Ujawniono kolejne zeznania prezesa PiS. Stanowski nie wytrzymał
10 czerwca zeznania w prokuraturze w sprawie tzw. dwóch wież składał Jarosław Kaczyński. Przesłuchanie prezesa PiS trwało 10 godzin. 25 czerwca sprawa została umorzona przez prokuraturę. Pod koniec lipca portal Goniec.pl ujawnił nagrania z przesłuchania prezesa PiS. Niedługo później prokuratura poinformowała, że prowadzi czynności sprawdzające w związku z ich opublikowaniem.
Teraz serwis pokazał kolejny materiał wideo. "Zgodnie z interesem publicznym, publikujemy kolejne fragmenty przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego w sprawie dwóch wież. Coraz bardziej zaskakujące" – poinformował w mediach społecznościowych redaktor naczelny portalu Goniec.pl Janusz Schwertner.
Goniec publikuje nagrania z przesłuchania Kaczyńskiego
"UJAWNIAMY: Kolejne zaskakujące zeznania J. Kaczyńskiego ws. dwóch wież. "Birgfellner oferował mi pieniądze. Mówił, że to dlatego, że jesteśmy rodziną". Prokuratura nie zapytała lidera PiS o żadne szczegóły" – czytamy w opisie nagrania.
Do publikacji gońca, wykorzystującej nagrania zeznań przed prokuraturą, krytycznie odniósł się Krzysztof Stanowski.
"Interes publiczny polega na uświadamianiu ludzi, że żyjemy w chorym państwie, a wizyta w prokuraturze nie różni się od wizyty w studiu TV?" – zapytał naczelnego Gońca.
Stanowski nie wytrzymał. "Niesamowite dziennikarstwo śledcze"
"Krzysztof, jest dokładnie na odwrót. W chorym państwie wmawia się ludziom, że dziennikarze ukazujący kulisy pracy organów ścigania robią coś niewłaściwego. Sposób, w jaki w tej sprawie atakuje nas Republika czy inne prawicowe media jest rezultatem niesamowitego braku zrozumienia, po co w ogóle wynaleziono dziennikarstwo śledcze. Bez tego typu publikacji, opartych na interesie publicznym, nie ma w ogóle dziennikarstwa" – odpowiedział mu Schwertner, argumentując publikację nagrań.
"Nie no, szacunek, niesamowite dziennikarstwo śledcze. Godne serialu na Netfliksie. Dla mnie to kompromitacja państwa, podważenie zaufania do podstawowych instytucji. Gdyby to Donald Tusk był przesłuchiwany przez "ziobrowską" prokuraturę, a nagrania latałyby po prawicowych mediach, ci sami ludzi, którzy dzisiaj chwalą, zeszliby na zawał z oburzenia. Jedyny "interes społeczny" jaki tu zadziałał to taki, żeby ludzie wiedzieli, że trzeba mówić jak najmniej, bo nie wiadomo, co się stanie z nagraniem – np. wtedy gdy zeznajesz na temat groźnego bandyty. Być może on ogląda to od razu na żywo? Nie interes, a szkodliwość – tak się to powinno nazywać. Jeśli jakaś zastraszona osoba miała zeznać coś mocnego, to teraz zastanowi się pięć razy" – nie odpuszczał twórca Kanału Zero.
"Z Twojego wpisu płynie całkowicie absurdalny z punktu widzenia historii dziennikarstwa wniosek, że Ty nie zgodziłbyś się na publikację żadnych informacji/zeznań/nagrań pochodzących z żadnej sprawy prokuratorskiej bądź sądowej, w imię walki o "powagę państwa". Kamień z serca, że to nie Ty decydowałeś o aktach sprawy Epsteina, bo dalej byśmy tkwili w przekonaniu, że prokurator Acosta to czystej wody profesjonalista, który taki sprawiedliwy wyrok uzgodnił z Jeffreyem:) Nic nie rozumiem z Twojego punktu widzenia, ale może patrzymy na dziennikarstwo skrajnie inaczej, a w tym przypadku bardziej patrzysz na interes lidera jednej z partii niż na interes publiczny" – napisał w odpowiedzi naczelny Gońca.
"Rzeczywiście, patrzymy inaczej. Możesz tu wrzucić jeszcze milion przykładów z historii dziennikarstwa i na nich pogalopować hen daleko, możesz sobie od razu na zaś założyć profil na filmwebie, ale to jednak nie ten przypadek" – odparł Stanowski.