Dołek Trumpa
Jeszce nigdy w jego karierze politycznej, trwającej – skądinąd – dość krótko, biorąc pod uwagę wiek (80 lat), bo zaledwie dekadę, poparcie dla ekscentrycznego, ale jednak skutecznego polityka, nie było tak niskie.
Poparcie mniej niż 1/3 obywateli USA to nie tyle już ostrzeżenie, ale dzwon alarmowy przed wyborami "mid- term elections", które będą podsumowaniem pierwszej połowy jego drugiej kadencji. Odbędą się one już dosłownie za polityczną chwilę, bo za półtora miesiąca.
Perspektywy wyglądają dla Trumpa i jego kolegów źle. Już szmat czas temu prawicowi stratedzy w Stanach Zjednoczonych uważali, że rządzący Ameryką stracą i tak Izbę Reprezentantów. Zakładano jednak, że Republikanie zachowają Senat, a więc będą mieli twierdzę, która umożliwi obecnemu lokatorowi Białego Domu rządzenie (choć będzie ono trudniejsze niż dotąd), a przede wszystkim uniemożliwi procedurę impeachmentu. Dzisiaj taki scenariusz wciąż jest możliwy, ale Republikanie wzięliby go teraz z pocałowaniem ręki.
Trump rozminął się z oczekiwaniami Amerykanów. Co gorsza – rozminął się z oczekiwaniami swoich wyborców. Prawicowej amerykańskiej prowincji zupełnie nie rusza, jak ze swoich briefingów prasowych wyrzuca CNN i inne agresywne media liberalno-lewackie. Ba, to się im nawet podoba. Jednak elektorat Republikanów, a zwłaszcza prezydenta Trumpa, uwierzył w zapowiedzi, że nie będzie za jego kadencji wojen z udziałem żołnierzy US Army. Uwierzył tym łatwiej, że Trump 1.0 w latach 2017-2021, czyli za swojej pierwszej kadencji wojny kończył lub podejmował decyzje o ich zakończeniu, jak ta w Afganistanie, będąca do tego czasu "never ending story". Tym razem jednak to administracja Donalda Trumpa wojny inicjuje, a nie kończy.
Pół biedy, jeśli jest to krótka i bez strat własnych operacja militarna w Wenezueli, która prowadzi do uzyskania istotnego wpływu na globalny obrót ropą (ale także metali ziem rzadkich). Gorzej, gdy chodzi o uwikłanie się w wojnę w Persji, która trwa siedem miesięcy. I jeszcze potrwa, bo nie widać perspektyw wyjścia z twarzą z wojny, która dla Amerykanów nigdy nie była "ich" wojną, a która spowodowała istotny wzrost cen w Ameryce.
Chciałoby się powiedzieć mi, zwolennikowi Donalda Trumpa: "Niedobrze, Panie Bobrze", ale śmiech zamiera na ustach... Bo inni w USA są dla Polski gorsi, po prostu.