• Autor:Grzegorz Grzymowicz

Ostatnia prosta do Orwella. Zatrzymać totalniaków

Dodano:
Protest przeciwko segregacji sanitarnej i rządowym restrykcjom. Berlin 25.04.2020 Źródło: PAP/EPA / OMER MESSINGER
W straszeniu Covidem media stosują mechanizmy rodem z Orwella. Widząc jednak, że nie da się robić z ludzi wariatów w nieskończoność, pandemiczna awangarda wprost zażądała reedukacji poprzez segregację. Pal licho, gdyby ochotnicy na niewolników chcieli zrezygnować tylko z własnych wolności i praw obywatelskich. Ale oni chcą rozciągnąć wszechwładzę Wielkich farmaceutycznych i cyfrowych Braci na wszystkich.

W rzeczywistość orwellowską wchodzimy płynnie od dłuższego czasu, ale teraz to już chyba ostatnia prosta.

Make Orwell fiction again

"»Zaświadczenie jest?« Pierwszy raz ktoś spytał mnie o paszport covidowy w kinie. Wow". "Nie wiedziałam, że to pytanie sprawi mi tyle radości". W ten sposób kilka dni temu jedna z dziennikarek wyraziła na Twitterze swoją fascynację wobec "przepustki" do "normalności". Czy można sobie wyobrazić coś cudowniejszego niż – jak to celnie określił Sławomir Mentzen – subskrypcja na prawa obywatelskie u Pfizera?

Nie jest to przypadek odosobniony, raczej typowy na medialnym odcinku covidowej kampanii. Wezwania do wykluczenia ze społeczeństwa rodaków niepodzielających narzuconej przez polityków i koncerny narracji, stawiane są coraz bardziej otwarcie. Często przez dyżurnych demokratów, pasjonatów wolności słowa, co to praworządność umiłowali nie mniej niż swoje koszulki i majtki z "KON-STY-TU-CJĄ". Samo zwracanie uwagi na to, że z góry przedłożone do wierzenia tezy i opinie zadekretowanych ekspertów nie do końca się potwierdzają, wywołuje furię covidowego kolektywu.

"Nie będą zarażali, bo nie będą zakażeni"

Fakty dotyczące zakażeń, zgonów czy transmisji wirusa zostały ustalone i absolutnie nikomu nie wolno ich kwestionować. Bez względu np. na to, że najwyższe poziomy zakażeń notują obecnie państwa najbardziej zaszczepione, a średni wiek osób zmarłych to 75 lat. W większości na choroby współistniejące. Winni i tak są niezaszczepieni. Wmawiano ludziom, że tylko 1 proc. zgonów stanowią zaszczepieni. Wystarczy przyjrzeć się oficjalnym danym MZ, żeby zobaczyć, jak daleko idąca jest to manipulacja. Mówiono też, że zaszczepieni będą chronieni w 100 proc. przed ciężkim przebiegiem, a nawet, że szczepionka przerwie transmisję wirusa. "Nie będą zarażali, bo nie będą zakażeni" – zapewniał w grudniu 2020 roku prof. Horban. To i podobne twierdzenia powtarzano dziesiątki razy każdego dnia, by zakorzeniło się w zbiorowej świadomości, a kiedy okazało się, że zaszczepieni chorują i umierają, to po raz kolejny zmieniono narrację i zaczęto wypierać się poprzedniej. Zupełnie jak "uaktualnianie przeszłości" w orwellowskim Ministerstwie Prawdy.

Nie wolno pytać, dlaczego Komisja Europejska zakupiła kilkakrotnie więcej dawek preparatów, niż jest Europejczyków, mówiąc jednocześnie, że epidemię zakończy dwukrotne szczepienie części dorosłej populacji. Albo, dlaczego koncerny nie odpowiadają prawnie za ewentualne negatywne skutki swoich produktów, a zgłaszanie NOP-ów jest praktycznie niemożliwe. Im więcej narasta pytań, tym mocniej odcina ich autorom dostęp do środków przekazu. A nie podważają oni przecież niebezpieczeństw, jakie niesie choroba, ani nie negują stosowania szczepionek.

Kult wirusa i cenzura

Mówią o nieustannie zmieniającej się narracji. Gdy praktykujący lekarze, badacze, czy ktokolwiek wykazuje, że coś się nie zgadza, dosłownie jak w powieści Orwella uruchamia się "Nienawiść". Walec "antyszczepionkizmu", "foliarstwa", "oszołomstwa" rusza z automatu. W większości mainstreamu nie ma mowy o żadnej debacie, nie wspominając o zajmujących się wyłącznie propagandą "serwisach informacyjnych", gdzie obowiązuje kult koronawirusa i nie ma już kompletnie żadnych hamulców w straszeniu ludzi. Medialny mainstream zamienił się covidowy agitprop, którego zadaniem jest utrzymywanie paniki. Prymitywną do granic obrzydzenia propagandą stara się oswajać ludzi z zaostrzeniem covidowych rytuałów: masek, kwarantann, lockdownów, karania i segregacji, a potem oburza się, bo ludzie widzą i czują, że te niemedyczne środki jedynie pogarszają stan zdrowia fizycznego i psychicznego.

Dziennikarzom głównych mediów nie wolno nie cenzurować. Przekonali się m.in. "siewcy głupoty" Jan Pospieszalski, czy Bogdan Rymanowski, którzy wyłamali się, zapraszając do studia niewłaściwych lekarzy. Bo przecież to nie odbiorca mediów ma ocenić, który z ekspertów bardziej go przekonał. Marksistowskim zwyczajem z góry ustalono, że każdorazowo to pogląd specjalisty wzywającego do restrykcji i segregacji jest słuszny, a opinia przeciwna, choćby wygłosił ją profesor medycyny, jest "antynaukowa". Nie ma zatem potrzeby prezentowania jej odbiorcom. Poza tym wczoraj kolejny celebryta mówił w telewizorze, że tylko i wyłącznie następna dawka "zatrzyma kolejną falę". To również od kolejnego zastrzyku, a nie od decyzji rządu, ma zależeć, czy zostanie wprowadzony lockdown, czy nie. Pandemia zrobiła to, pandemia zrobiła tamto – krzyczą do nas każdego dnia paski i nagłówki "informacyjne".

Kod QR na prawa obywatelskie

Oczywiście straszenie nie jest celem samym w sobie. Na obecnym etapie politycy i media usiłują nas przekonać, że z powodu jednej z chorób powinniśmy zrezygnować z wolności i niezbywalnych w istocie praw człowieka. Twierdzą, że nasze uczestnictwo w najzwyklejszych codziennych czynnościach musi zostać uzależnione od tego, czy przedłużono nam kod QR w smartfonie. Czyli w istocie od tego, czy dostaliśmy wyraźne pozwolenie od władzy. Chcą, żeby z dnia na dzień potwierdzone konstytucją prawa, stały się jedynie tymczasowo przyznawanymi przywilejami, które wygasną, jeśli nie zrobimy sobie zastrzyku na któryś z kolejnych wariantów kultywowanego przez nich wirusa.

To wolności i prawa, które nie oni nam przyznali, i jeśli się na to nie zgodzimy, to w sposób legalny nie mogą ich odebrać. Niestety – tego nie przewidział nawet Orwell, bliżej był Huxley – część ludzi dokładnie tego oczekuje. Big Tech, Big Pharma w egzotycznej koalicji z rządami wykreowały bowiem nowy globalny podział. Nie na "proszczepionkowców" i "antyszczepionkowców" – jak pogardliwie nazywani są w kampanii propagandowej ludzie, którzy są za szczepieniami, ale przeciwko przymusowi szczepień na COVID-19. Byłoby to zbyt daleko idące uproszczenie. Oczywiście ci drudzy sprowadzani są do kategorii podludzi, ale zaszczepieni, którzy nie aprobują dalszego trwania w covidowym reżimie, czyli pewnie większość, muszą podlegać nieustannej reedukacji ze strony medialno-politycznego aparatu tresury. Australijski totalitarysta minister Michael Gunner oznajmił wprost, że zaszczepieni, którzy uważają przymus szczepień na COVID za zły, są "antyszczepionkowcami".

Za dobrych, wartościowych, właściwych, zarządcy "nowej normalności" uznają dopiero tych uległych, którzy poddadzą się nawet najbardziej nonsensownym i bezprawnym nakazom. Przyzwyczają się do funkcjonowania w obecności nieustannej histerii i dobrowolnie ograniczą swoją prywatność. Zaakceptują podporządkowanie całości życia tej, czy następnej chorobie, którą wskażą ściśle wyselekcjonowani eksperci. Lekarzy niezatwierdzonych pokornie odrzucą jako "oszołomów". Zgodzą się "doszczepiać" w nieskończoność, mimo że dwie dawki miały "zakończyć epidemię". Nie zachwieje się ich wiara w to, że ktoś zaszczepiony zachorował, bo ktoś inny nie zaszczepił się na Covid. I nie byłoby kłopotu, gdyby nie wymagano przymusowego uczestnictwa w tej paranoi od wszystkich ludzi. Komuś jednak bardzo zależy na tym, żeby lud myślał w kategoriach "moja szczepionka nie ochroni mnie, dopóki Ty nie przyjmiesz swojej".

"Pandemia realizuje cele, które bez niej nie mogą zostać zrealizowane"

Jeszcze zanim na dobre rozkręcono kampanię straszenia, słusznie zauważył Stanisław Michalkiewicz, że ludzkość poradzi sobie z koronawirusem, ale z interesami, które za nim stoją, już niekoniecznie. Niedługo później dodał, że "pandemia zakończy się wtedy, kiedy będzie potrzeba. Bo pandemia realizuje cele, które bez niej nie mogą zostać zrealizowane. Więc będzie trwała aż zostaną zrealizowane". Niestety wszystko się potwierdziło. "Kto to zrobił, raczej już wiemy. Zrobił ten, kto zyskał. To stara zasada, której nikt jeszcze nie podważył. Najwięcej zyskały Gig Pharma i Big Tech. Oni wspólnie kreują tę rzeczywistość" – powiedział Witold Gadowski. Rafał Ziemkiewicz zwrócił z kolei uwagę w "Strollowanej rewolucji", że "rządy są idealnym partnerem do interesów – nie trzeba się troszczyć o reklamę, walczyć o rynek… Zwłaszcza że tworzą te rządy politycy sponsorowani przez tych, którzy z nimi interesy robią".

Obok zysków dla Big Pharmy i Big Tech, kluczem są tu tzw. paszporty covidowe (na Litwie nazwane przez władzę "paszportami możliwości"). Jeśli ludzie, którzy nadali te nazwy, czytali "Rok 1984", to z pewnością uważnie przestudiowali zasady nowomowy angsocu. Mimo że nie mają one absolutnie nic wspólnego ze zwalczaniem epidemii, to mamy je przyjąć jako konieczność, od której zależy nasze zdrowie. Proszę zwrócić przy tym uwagę, jak bardzo media unikają stawiania pytań o to, czy "przepustki" zostaną w ogóle wycofane. Natomiast coraz bardziej nachalnie domagają się od rządzących rozszerzenia zakresu ich stosowania.

Jeszcze jedna dawka albo segregacja

Trzeba doprawdy olbrzymiego samozaparcia, żeby nadal wierzyć, że "przepustki" te wprowadzono jedynie na czas epidemii i nie będą one wykorzystywane przy następnych kampaniach, jakie zorganizują zlęknionym, upodlonym tłumom Wielcy Bracia. Jeśli komuś się wydaje, że dwie, trzy dawki uchronią go przed segregacją sanitarną, to będzie mu się tak wydawało do czasu organizacji następnej akcji "dobrowolnego" "wyszczepiania". "Rzadko kiedy całą wolność traci się od razu" – pisał David Hume. Tyle razy historia udowodniła, że zło prawie zawsze przychodzi pod postacią dobra. Złem są oczywiście "paszporty", nie możliwość aplikacji szczepionki przeciwko Covid.

Poprzedni totalniacy też przekonywali, że "żeby było lepiej, najpierw musi być gorzej". Jesteśmy w momencie, w którym zamiary organizatorów i promotorów pandemii, przy wykorzystaniu jednej z chorób, są już okazywane na tyle jawnie, że musiało to wywołać bunt społeczny. Zastosowanie przez rządy kompletnie nieadekwatnych do zagrożenia środków pozamedycznych musiało w końcu wywołać reakcję w postaci buntu. Tylko gigantyczne zaangażowanie mediów w prowadzoną metodami orwellowskimi cenzurę powoduje, że i tak olbrzymie, regularne protesty na zachodzie Europy nie są wielokrotnie większe.

Ani wolności, ani bezpieczeństwa

Jeszcze do niedawna wydawało się, że w XXI wieku człowiekowi zachodniej cywilizacji nie przyszłoby do głowy, żeby wymagać od kogokolwiek przyjmowania bądź nieprzyjmowania jakichkolwiek medykamentów. Obawy każdego z nas o zdrowie swoje i bliskich przy rozmaitych okazjach są oczywiście całkowicie zrozumiałe. Po raz pierwszy jednak zmusza się cały świat, by potraktował jedną z chorób w sposób absolutnie wyjątkowy, bezprecedensowy.

Nie było ułamka histerii, jaką rozkręcono obecnie przy nieporównywalnie bardziej śmiercionośnych epidemiach. Nie było przy poprzednich koronawirusach ani nie ma przy nieporównywalnie groźniejszych chorobach. Media nie bombardują codziennie statystykami, ile osób zachorowało i zmarło np. na nowotwory. Nie domagają się wycofania z obrotu będącej ich przyczyną trującej żywności, która zajmuje ¾ sklepowych półek. Oczywiście, niezdrowym jedzeniem nikogo nie zarazimy, ale niech będzie nam przynajmniej wolno zapytać, czy władze i media na pewno tak bardzo troszczą się o ochronę zdrowia "publicznego"?

Odeszła w niepamięć przestroga Benjamina Franklina, że "jeżeli dla tymczasowego bezpieczeństwa zrezygnujemy z podstawowych wolności, nie będziemy mieli ani jednego, ani drugiego".

Tego "Rok 1984" nie przewidział

To, na czym się koncentrujemy, rośnie. Strach jako wrodzony, w naturalny sposób determinuje wiele naszych zachowań. Najlepiej radzimy sobie z nim, stawiając mu czoła. Koncentrując się na tym, co mamy zrobić, a nie na przeżywaniu strachu. Jeśli jest on od dwóch lat w sposób zorganizowany wykorzystywany jako narzędzie aparatu państwowo-medialnego, do podtrzymania ciągłego stanu zagrożenia, do napuszczenia na siebie ludzi, to można co najmniej wątpić, że intencje tego aparatu są czyste.

I w praktyce wytworzono skrajnie niebezpieczne zjawisko, o którym wspomnieliśmy, polegające na tym, że część społeczeństwa domaga się od władzy, by wymusiła na całości społeczeństwa zrzeczenie się podstawowych praw i wolności. To pierwsza taka sytuacja w dziejach, przynajmniej na masową skalę. Do tej pory prawa i wolności odbierano wbrew woli ludzi. Takiego zbiorowego obłędu nie przewidywał nawet Orwell, a Huxley pisało biologicznym warunkowaniu i zastosowaniu środków farmakologicznych do tego, by społeczeństwo zaakceptowało i polubiło totalitaryzm.

Oswajanie niewolników

Żyjemy w najlepszych czasach ludzkości. Nie jest jednak tajemnicą, że degradowana rewolucją, ale wciąż jeszcze cywilizowana, rozwinięta dzięki ciężkiej wielopokoleniowej pracy Europa, powoli zaczyna wdrażać elementy chińskiego modelu nadzoru i kontroli społecznej. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że tzw. paszporty covidowe stanowić mają narzędzie, które będzie sukcesywnie rozszerzane. Posłuży do spacyfikowania wszystkich, którzy nie godzą się na transformację z normalności do "nowej normalności". Trwa proces przyzwyczajania nowoczesnych niewolników do całkowitego posłuszeństwa i uległości wobec władzy, a pandemia to jeden z kluczowych elementów złamania oporu na obecnym etapie.

Obserwując, jak z wartą lepszej sprawy gorliwością pracownicy medialnego mainstreamu domagają się od rządzących wydzielenia z ponad tysiącletniego narodu polskiego kategorii podludzi, warto pamiętać, że gdzieś na końcu tego szaleństwa, o ile zdołamy powrót do względnej normalności wywalczyć, chodzi o to, żeby móc spojrzeć ze spokojem w lustro. Spojrzeć ludziom w oczy.

Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...