Żak został uznany za winnego spowodowania katastrofalnego w skutkach wypadku drogowego, do którego doszło we wrześniu 2024 r., gdy prowadził samochód pod wpływem alkoholu z prędkością przekraczającą 220 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 80 km/h.
W zderzeniu Volkswagena Arteona z Fordem Focusem zginął 37-letni pasażer drugiego auta, a jego żona oraz dwoje małych dzieci odnieśli obrażenia.
Sędzia: Na tę karę pracował pan sobie latami
– Nikt by nie miał szans z tym Arteonem. Przyrównuję go do małego czołgu. Rozpędził pan do tej prędkości mały czołg i z premedytacją pan to zrobił. (...) Chciał pan komuś zaimponować? Przecież to groziło katastrofą – powiedział do oskarżonego sędzia Maciej Mitera po ogłoszeniu wyroku.
Sędzia zwrócił również uwagę, jak mężczyzna zachowywał się podczas procesu. – Na tę karę pracował pan sobie latami – ocenił. – Wierzę w polski system penitencjarny, że tam pana nauczą. Przykro mi to mówić, ale pana powinni tam nauczyć również zwykłej kindersztuby – dodał. – Tym wyrokiem chronię mieszkańców Warszawy przed panem – zakończył.
Jest wyrok dla Łukasza Żaka. 20 lat więzienia
Prokuratura wnosiła o wymierzenie Żakowi maksymalnego wymiaru kary 20 lat więzienia, wskazując na wyjątkowo wysoki stopień społecznej szkodliwości czynu oraz wcześniejszą wielokrotną karalność, w tym za prowadzenie pojazdów pod wpływem alkoholu i łamanie sądowych zakazów kierowania. Obrona domagała się łagodniejszego rozstrzygnięcia.
Według ustaleń biegłych Żak w chwili wypadku był nietrzeźwy, trzymał w ręku telefon komórkowy i nagrywał swoją jazdę. Eksperci ocenili, że kierująca fordem nie miała realnych możliwości uniknięcia zderzenia.
O warunkowe zwolnienie 28-latek będzie mógł ubiegać się po 15 latach odbywania kary.
Sąd zgodził się na publikację wizerunku i podawanie nazwiska oskarżonego.
Czytaj też:
"Dla nich byłam zwykłym śmieciem". Dziewczyna Łukasza Ż. przerywa milczenie
