Kierwińskiemu puściły nerwy. Zaatakował dziennikarza podczas konferencji
Szef resortu spraw wewnętrznych i administracji, który miał mówić o sukcesie Straży Granicznej w walce z międzynarodowym handlem narkotykami, ostro zareagował na pytanie jednego z dziennikarzy o aferę w Szpitalu Południowym. Zamiast odpowiedzi najpierw padły pretensje, zarzut braku szacunku i próba uciszenia.
"Bardzo żałuję, że pan nie zrozumiał"
Czwartkowa konferencja dotyczyła przejęcia przez Straż Graniczną blisko 1,2 tony marihuany, która była ukryta w kontenerach z cegłami transportowanych z Tajlandii przez port w Hamburgu do Polski. Obok Kierwińskiego na sali byli funkcjonariusze SG. Właśnie wtedy jeden z reporterów próbował zapytać ministra o głośną aferę w Szpitalu Południowym. Kierwiński natychmiast przerwał. – Panie redaktorze, prosiłem pana o zachowanie tej kolejności ze względu na szacunek do munduru. Bardzo żałuję, że pan nie zrozumiał tych zasad – powiedział minister.
Dziennikarz nie odpuszczał, ale Kierwiński kontynuował. – Czy kiedyś nie odpowiedziałem na pana pytanie? Albo nie miał pan możliwości zadania tego pytania? – pytał. Minister podkreślał, że sprawa Szpitala Południowego "nie ma nic wspólnego z polskim mundurem" i domagał się, by najpierw zakończyć część poświęconą Straży Granicznej.
Afera, która wraca jak bumerang
Kierwiński podczas konferencji próbował odciąć się od odpowiedzialności za aferę szpitalną. – Jak tylko doszły do mnie informacje o jego zarobkach i potencjalnych nieprawidłowościach, zareagowałem tak, jak powinienem. Pan Kacprzyk nie jest już członkiem KO i nie jest radnym – przekonywał.
Szef MSWiA przyznał jednocześnie, że znał Kacprzyka i miał wpływ na jego polityczną drogę. – Byłem tą osobą, która rekomendowała, aby pan Kacprzyk nie przeszedł do kolejnego szczebla samorządu, kiedy dowiedziałem się o jego zarobkach – mówił.
Kierwiński kontra Miziołek
Na tym nie kończą się napięcia wokół ministra. W tle jest także konflikt z dziennikarką Joanną Miziołek. Po jej komentarzach dotyczących afery w Szpitalu Południowym Kierwiński miał zażądać publicznych przeprosin oraz wpłaty 2 tys. zł na straż pożarną.
Dziennikarka odpowiedziała ostro. – Nie będziecie zamykać ust dziennikarzom za to, że zadają pytania – stwierdziła. I dodała: – To jest naprawdę przerażające, że politycy na takich stanowiskach myślą, że nadal mogą nam zamknąć usta, bo nas postraszą.