Pełczyńska-Nałęcz wciąż czeka na dymisję. "Od dwóch tygodni"
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ogłosiła 22 października odejście z rządu Donalda Tuska. Miało to miejsce po sejmowym głosowaniu nad projektem PSL, zakładającym zniesienie dwukadencyjności w samorządach. Była już minister zarzuciła koalicji rządzącej, w tym części Polski 2050, że stanęła "przeciw ludziom, a za politykierskimi układami". "Odchodzę z rządu Donalda Tuska, bo wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki" – oświadczyła.
– Od dwóch tygodni czekam, żeby mnie skutecznie odwołano. Dymisję musi wręczyć prezydent. A jak pewnie wiecie, panowie premier i prezydent niespecjalnie się ze sobą dogadują. Teraz w Ministerstwie Funduszy pracuje jeden członek kierownictwa. W efekcie mamy paraliż prac i niewydolność całego urzędu – stwierdziła Pełczyńska-Nałęcz na nowym nagraniu, opublikowanym w piątek 6 listopada na Facebooku.
– Prezydent z premierem tańczą polaryzacyjne tango, zamiast usiąść do stołu i się porozumieć. I po co w ogóle o tym mówię? Bo tu nie chodzi zupełnie o mnie. Chodzi o to, jak politykierska kłótnia dwóch obozów rozwala nam państwo – powiedziała.
– W najbliższych dniach mam od dawna zaplanowany wyjazd prywatny i mam nadzieję, że wrócę z niego jako ex ministra. A co kiedy wrócę? Obserwujcie, bo będzie się działo – skwitowała.
Pełczyńska-Nałęcz pokazała pismo z CBA
W czwartek Pełczyńska-Nałęcz pokazała pismo Centralnego Biura Antykorupcyjnego dotyczące jej byłego resortu. Wynika z niego, że CBA żąda dokumentów związanych z pracami nad ustawą o spółdzielniach mieszkaniowych. Była minister sugeruje, że działania służb mogą mieć podłoże polityczne. "Szybko poszło. Nie minęły dwa tygodnie od mojego odejścia z rządu i już całkowicie apolityczne CBA doszukuje się nielegalnego lobbingu w moim ministerstwie" – napisała była przewodnicząca Polski 2050.
"To oczywiście całkowicie niemożliwe, żeby ktoś chciał znaleźć na mnie haki. A tak serio: i śmieszno, i straszno" – dodała.