Wójcik o "wyborach kopertowych": Premier miał obowiązek chronić ludzi i dbać o ciągłość władzy
– Nie mam żadnej wątpliwości, że premier miał prawo to zrobić, miał podstawę prawną, to był art. 11 i powiem więcej. Gdyby nie zrobił tego, to dzisiaj można byłoby stawiać zarzuty, że złamał konstytucję, bo miał obowiązek chronić ludzi i dbać o ciągłość władzy – mówił Michał Wójcik na antenie TVN24.
– To jest sytuacja, która trochę przypomina czas wojny. Pandemia. Bardzo trudny czas dla nas wszystkich, który przechodziliśmy. W 1939 roku o co zadbano? O ciągłość państwa. Dlatego był prezydent na uchodźstwie – wskazał minister.
Polityk mówił też o wnioskach NIK do prokuratury: – Ufam, że będzie odmowa wszczęcia postępowania w takiej sytuacji. To jest oczywista sytuacja dotycząca tego, co miało wówczas miejsce. Może być postanowienie o odmowie wszczęcia, może być postanowienie o umorzeniu. Różne są sytuacje możliwe. Wiem jedno. Same zawiadomienia NIK są pozbawione logiki. Z jednej strony premierowi Morawieckiemu stawia się zarzut, NIK stawia, że bez podstawy prawnej podjął decyzję. A kolejnym trzem ministrom, że nie wykonali tej bezprawnej decyzji.
"Sytuacja ekstraordynaryjna"
Podczas konferencji prasowej w Wałbrzychu szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zapytany został o stanowisko NIK ws. wyborów korespondencyjnych, które rządzący chcieli zorganizować w ubiegłym roku, a które ostatecznie nie doszły do skutku.
Michał Dworczyk poinformował, że sprawa ta była wyjaśniona w dyskusji z NIK. – Wyjaśnialiśmy rownież publicznie – dodał. – Nie było żadnych formalnych ekspertyz. Były rzeczywiście wątpliwości podnoszone przez pracowników kancelarii czy innych urzędników. Dlatego zamówiliśmy również ekspertyzy zewnętrzne – wyjaśnił.
Minister ocenił, że rządzący mieli wówczas do czynienia z sytuacją "ekstraordynaryjną". – Nie życzę nikomu w przyszłości też, żeby w podobnych sytuacjach znajdował się i podejmował decyzje, bo to są zawsze bardzo trudne wybory – przyznał i podkreślił, że dla rządu sprawa była jednak "dosyć oczywista".