Taśmy ze Szpitala Południowego. "Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było"
Afera w Szpitalu Południowym w Warszawie wybuchła po tym, jak wyszło na jaw, że SOR-em kierował związany z Koalicją Obywatelską Dawid Kacprzyk, choć nie miał do tego uprawnień. Potem portal zero.pl ujawnił, że w placówce funkcjonował "salonik VIP" i specjalna ścieżka przyjęć dla polityków KO. Ponadto szef prosektorium Artur Habowski prowadził tam biznes pogrzebowy – promował zakład należący do swojej wspólniczki z innej firmy i utrudniał odbieranie ciał zmarłych, gdy rodzina chciała skorzystać z usług konkurencji.
Teraz portal zero.pl poinformował, że dotarł do nagrania dotyczącego śmierci pacjenta, którego znaleziono martwego w toalecie Szpitala Południowego. O zdarzeniu mówił w Kanale Zero dr Emil Jędrzejewski.
Szokujące nagranie z prosektorium
W sierpniu 2025 r. starszy mężczyzna zgłosił się do Szpitala Południowego z powodu uciążliwej biegunki. Został przyjęty na oddział. Około północy pacjent poszedł do łazienki, gdzie po czterech godzinach został znaleziony martwy.
Szpital nie przekazał sprawy prokuraturze, lecz zdecydował się na przeprowadzenie sekcji zwłok we własnym prosektorium. Wzięli w niej udział patomorfolog Kamil Sokół, ówczesny koordynator prosektorium Artur Habowski oraz pomocnik sekcyjny. Okazało się, że ostatni z mężczyzn nagrywał toczące się w trakcie sekcji rozmowy. Zrobił to, ponieważ był skonfliktowany z przełożonym.
Habowski przekonuje, że nie miał wpływu na decyzję o przeprowadzeniu sekcji. Podjęła ją dyrekcja szpitala.
Na nagraniu słychać rozmowę byłego już szefa prosektorium z lekarzem. – To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było – mówił Habowski. – Okej, no dobra – odpowiedział ten drugi. – Przecież, ku**a, że prokurator się nie wje**ł do szpitala na to, co odje**li – dziwił się koordynator prosektorium. Padły też słowa, że personel szpitala "dał d**y", bo powinno się "chociaż, ku**a, przejść co godzinę i zobaczyć, czy mają wszystkich pacjentów".
Prawda ukryta przed rodziną zmarłego
Kolejnego dnia w prosektorium pojawili się bliscy zmarłego mężczyzny. – Wie pani, to ja powiem szczerze, ja dawno nie widziałem tak schorowanego serca. Naprawdę. Serce naprawdę miał schorowane – mówił na nagraniu Artur Habowski. Nie wspomniał natomiast o tym, że pacjenta znaleziono w toalecie. – Zaburzenia elektrolitowe typowo poszły. Przez to doszło do zatrzymania. Poza tym stan po starym, rozległym zawale, ten zawał był duży. Śluzak w sercu. To też nie jest dobrze. Ten śluzak to też zajmuje powierzchnię serca i też serce bardzo obciąża, tak. Dodatkowo stan po tych udarach, po angioplastyce. To są tak duże obciążenia dla organizmu, że naprawdę, no – kontynuował.
– W rozmowie z rodziną nie przekazałem okoliczności, w których doszło do śmierci, bo nie byłem do tego upoważniony. Byłem koordynatorem prosektorium i moim obowiązkiem było wydać kartę zgonu. To lekarze są od informowania o okolicznościach zgonu – tłumaczył były już szef prosektorium w rozmowie z portalem zero.pl.
– Przyznaję, że z perspektywy czasu moje słowa z nagrania nie brzmią dobrze. Są głupie żarty, trochę żargonu, z boku wygląda to źle. Ale chodziło mi o to, że jest trudna sprawa i że trzeba jakoś sobie z tym poradzić – zaznaczył.
Lekarz Kamil Sokół nie chciał z rozmawiać z dziennikarzami. Komentarza odmówiło także kierownictwo Szpitala Południowego oraz Ministerstwo Zdrowia. Sprawą zmarłego pacjenta zajmuje się Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów. Dochodzenie dotyczy nieumyślnego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia.