negocjacji.

Żołnierze USA w Polsce. Sprzeczne sygnały z Waszyngtonu

W maju Pentagon odwołał planowaną rotację ok. 4 tys. żołnierzy amerykańskiej brygady pancernej z Fort Hood w Teksasie do Polski. Decyzja zapadła w ramach szerszego planu redukcji obecności wojsk USA w Europie.

Niedługo potem prezydent USA Donald Trump ogłosił, że wyśle do Polski 5 tys. dodatkowych żołnierzy. Podkreślił, że jego decyzja ma związek z wygraną Nawrockiego w wyborach prezydenckich, którego "z dumą poparł".

Wciąż nie jest znana ani dokładna liczba żołnierzy USA, którzy mieliby trafić do Polski, ani termin ich przerzutu.

Źródło: Polskie Radio Program 3 / TVN24 / DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...