Nadmierne wydatki państwa drogą do katastrofy. "Nie przyjmują do wiadomości"
Jerzy Karwelis rozmawiał na kanale YouTube "Do Rzeczy" z ekonomistą Ireneuszem Jabłońskim o projekcie budżetu państwa polskiego na 2027 rok. Rząd zatwierdził projekt ustawy budżetowej i okołobudżetowej pod koniec września. Zgodnie z konstytucją rząd jest zobowiązany przyjąć ostateczny projekt budżetu i przesłać go do Sejmu przed końcem września. Teraz projekt jest na etapie prac w Sejmie. W ciągu czterech miesięcy od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy budżetowej musi ona zostać przedłożona prezydentowi do podpisu.
Projekt budżetu 2027. Astronomiczny deficyt ponad 280 miliardów złotych
Z projektu przyszłorocznego budżetu wynika, że wydatki państwa w 2027 r. wyniosą 977,6 mld zł, a dochody 695 mld zł. Według projektu ustawy deficyt nie może przekroczyć 282,6 mld zł, a więc 7,2 proc. PKB.
Najważniejsze źródło finansowania wydatków, czyli dochody podatkowe budżetu państwa, wyniesie w 2027 r. 622,4 mld zł. To kwota o ok. 58 mld zł wyższa od planu na 2026 r. W sumie wszystkie dochody państwa mają być wyższe o 68,4 mld zł.
Minister finansów Andrzej Domański potwierdził, że kontynuowane będą wszystkie finansowane przez podatników programy socjalne, jak 800 plus, aktywny rodzic, finansowanie in vitro, świadczenie wspierające.
Rekordowy deficyt, rekordowe odsetki za obsługę długu, rekordowy dług publiczny
Ekspert centrum im. Adama Smitha zwrócił uwagę, że przyjęty projekt zakłada rekordowy deficyt, rekordowe odsetki za obsługę długu, a w konsekwencji pod koniec roku zostanie pobity kolejny rekord długu publicznego.
– Jest to kontynuacja niedobrej praktyki, którą zapoczątkował jeszcze rząd Mateusza Morawieckiego. Mianowicie po pierwsze generowania tak dużych deficytów, a po roku 2019, ostatnim dobrym roku, dobrej koniunktury, wszystkie kolejne są złe, bardzo złe – powiedział Ireneusz Jabłoński.
– Druga niedobra praktyka, którą wtedy zapoczątkowano, a dzisiaj ona jest kontynuowana, to jest rozpraszanie części wydatków po tak zwanych funduszach celowych i ukrywanie ich w Banku Gospodarstwa Krajowego po to, żeby zmniejszyć tę oficjalną wartość deficytu i tym samym zmniejszyć optykę katastrofy, która nas czeka – zwrócił uwagę ekonomista.
Ukrywanie długu w funduszach celowych
Analityk przypomniał w tym kontekście, że metodologia liczenia długu, którą posługuje się państwo polskie nie jest prawidłowa, ponieważ nie wlicza wydatków ukrytych w funduszach celowych, podczas gdy metodologia Unii Europejskiej je uwzględnia, co pozwala pokazać realne zadłużenie państwa. – Tego się nie da zakłamać. Długu nie mierzy się wskaźnikami tylko realnymi pieniędzmi wydanymi bez pokrycia w gospodarce, a więc generującymi kolejne zadłużenie – przypomniał.
– Efektem takiej polityki jest to, że rekordowy koszt obsługi długu, tego, który dzisiaj zadeklarowano – a jest prawie pewne, że będzie wyższy, tak jak był w ciągu ostatnich kilku lat, rok po roku – będzie wynosił 107 miliardów złotych, czyli więcej niż skumulowane wydatki na cały socjal wprowadzone nam przez poprzedni rząd w celu przekupienia wyborców – kontynuował.
Jabłoński dodał, że zarówno część polityków, jak i wyborców nie przyjmuje do wiadomości, że Polska jest o krok od katastrofy ekonomicznej finansów państwa i nie przyjmuje do wiadomości, że wynika ona z nadmiernych wydatków państwa.