Nowy prezydent Krakowa z budżetem "w spadku"? Mocne słowa polityka KO
Jak ustaliła Interia, najbardziej realnym terminem jest koniec listopada lub początek grudnia. Powodem jest wciąż nierozstrzygnięty prawomocnie protest referendalny po majowym referendum, w którym mieszkańcy odwołali Aleksandra Miszalskiego.
Protest wciąż nie jest prawomocnie zakończony
Premier Donald Tusk nie może wyznaczyć terminu wyborów do czasu zakończenia postępowania dotyczącego protestu referendalnego złożonego przez Edwarda Nowaka. Nowak zarzucał, że podczas ciszy wyborczej dochodziło do licznych naruszeń prawa. – To prawo było permanentnie łamane. Nie tylko przez osoby przypadkowe, które mogły nie być zorientowane w prawie, ale łamane było także przez polityków, przez osoby publiczne, które z całą pewnością wiedziały, co robią – mówił.
Jak ustaliła Interia, sąd oddalił protest, jednak orzeczenie nie jest jeszcze prawomocne. Autor protestu i jego pełnomocnik nie odebrali uzasadnienia wyroku. Jeżeli wpłynie zażalenie, sprawa trafi do Sądu Apelacyjnego. Dopiero po prawomocnym zakończeniu postępowania będzie można wyznaczyć termin wyborów. Następnie konieczne będzie przeprowadzenie czynności wynikających z kalendarza wyborczego, co zajmuje około trzech miesięcy.
RMF FM podaje z kolei, że możliwy jest także wcześniejszy scenariusz. Cytowany przez stację sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie Zbigniew Zgud ocenił, że wybory powinny zostać przeprowadzone w ciągu 60 dni od uprawomocnienia się rozstrzygnięcia sądu. W takim wariancie pierwsza tura mogłaby odbyć się na przełomie października i listopada.
Niespodzianka budżetowa dla nowego prezydenta?
Interia zwraca również uwagę, że przesunięcie wyborów na koniec roku oznacza, iż projekt budżetu Krakowa na przyszły rok przygotuje pełniący obowiązki prezydenta Stanisław Kracik. Większość w Radzie Miasta mają Koalicja Obywatelska i Nowa Lewica.
Portal cytuje anonimowego lokalnego polityka KO. – Możemy przygotować taki projekt budżetu, który będzie bombą z opóźnionym zapłonem. Wybory pod koniec roku dają możliwość, że budżet na przyszły rok nie będzie budżetem przygotowanym przez nowego prezydenta. Dostanie go nie jako w spadku. Jeśli wygrałby Gibała, to musiałby się głowić, jak np. spiąć wydatki na komunikację miejską. A jeśli wygra nasza kandydatka, to jako rada zawsze możemy "pomóc" go jej zmienić na bardziej realny – powiedział rozmówca Interii.