"Niespotykana przemoc". Macron zabrał głos ws. zamieszek
Prezydent Francji odniósł się do zamieszek, jakie od kilkudziesięciu dni mają miejsce w kraju. Według ostatnich danych z policji, zatrzymanych zostało 1800 osób, a w manifestacjach wzięło udział nawet 800 tys. osób.
Macron zapowiada ukaranie winnych
Emmanuel Macron podkreślił, że "ci, którzy splądrowali, będą musieli zapłacić za szkody, a ci, którzy próbowali obalić Republikę, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności". Jednocześnie dodał, że należy "usłyszeć gniew" protestujących. Prezydent zwrócił też uwagę na "niepohamowaną przemoc" ze strony "elementów powstańczych z radykalnych grup lewicowych, do których dołączyło wielu przestępców".
– Będziemy bezkompromisowi wobec wandali i tych, którzy uciekają się do przemocy – powiedział.
Macron wskazał, że rozumie frustrację obywateli, którzy muszą mierzyć się z wysokimi kosztami życia, w szczególności cen paliw, które wyraźnie wzrosły z powodu konfliktu na Bliskim Wschodzie.
– Nasza młodzież odczuwa głęboki niepokój o swoją przyszłość, o to, czy znajdzie swoje miejsce w społeczeństwie. Rozumiem licealistów i studentów, którzy są w centrum mojego publicznego zaangażowania. Ich głos musi zostać usłyszany – powiedział.
Francuski przywódca zapowiedział, że zostaną przyjęte zmiany w prawie, które dadzą władzom możliwość zakazania organizowania niektórych zgromadzeń. Zaapelował również do polityków innych partii, aby potępili przemoc na ulicach francuskich miast.
Zamieszki na ulicach
Obecna fala protestów rozpoczęła się we wrześniu w szkołach średnich na ubogich przedmieściach północnego Paryża. Początkowo uczniowie i ich rodziny protestowali przeciwko brakom kadrowym w szkołach, nieobecnościom nauczycieli oraz złym warunkom nauki. Z czasem postulaty rozszerzyły się na kwestie nierówności społecznych, ograniczonych wydatków publicznych i pogarszającego się poziomu życia.
Według Reutersa sobotnie demonstracje przyciągnęły więcej uczestników niż protesty tego ruchu w szczytowym okresie jego działalności, choć frekwencja była niższa niż podczas wielkiej manifestacji z 2023 r. przeciwko reformie emerytalnej.