Burza po słowach Łukasiewicza. "Niekompetencja i brak dyplomatycznego wyczucia"
11 lipca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Upamiętnia on rocznicę tzw. krwawej niedzieli z 1943 r., gdy doszło do fali mordów na Polakach. Był to punkt kulminacyjny rzezi wołyńskiej.
Polska delegacja, na czele z ministrem obrony narodowej, wzięła udział w uroczystości w Ołyce. Jest to miasto położone w obwodzie wołyńskim. W sobotnich obchodach uczestniczył również chargé d’affaires na Ukrainie. – Pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu, nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy państwa polskiego na terenach dawnej II Rzeczpospolitej przed wojną i w jej trakcie. To wszystko, co działo się w trakcie II wojny światowej, było straszne i niepotrzebne – oznajmił Piotr Łukasiewicz. – Nie tworzę jednak symetrii ani nie stawiam znaku równości między liczbami i jakością cierpień. Mówię po prostu, że pamiętamy i musimy pamiętać o przeszłości, i o tym, co w tej przeszłości było wstydliwe i niegodne – zaznaczył.
Magierowski: Niekompetencja i brak dyplomatycznego wyczucia
Wypowiedź dyplomaty wywołała dyskusję. Były ambasador RP w Izraelu i USA, Marek Magierowski, napisał: "Takich porównań mogą używać publicznie historycy, dziennikarze, byli polscy politycy. Nie zaś najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej na Ukrainie, w trakcie oficjalnych uroczystości. Ponadto w okresie ogromnego napięcia w dwustronnych relacjach, podsycanego przez władze w Kijowie. Niekompetencja i brak dyplomatycznego wyczucia – to chyba najłagodniejsza interpretacja tych sformułowań".
Odnosząc się do sprawy, szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta, Marcin Przydacz, zauważał, że "sytuacja pokazuje jak w soczewce wiele problemów z dzisiejszym korpusem 'kierowników palcówek' wysyłanych przez aktualne kierownictwo MSZ do reprezentowania Polski za granicą".
"Nie powinien więc nikogo dziwić brak zgody Prezydenta RP na takie kandydatury. Jest ich niestety więcej, zbyt dużo. Konstytucja mówi jasno, MSZ wnioskuje, ale decyzję finalną podejmuje Prezydent. Miejmy nadzieję, że przyjdzie taki moment, kiedy MSZ (pod tym lub raczej innym kierownictwem) zmieni podejście i zacznie kierować się interesem Rzeczypospolitej a nie fochami ministra" – stwierdził Przydacz.