Rozłam w PiS. Tusk: Nie ma się z czego cieszyć
W poniedziałek szef rządu wziął udział w uroczystości otwarcia mostu w Głuchołazach, zniszczonego przez powódź w 2024 roku. W trakcie spotkania z mediami premier został zapytany o rozłam w Prawie i Sprawiedliwości.
– Ja nie będę płakał po PiS-ie, jak się państwo domyślacie, ale z całą pewnością nie ma się z czego cieszyć, jak widzimy, co się dzieje z najważniejszą, największą partią opozycyjną, bo wszyscy wolelibyśmy, żeby polityka wyglądała nieco inaczej – odpowiedział.
Lider Koalicji Obywatelskiej skomentował również zarzuty, jakie pod adresem Mateusza Morawieckiego formułują jego partyjni koledzy.
– Ja w ostatnich kilkunastu godzinach dowiedziałem się od niektórych polityków PiS-u, że pan Morawiecki jest moim agentem i agentem niemieckim, tego się naprawdę nie spodziewałem, że aż tak daleko sprawy zajdą. Można by to wszystko obrócić w ponury żart, ale tak naprawdę nie pierwszy raz jesteśmy świadkami takiego wielkiego politycznego zamieszania i bałaganu. Ja uważam, że w polityce ludzie, którzy doprowadzają do nieustannych konfliktów i takiej szamotaniny, są po prostu niebezpieczni – powiedział.
Rozłam w PiS. Tusk traci władzę
Wirtualna Polska opublikowała dwa warianty badania poparcia partii politycznych – z uwzględnieniem formacji Morawieckiego i bez niej, czyli w dotychczasowym układzie. Badanie przeprowadziła pracownia United Surveys by IBRIS.
W pierwszej konfiguracji trzy partie określane jako prawicowe, czyli PiS i obie Konfederacje, dysponują większością 258 mandatów.
Ankieta uwzględniająca ewentualne nowe ugrupowanie Mateusza Morawieckiego pod nazwą "Rozwój + Wy" – jako nazwa hipotetyczna, przekracza próg wyborczy i melduje się w Sejmie z poparciem 7,5 proc., co daje jej 31 mandatów. Z badania wynika, że połączone siły tzw. szerokiej prawicy w postaci PiS, partii Morawieckiego oraz obu Konfederacji wciąż posiadałyby większość rządzącą z 253 mandatami.