Przed wtorkowym posiedzeniem rządu Donald Tusk poinformował, że Maciej Berek przestanie pełnić funkcję ministra do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. – Ustaliliśmy wspólnie z panem ministrem, że przejdzie do innych zadań. W związku z tym zwrócił się do mnie o zwolnienie z obowiązków, jakie pełnił – mówił premier.
– Był moją prawą ręką, nadal tak jest, jeśli chodzi o egzekwowanie naszych planów, priorytetów rządowych. (...) Prawie każda i każdy z was, jak zaczyna mówić o tym, co zrobił, przygotował, to zaczyna od podziękowań pod adresem ministra Berka i to jest absolutnie zrozumiałe – stwierdził Tusk, zwracając się do ministrów.
– Niedługo się dowiecie, w jakich państwowych, publicznych rolach pan minister być może wystąpi – powiedział dziennikarzom. – Wszyscy będziemy na pewno trochę tęsknili za ministrem Berkiem, bo pomagał nam wszystkim, jak tylko potrafił, a potrafi bardzo dużo – dodał.
Szef rządu zapowiedział, że miejsce Berka w roli ministra ds. nadzoru zajmie jego dotychczasowy zastępca, prezes Rządowego Centrum Legislacji Joanna Knapińska. – Podjęła to wyzwanie i bierze to na swoje barki. Oczywiście będę pomagał, wszyscy będziemy pomagali (...), bo jak wiecie nie ma osoby nie do zastąpienia, wbrew temu co często się myśli – skwitował Tusk.
Z rządu do Trybunału Konstytucyjnego?
Pojawiły się pierwsze medialne doniesienia, według których Maciej Berek ma zostać wybrany na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
"Nieoficjalnie: Maciej Berek po odejściu z rządu zostanie wybrany na sędziego Trybunału Konstytucyjnego" – podał serwis Polityka Insight.
Zgodnie z art. 194 Konstytucji RP, sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybiera Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Wybrany sędzia składa następnie ślubowanie wobec prezydenta RP. Kadencja członka TK trwa dziewięć lat (ponowny wybór jest niedopuszczalny).
Czytaj też:
Żurek straszy Nawrockiego. "Złamał prawo i za to odpowie"
