Szpital Bródnowski zakończył kontrolę grafików Kacprzyka. Wykazano "niespójności"
Jak poinformowała placówka, w analizowanej dokumentacji stwierdzono "niespójności", a sporządzony raport został przekazany do właściwej prokuratury.
Szpital: Wykazano "niespójności"
Jak przekazał Szpital Bródnowski "Rzeczpospolitej", zakończyła się szczegółowa kontrola liczby godzin przepracowanych przez Dawida Kacprzyka w czasie jego współpracy z placówką. – Przeprowadzona kontrola wykazała występowanie niespójności w analizowanej dokumentacji. W związku z tym lek. Dawid Kacprzyk został wezwany do złożenia stosownych wyjaśnień. Sporządzony raport z kontroli został przekazany do właściwej prokuratury – poinformował szpital.
Jak wcześniej informował marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik, Kacprzyk przepracował w Szpitalu Bródnowskim 732 godziny w ciągu 125 dni. Lekarz pełnił funkcję zastępcy koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Umowę zawarto 5 lutego na okres trzech miesięcy, a następnie przedłużono ją do 30 czerwca. Współpraca zakończyła się wcześniej po publikacjach medialnych.
Za godzinę pracy otrzymywał 350 zł. Dodatkowo przysługiwał mu ryczałt w wysokości 25 tys. zł za wykonywanie obowiązków zastępcy koordynatora SOR. Według wcześniejszych wyliczeń "Rzeczpospolitej", po zsumowaniu godzin wykazanych w Szpitalu Bródnowskim i Szpitalu Południowym – bez uwzględniania pozostałych placówek – oznaczałoby to średnio około 16–17 godzin pracy dziennie.
Wcześniej zwrócił część wynagrodzenia
Podczas czerwcowej nadzwyczajnej sesji Sejmiku Województwa Mazowieckiego poinformowano, że Kacprzyk wystawił faktury korygujące na 108,6 tys. zł i przelał na konto Szpitala Bródnowskiego około 80 tys. zł.
Wcześniej lekarz skorygował również rozliczenia ze Szpitalem Południowym i zwrócił około 500 tys. zł. Placówka odesłała jednak środki, wskazując na brak podstaw prawnych do ich zatrzymania.
Jak Kacprzyk trafił do Szpitala Bródnowskiego
Jak opisywała wcześniej "Rzeczpospolita", Kacprzyk rozpoczął współpracę ze Szpitalem Bródnowskim na początku lutego 2026 r., gdy SOR zmagał się z poważnymi brakami kadrowymi. 2 lutego na zmianę dzienną nie stawiło się trzech lekarzy, a na nocną kolejnych czterech. W piśmie do zarządu koordynator SOR Marek Marecki informował o permanentnym poczuciu zagrożenia bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów oraz wypaleniu zawodowym personelu.
Tego dnia przez oddział ratunkowy przewinęło się 353 pacjentów, w tym 73 przywiezionych karetkami. Jedna osoba zmarła. W kolejnych dniach pracę straciło ośmiu lekarzy, którzy nie stawili się na dyżury.