"Mój klient został wytypowany". Kontrowersyjne słowa obrońcy Żaka po wyroku
Chwilę po ogłoszeniu orzeczenia głos zabrała jego obrońca, mec. Izabela Ławińska. Zapowiedziała apelację i przekonywała, że sąd uległ społecznym emocjom.
"Mój klient został postawiony na świeczniku"
Adwokat nie zgadza się z wysokością kary. Jej zdaniem Łukasz Żak został potraktowany wyjątkowo surowo. – Akurat ten człowiek wybitnie został postawiony na świeczniku. Zapewne znacie państwo przypadki popełnienia innych, znacznie gorszych przestępstw i nie widziałam, by takie komentarze czy sugestie w sprawie wyroku się pojawiały. Uważam, że mój klient został wytypowany – powiedziała dziennikarzom po zakończeniu rozprawy.
Ławińska poinformowała, że złoży apelację od wyroku. Jak stwierdziła, wymierzona kara jest zbyt surowa, choć sam Żak miał przyjąć orzeczenie z pokorą. Wskazała również, że po wypadku zgłosił się na policję, co – jej zdaniem – powinno zostać potraktowane jako okoliczność łagodząca.
Obrona Żaka: To nie był zbrodniczy plan
Już podczas mowy końcowej obrona przekonywała, że proces Żaka był oceniany przede wszystkim przez pryzmat społecznych emocji. – Są sprawy, w których największą trudnością staje się konieczność oddzielenia prawa od emocji. Ta sprawa należy właśnie do takich. Sąd nie jest portalem internetowym, nie jest studiem telewizyjnym i nie jest miejscem realizacji społecznego gniewu. Sąd jest miejscem, w którym obowiązuje wyłącznie prawo – mówiła mec. Ławińska.
Obrona utrzymywała również, że Żak powinien odpowiadać za czyn nieumyślny. – Przyznał, że popełnił błąd. Tragiczny i niewybaczalny, ale nadal błąd, a nie zbrodniczy plan – argumentowała.
20 lat więzienia dla Łukasza Żaka
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał w czwartek Łukasza Żaka za winnego spowodowania śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Oprócz 20 lat pozbawienia wolności orzeczono wobec niego dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, obowiązek wpłaty 10 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz zadośćuczynienia dla poszkodowanych – po 300 tys. zł dla żony i dwójki dzieci zmarłego mężczyzny oraz 150 tys. zł dla pasażerki volkswagena.
Uzasadniając wyrok sędzia Maciej Mitera nie pozostawił wątpliwości co do oceny zachowania oskarżonego. – Nikt by nie miał szans z tym Arteonem. Przyrównuję go do małego czołgu. Rozpędził pan do tej prędkości mały czołg i z premedytacją pan to zrobił. Chciał pan komuś zaimponować? Przecież to groziło katastrofą – mówił do Żaka.