"Interes Polski zginie w licytacji". Były premier ostrzega

Dodano:
Leszek Miller, były premier Źródło: PAP / Leszek Szymański
Trwa spór wokół spotkania szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza z prezydentem USA Donaldem Trumpem. "Potrzebujemy spójnego wyjaśnienia celu rozmowy" – ocenił były premier Leszek Miller.

Europoseł PiS Adam Bielan przyznał na początku października br. na antenie RMF FM, że był wśród osób, które organizowały marcowe spotkanie szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza z prezydentem USA Donaldem Trumpem. – Byłem wśród osób, które organizowały to spotkanie. To była rozmowa, która trwała kilkadziesiąt minut, więc nie było to przypadkowe, kilkuminutowe spotkanie – podkreślił w piątek Bielan.

Sytuację skomentował w poniedziałek na antenie TVN24 premier Donald Tusk. Jak podkreślił lider Koalicji Obywatelskiej, "to zbyt ciekawa rozmowa, żeby o niej publicznie mówić". – Bazy nie były tematem tamtej rozmowy. Kiedyś historia się dowie – zaznaczył. – Rozmowa miała dyskrecjonalny charakter i dlatego czuje się zobowiązany do dyskrecji. Dotyczyła raczej sytuacji wewnętrznej w Polsce, o tak bym powiedział najdelikatniej – mówił Donald Tusk.

Miller odpowiada Tuskowi: Obywatele mają prawo pytać

Sytuację skomentował w czwartek, za pośrednictwem mediów społecznościowych, były premier Leszek Miller.

"Władysław Kosiniak-Kamysz rozmawiał z Donaldem Trumpem w marcu. Polacy dowiedzieli się o tym dopiero jesienią. Przez ponad pół roku spotkanie pozostawało poza publiczną wiedzą, choć dotyczyło wicepremiera i prezydenta naszego najważniejszego sojusznika. Dyplomacja bez dyskrecji jest teatrem, ale dyskrecja powinna chronić interes państwa. Nie może być alibi dla polityków, którzy unikają odpowiedzi na trudne pytania" – napisał były szef rządu.

Miller postawił pytanie, dlaczego spotkanie ukrywano. "Publiczne wyjaśnienia nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Mogła przemawiać za tym ostrożność dyplomatyczna. Mogła też wygoda uczestników. To hipotezy, a obowiązkiem zainteresowanych jest zastąpić je wiarygodną informacją. Tymczasem premier zapowiada: 'Kiedyś historia się dowie'. Obywatele mają jednak prawo pytać jeszcze przed przyjściem historyków. Historia może poczekać. Obywatele nie muszą" – czytamy we wpisie na portalu X.

Były premier: Dopóki nie padnie wyjaśnienie, każdy będzie sprzedawał własną wersję

Były premier stwierdził, że "poważny problem stanowią sprzeczne relacje o treści rozmowy". "Bielan twierdzi, że pomogła odblokować negocjacje dotyczące amerykańskiej bazy. Rzecznik prezydenta także wskazuje na sprawę stałej obecności wojsk USA. Tusk mówi natomiast, że bazy nie były tematem, a rozmowa dotyczyła raczej sytuacji wewnętrznej w Polsce. To zasadnicza rozbieżność, której nie da się zamknąć słowem 'dyskrecja'" – zaznaczył Leszek Miller.

"Wniosek jest prosty. Potrzebujemy spójnego wyjaśnienia celu rozmowy, powodów jej poufności i sposobu poinformowania najważniejszych instytucji państwa. Dopóki nie padnie jedno wyjaśnienie — po co było spotkanie, dlaczego milczano i kogo w państwie wtajemniczono — każdy będzie sprzedawał własną wersję. A interes Polski zginie w licytacji, kto ma lepsze dojście do Gabinetu Owalnego" – podkreślił były szef rządu. "Do Białego Domu można wejść dzięki znajomościom. O tym, kto rządzi w Polsce, rozstrzyga się przy polskiej urnie" – dodał.

Źródło: X / RMF FM, TVN24, DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...