"Wyje syrena, bo mamy alert". Tłumaczenia wicepremiera

Dodano:
Od lewej: Krzysztof Gawkowski, Radosław Sikorski i Donald Tusk Źródło: Aleksander Zieliński / Kancelaria Sejmu
Syreny alarmowe, które rozbrzmiały ok. godz. 4 na Lubelszczyźnie, wywołały niepokój mieszkańców. – Wyje syrena, bo mamy do czynienia z sytuacją kryzysową – tłumaczył wicepremier Krzysztof Gawkowski.

Do Polski wleciał niezidentyfikowany obiekt. Szef MSZ Ukrainy przekazał, że to rosyjska rakieta. Polskie myśliwce zostały poderwane, a mieszkańcy Lubelszczyzny usłyszeli ok. godz. 4 rano syreny.

Jak przekazał dziennikarce RMF FM rzecznik wojewody lubelskiego Marcin Bubicz, alarm uruchomiono na polecenie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa z powodu możliwego zagrożenia z powietrza. Nie objął on jednak północnej części Lubelszczyzny.

Alarm został odwołany po godz. 4.

Gawkowski: Ten bym się czuł zdenerwowany

Do sytuacji odniósł się w czwartek na antenie Polsat News wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

– Wyje syrena, bo mamy alert. Wyje syrena, bo mamy do czynienia z sytuacją kryzysową, w której nie da się zidentyfikować w czasie rzeczywistym – odpowiedział mu Gawkowski. – Po pierwsze nie wiemy dokładnie, dokładnie gdzie spadnie, czy to będzie dron, czy to będzie rakieta, niezidentyfikowany obiekt – powiedział polityk Lewicy.

Jednocześnie szef resortu cyfryzacji przyznał, że rozumie zaniepokojenie mieszkańców. – Też mam rodzinę, też bym się poczuł zdenerwowany, ale gdyby nie było tego alarmu, gdyby te syreny nie zawyły i nie mielibyśmy tego obiektu w polu, tylko w bloku, w domu, w jakimkolwiek miejscu, które spowodowałyby uszczerbek na zdrowiu, nie daj Boże śmierć, no to mielibyśmy trudniejszą sytuację – mówił Krzysztof Gawkowski.

"Polska jest zagrożona"

Wicepremier podkreślił, że jako Polacy "musimy mieć świadomość, że Polska jest zagrożona, że wojna się toczy". Jak zaznaczył, kraj jest "narażony na sabotaże i różnego rodzaju sytuacje krytyczne". – Przyzwyczailiśmy się do czasów pokoju. My nie żyjemy w czasach pokoju, bo mamy sąsiada, Rosja przecież jest naszym sąsiadem, który ma jasny cel – mówił.

– W czasie rzeczywistym podawanie wiedzy, co to było, jest niemożliwe. To znaczy, wiadomo, że mamy zagrożenie, ale Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych też identyfikuje obiekt. Nie ma wiedzy, gdzie to się wydarzy, dlatego trzeba większą grupę społeczną powiadomić. Potrzebne są minuty, czasami dziesiątki minut, a to rodzi panikę – tłumaczył Gawkowski.

Jak wyjaśnił, "sygnał modulowany, trzy minuty – realne zagrożenie". – Sygnał trzy minuty jednostajny, odwołanie tego zagrożenia. Więc, jeżeli to usłyszymy, to musimy mieć pojęcie, to musimy mieć świadomość, że coś się może wydarzyć – podkreślał minister cyfryzacji.

Polityk przyznał, że "dzisiaj duża część społeczeństwa też nie wie o tym, co oznaczają te sygnały". – Nie dlatego znowu, że trzeba się tego nauczyć. Tylko ja jeszcze z tego pokolenia pochodzę, gdzie mnie w szkole średniej uczono na zajęciach, że są takie alarmy, że taka sytuacja kryzysowa może się wydarzyć – wskazał Gawkowski.

Źródło: Polsat News / RMF FM, DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...