Boże wychowanie. "Do współpracy w dziele zbawienia świata"
Anna / Anna Dąmbska – urodziła się w Warszawie w 1923 r., w rodzinie o tradycjach patriotycznych. W lipcu 1944 r. brała udział w akcji wyzwalania Wilna „Ostra Brama”, rozpoczętej przez oddziały Armii Krajowej. Po rozbrojeniu jej oddziału pod Grodnem przez Armię Czerwoną, trafiła do sowieckiego łagru w Kałudze, gdzie musiała pracować w sowchozach NKWD.
Po powrocie do Polski, ukończyła studia w roku 1955 i rozpoczęła pracę jako projektantka mody w Centralnym Biurze Wzornictwa Przemysłu Lekkiego. Po śmierci matki, w 1965 r., odkryła u siebie zdolność rozmawiania z nią. Słyszała także słowa Pana Jezusa, najczęściej podczas dziękczynienia po przyjęciu Komunii św., ale nie widziała w tym niczego nadzwyczajnego. Z czasem mogła odbywać podobne rozmowy z innymi zmarłymi osobami m.in. z jej bezpośrednim przełożonym z okresu konspiracji.
Rozmowy z Panem nabrały bardziej systematycznego charakteru od roku 1982. Zgodnie z radą ówczesnego ojca duchownego złożyła w kurii w roku 1984 kilka tekstów do oceny biskupa. Od 1985 r. oceny poprawności teologicznej tekstów rozmów z Panem oraz z osobami zmarłymi dokonywał za pozwoleniem swoich przełożonych jezuita, ojciec profesor Jan Sieg (1919-2001).
W 1988 r. po przyjęciu przez Autorkę w domu Obrazu Nawiedzenia, miała miejsce jej pierwsza rozmowa z Matką Bożą.
Anna Dąmbska, znana większości czytelników jedynie z pseudonimu „Anna”, zmarła 15 września 2007 r.
Niniejszy tekst to fragment książki Anny Dąmbskiej pt. Boże wychowanie. Do współpracy w dziele zbawienia świata, wyd. Fronda
Pierwsze rozmowy 1967–1981
Pierwsze słowa Pana
9 IV 1967 r.
Przepraszałam po Komunii św. za to, że jestem taka „brudna”, a usłyszałam:
– Ja jestem czysty – okryję cię swoim płaszczem.
2 IX 1967 r.
Przypomniałam sobie słowa Pana wypowiedziane do mnie:
– Jeżeli Ja cię kocham i ty Mnie kochasz – cóż nas rozdzielić może?,
i to, że kiedy wróciłam do Pana (wyspowiadawszy się po rocznej prawie przerwie) i przepraszałam za moje winy, głupotę i gruboskórność, Pan zawołał:
– Twoje grzechy? Nie pamiętam. Ja się cieszę, że teraz jesteś ze Mną.
A tylu słów Pana nie pamiętam wcale...
21 IX 1967 r.
Dzisiaj Pan powiedział do mnie:
– Moją łączniczką jesteś. Dla Mnie pracujesz.
Pan przypomniał mi tym samym rok 1945 w łagrze w ZSRR, kiedy powierzyłam Mu swoją przyszłość. Gdy to pomyślałam, usłyszałam:
– Ja ci tę pracę dałem, boś o to prosiła. Taką ci dałem, o jakiej marzyłaś – pracę dla Polski – boś uwierzyła Mi, że mogę ci ją dać. Zaufaj Mi.
1 I 1968 r.
Byłam na Mszy św. o północy na rozpoczęcie nowego roku. Zabrakło komunikantów dla większości ludzi, i dla mnie też i w domu też, i na domiar złego księża nie sprawiali wrażenia, że się tym przejęli. Było mi przykro. Wtedy usłyszałam Pana. Można powiedzieć, że zaczął naprawiać tę przykrość. Powiedział, że jest ze mną, że to nic nie szkodzi (że zabrakło komunikantów): On jest przy mnie i będzie cały czas, także w domu; że całą noc będzie przy mnie i żebym się nie bała. Idąc do kościoła ciemną, pustą ulicą, czułam się niewyraźnie, widząc czterech podejrzanych typów. Pan to wiedział. Powiedział: „Nic się nie bój, pójdziemy razem” – i przez całą drogę mówił do mnie. To było coś tak delikatnego – takie naprawianie zachowania swoich sług, taka chęć pocieszenia, zadośćuczynienia, tyle troskliwości. I nic prawie nie pamiętam, nie mogę powtórzyć dokładnie. (...) Wiem, że Pan Jezus mówił mi o swojej miłości do mnie i do nas, o tym, że słyszy mnie zawsze, że prosi, żebym nie krzywdziła Go tak, zarzucając Mu brak miłości, brak serca. Pytał, czy Go kocham.
Trudno mi było powiedzieć „tak” po tym, jak się zachowałam (dając – w myślach – upust swojemu oburzeniu na miejscowych księży), więc mówiłam:
– Chciałabym Cię kochać.
Ale On pytał:
– Ale teraz, czy Mnie kochasz?
Mówiłam:
– Jak mogę Cię kochać? Przecież zasługujesz na miłość bezgraniczną, nieskończoną, całkowitą. Jak mogę powiedzieć, że Cię kocham, kiedy kocham tak mało?
Ale Pan chciał usłyszeć, że kocham Go tak, jak teraz umiem. To jest niepojęte. Nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Był jak ojciec i brat, i przyjaciel zarazem. Więc przeprosiłam Go w końcu i powiedziałam jako wytłumaczenie mojej nieumiejętności kochania:
– Mnie tak potrzeba dobroci...
Wiem, że poznam Jego dobroć.
To było w nocy, a dziś wieczorem znowu odczuwam nieufność...
15 XII 1968 r.
Poszłam dziś do spowiedzi („nazbierało się”). Czekałam długo, Msza św. wieczorna już się skończyła i straciłam nadzieję na przyjęcie Komunii, ale kapłan, który mnie spowiadał, rozdał jeszcze Komunię. Dlaczego Bóg jest dla mnie najlepszy wtedy, gdy mnie się to najmniej należy (a właściwie to nic się nie „należy”)?
Dziś pierwszy raz usłyszałam słowa Boga o Polsce:
– Ja wszystkich was kocham.
A później:
– Pamiętaj, córko, cokolwiek byś zrobiła, Ja cię kocham. Cokolwiek by się stało, polegaj na mojej miłości. Oprzyj się na niej. Na Mnie nie zawiedziesz się. Jestem twoim opiekunem, ojcem, bratem i przyjacielem. Ja się ciebie nie wstydzę – zapłaciłem za ciebie moim życiem. Oprzyj się na mojej miłości.
I później jeszcze:
– Kocham was, Polaków. Postawię was na świeczniku przed narodami, abyście świadczyli o Mnie. Świadczyliście o Mnie śmiercią, będziecie świadczyć życiem.
Kogo się kocha, temu się daje wielkie (i trudne) zadanie. Ale Ja wierzę wam. Będziecie świadczyli o Mnie przed światem.
3 VII 1977 r., niedziela, rekolekcje wspólnoty, góry
Podczas modlitwy za mnie o uzdrowienie duchowe przeszłości otrzymałam słowo Pana, przekazane przez prowadzącego grupę:
– Kocham cię miłością szczególną. Chcę przez ciebie prowadzić dzieło mojego pokoju, mojej miłości, mojej obecności na ziemi. Beze Mnie nie przeżyłabyś tego, co przeszłaś. Chroniłem cię wiele razy i ratowałem, a o wielu zagrożeniach nie wiesz. Wybrałem ciebie na moje narzędzie teraz i w przyszłości w tym, o czym wiesz (w łagrze w ZSRR w roku 1944 lub 1945 prosiłam Pana o możność służenia Polsce – kształtującej się wedle woli Bożej i służącej sobą Bogu).
5 VII 1977 r., wtorek, góry
W trakcie cichej modlitwy słyszę wyraźnie i zapisuję:
– Kocham cię, dziecko moje. Kocham cię tak bardzo, że nie mogłabyś znieść siły mojej miłości – teraz. Dlatego że cię kocham i chcę, żebyś była ze Mną, prowadzę cię, uczę i kieruję.
Taka, jaką jesteś, nie mogłabyś być ze Mną, dlatego przygotowuję cię i oczyszczam przez doświadczenia. Czynię to z największej ku tobie miłości. Uszanuj moją miłość i bądź Mi wdzięczna za wszystko, co ci daję. Wszystko, co cię spotyka, jest darem (mojej) miłości.
Przekaż to innym, bo miłość moja jest jednakowa dla was wszystkich, jest bezgraniczna, całkowicie was obejmująca i dąży tylko do waszego dobra – szczęścia w wiekuistym obcowaniu ze Mną we wspólnej miłości.
Jesteście moimi ukochanymi dziećmi, wykonawcami moich planów, przyjaciółmi, którzy – ufam – z całego serca chcą i będą pracować ze Mną, niosąc ludziom moją miłość i radość. To przekaż
Niniejszy tekst to fragment książki Anny Dąmbskiej pt. Boże wychowanie. Do współpracy w dziele zbawienia świata, wyd. Fronda
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.