"Robił prawo, nie politykę". Wiceminister z Polski 2050 broni Berka
Maciej Berek odszedł z rządu, by kandydować do Trybunału Konstytucyjnego, mimo że Koalicja Obywatelska szła do wyborów w 2023 r. z hasłem "odpolitycznienia" wymiaru sprawiedliwości. Berek pełnił funkcję ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. W marcu 2025 r. stanął na czele rządowego zespołu ds. deregulacji.
– To jest świetny fachowiec, wybitny prawnik, człowiek z ponadprzeciętną wiedzą i ponadprzeciętnymi kompetencjami – przekonywał w programie "Graffiti" w Polsat News wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka.
Prowadzący Paweł Balinowski zauważył, że sam premier Donald Tusk nazwał Berka swoją "prawą ręką". – Jak w takim razie nazwać ministra Jana Grabca albo Adama Szłapkę? Prawa ręka może być tylko jedna? – skomentował polityk Polski 2050.
Gramatyka o głosowaniu ws. Berka
– Berek nie był politykiem. Robił prawo, nie politykę. Odpowiadał za całe procesy legislacyjne, które odbywały się w rządzie. Robił to bardzo dobrze. Uważam, że jest świetnym kandydatem – powiedział Gramatyka.
Wiceminister został zapytany o słowa przewodniczącej klubu parlamentarnego Lewicy Anny Marii Żukowskiej, która stwierdziła wprost, że Maciej Berek "jest politykiem". – Mieliśmy być inni niż PiS, mieliśmy robić to inaczej, a nie dokładnie tak samo – mówiła.
– Możemy się założyć o dobre śniadanie, że Lewica też go poprze – zareagował Michał Gramatyka. – Może Anna Maria Żukowska zagłosuje inaczej – dodał później.
– U nas na pewno poprze go Bartosz Romowicz, bo też publicznie takie deklaracje składał, a klub jeszcze na ten temat nie rozmawiał, więc ta decyzja pewnie się pojawi przed posiedzeniem – oznajmił poseł Polski 2050.
Maciej Berek jest radcą prawnym, doktorem nauk prawnych, adiunktem w Katedrze Prawa Konstytucyjnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Jest też ekspertem Ośrodka Badań, Studiów i Legislacji Krajowej Rady Radców Prawnych.
Przypomnijmy, że w 2024 r. koalicja rządząca uchwaliła projekt ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, wprowadzający czteroletnią karencję dla członków rządu oraz parlamentarzystów ubiegających się o funkcję sędziego. Ostatecznie przepisy te nie wszyły w życie. Ustawa została zablokowana przez ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudę.