"Proszę tego nie słuchać". Drugi kierowca ucina spekulacje ws. wypadku na Węgrzech
W katastrofie, do której doszło w nocy z soboty na niedzielę (16 sierpnia) na Węgrzech, zginęło 12 Polaków. Autokarem podróżowało 59 osób, w tym 57 pasażerów i dwóch kierowców. Pojazd wypadł z autostrady M3 w północno-wschodniej części kraju.
Relacja drugiego kierowcy autokaru
Grzegorz Wojtoń, drugi kierowca i właściciel biura podróży, powiedział w rozmowie z "Super Expressem", że tuż przed wypadkiem przekazał prowadzenie autokaru koledze Robertowi. Według jego relacji kierowca czuł się dobrze. Do tragedii miało dojść około dwóch kilometrów przed miejscem planowanego postoju.
Kierowca odniósł się również do pojawiających się informacji, jakoby autokar miał wielokrotnie koziołkować. Jak zaznaczył, nie należy w to wierzyć. – Proszę tego nie słuchać – oświadczył. Według jego relacji pojazd zjechał ze stromej skarpy i przewrócił się, a brak odpowiednich barier ochronnych w tym miejscu mógł mieć znaczenie dla skutków wypadku.
Wcześniej wśród możliwych przyczyn tragedii wymieniano m.in. zaśnięcie kierowcy. Węgierska policja informowała, że jest to jedna z rozpatrywanych hipotez. Kierowca został zatrzymany, a następnie objęto go postępowaniem w związku z podejrzeniem nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu drogowym.
Śledztwo ws. wypadku autokaru na Węgrzech. Zginęło 12 Polaków
Polska prokuratura prowadzi działania zmierzające do przejęcia postępowania od strony węgierskiej. Jednocześnie śledczy nie ujawniają na tym etapie szczegółowych ustaleń dotyczących przyczyn wypadku.
Relacja drugiego kierowcy jest jego osobistą wersją wydarzeń i nie przesądza o przyczynach katastrofy, które mają zostać ustalone w toku śledztwa.
Autokarem podróżowali pielgrzymi, głównie z Podkarpacia, którzy wracali z sanktuarium maryjnego w Medjugorie w Bośni i Hercegowinie. Część poszkodowanych, którzy trafili do węgierskich szpitali, została już przetransportowana do Polski specjalnym samolotem rządowym.