Autobus wjechał do przejścia podziemnego w Warszawie. Prezes MZA: Dziwny wypadek
Miejskie Zakłady Autobusowe wydały oficjalne oświadczenie, w którym odniosły się do spekulacji na temat możliwych przyczyn zdarzenia. Z kolei „Gazeta Wyborcza” ujawniła nowe informacje dotyczące kierowcy oraz samego pojazdu.
Do wypadku doszło w niedzielę wieczorem. Autobus linii 186 najpierw zderzył się z tramwajem w rejonie placu Narutowicza, następnie przejechał około kilometra ulicą Bitwy Warszawskiej 1920 r., uszkadzając po drodze samochody i sygnalizację świetlną. Ostatecznie wjechał do przejścia podziemnego przy Rondzie Zesłańców Syberyjskich, gdzie uderzył dachem w strop tunelu. Rannych zostało sześć osób.
MZA: Nie ma podstaw do takich spekulacji
Miejskie Zakłady Autobusowe poinformowały, że do czasu zakończenia czynności prowadzonych przez policję i prokuraturę nie będą komentować możliwych przyczyn wypadku. "Wstrzymujemy się z wszelkimi komentarzami i opiniami na temat możliwych przyczyn wypadku z udziałem autobusu Solaris Urbino 18 (...) do czasu uzyskania możliwości dokładnego sprawdzenia pojazdu przez zespół specjalistów ze strony MZA i producenta" – przekazała spółka w oficjalnym komunikacie.
Spółka odniosła się również do pojawiających się informacji o rzekomej awarii potencjometru przyspieszenia. "Uznajemy za nieuprawnione wszelkie dywagacje o awarii potencjometru przyspieszenia jako możliwej przyczynie awarii. W serii autobusów, z której pochodzi pojazd o numerze taborowym 7717, nie odnotowywano awarii tego urządzenia" – napisano. MZA podkreśla, że nawet gdyby doszło do uszkodzenia tego elementu, autobus nie przyspieszyłby. "Ewentualna awaria potencjometru skutkowałaby unieruchomieniem pojazdu, a nie jego przyspieszeniem" – czytamy w oświadczeniu.
Spółka zdementowała także pojawiające się w internecie informacje o możliwości zdalnego przejęcia kontroli nad autobusem.
Kierowca dorabiał do emerytury
Informacje dotyczące kierowcy opisała z kolei "Gazeta Wyborcza". Jak wynika z ustaleń dziennika, 58-latek był emerytem i pracował w MZA na umowę zlecenie. – Przeszedł już na emeryturę i chciał sobie dorobić na umowę zlecenie. Jeździł w dwa weekendy w miesiącu. W sumie cztery dni – powiedział prezes MZA Jan Kuźmiński.
Według prezesa autobus był stosunkowo nowy. – Solaris miał dopiero pięć lat. Na liczniku miał około 300 tys. kilometrów – przekazał Kuźmiński. Jak dodał, przebieg zdarzenia budzi wiele pytań. – To był bardzo dziwny wypadek. Moim zdaniem to niemożliwe, żeby wszystkie układy zawiodły – ocenił prezes MZA. Według relacji kierowcy mogło dojść do awarii układu hamulcowego albo kierowniczego. Jan Kuźmiński zaznaczył jednak, że w przypadku rozszczelnienia hydrauliki autobus powinien automatycznie się zablokować.