Senator PiS ujawnia "brutalną prawdę" na temat Mejzy

Dodano:
Łukasz Mejza (PiS) Źródło: PAP / Tomasz Gzell
Brutalną prawdą jest to, że aby zrozumieć sytuację z wiceministrem Mejzą, trzeba odnieść się do arytmetyki sejmowej, czyli liczby posłów, którzy popierają obóz rządzący – powiedział senator PiS Jan Maria Jackowski.

Wirtualna Polska ustaliła, że założona przez wiceministra sportu Łukasza Mejzę firma Vinci NeoClinic obiecywała leczyć osoby zmagające się z nieuleczalnymi chorobami. Metoda, którą zachwalał Mejza, nie ma medycznego potwierdzenia. Kwoty za leczenie zaczynały się od 80 tys. dolarów.

Większość w Sejmie zagrożona?

Przez ostatnie dni mamy do czynienia z największym atakiem politycznym po 89. roku, atakiem na Zjednoczoną Prawicę i atakiem na większość rządową. Atakiem bezpardonowym i bez precedensu, w którym przekroczono właściwie wszystkie możliwe granice, aby obalić rząd – przekonywał Mejza na konferencji prasowej.

– Atak ten jest wymierzony we mnie, ale jego celem jest obalenie większości rządowej – mówił wiceminister. Tłumaczył, że jeśli odda mandat poselski, to na jego miejsce w parlamencie wejdzie polityk opozycji.

10 grudnia Mejza zawiesił swój udział w pracach ministerstwa i wystąpił do marszałek Sejmu o urlop poselski. Mimo to 17 grudnia brał udział w posiedzeniu i głosował m.in. za ustawą "lex TVN".

Jackowski: Trochę to śmieszne

– Zmieniła się perspektywa polityczna kierownictwa, które nie ma zapasu głosów. I tak naprawdę brutalną prawdą jest to, że aby zrozumieć sytuację z panem ministrem Mejzą, trzeba odnieść się do arytmetyki sejmowej, czyli do liczby posłów, którzy popierają obóz rządzący – powiedział w RMF FM senator PiS Jan Maria Jackowski.

Zwrócił uwagę, że głosowanie w sprawie "lex TVN" zostało przeprowadzone, kiedy Mejza był obecny w Sejmie, a urlop dostał od dzisiaj. – Notabene trochę to śmieszne, cztery dni do Wigilii – dodał.

Według Jackowskiego "wszystko wskazuje na to", że sprawa Mejzy jest "podporządkowana utrzymaniu większości".

Źródło: RMF FM / DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...