Kowalski: Nie będę kłamał, czy milczał, jak chce tego TVN, Onet i "Gazeta Wyborcza"

Dodano:
Janusz Kowalski Źródło: PAP / Wojciech Olkuśnik
To Tusk był adwokatem sojuszu niemiecko-rosyjskiego w latach 2014-2019, gdy pełnił rolę szefa Rady Europejskiej – mówi poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

DoRzeczy.pl: Został pan w niedzielę wyproszony z audycji „7. Dzień Tygodnia” na antenie Radia Zet przez prowadzącego Andrzeja Stankiewicza. Dodatkowo, na profilu audycji w mediach społecznościowych opublikowano pana notatki. Jak pan to skomentuje?

Janusz Kowalski: Sytuacja w Radiu Zet komentuje się sama. Zostały złamane wszystkie możliwe standardy prowadzenia rozmowy z zaproszonym gościem. Jeżeli rozmowa ma polegać na tym, że gościa się cenzuruje, a jeśli mówi prawdę, to wyrzuca się go ze studia, to nie mamy do czynienia z rozmową.

Jak dokładnie sytuacja wyglądała z pana perspektywy?

Rozpocząłem swoją wypowiedź od oceny sytuacji w Ukrainie. Stwierdziłem, że nie byłoby wojny, gdyby Europa posłuchała słów śp. Lecha Kaczyńskiego, a Niemcy i Francja nie blokowały inicjatyw, o które walczył prezydent, czyli akcesji Ukrainy do NATO. Przypomniałem, że to wicepremier Jarosław Kaczyński miał rację przygotowując Polskę na trudny czas, poprzez ustawę o obronie Ojczyzny. Po tych słowach – gdzie podkreślam, że nie było jednego słowa o Donaldzie Tusku – zaatakował mnie Paweł Kowal z Koalicji Obywatelskiej. A dokładnie nawet nie mnie, tylko zaatakował w brutalny sposób śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wicepremiera Kaczyńskiego. Nie było w tym ataku merytoryki. To, co zobaczyli widzowie, to była moja odpowiedź na atak. Odpowiedź merytoryczna, za którą zostałem wyrzucony ze studia.

Dlaczego?

Ponieważ opinia publiczna w Niemczech zadaje jasne pytanie: kto odpowiedzialny jest za to, że Putin tak bardzo się umocnił? Kto pozwolił mu zarabiać miliardy? Proszę spojrzeć, że nikt w Niemczech nie prosi o pomoc Angeli Merkel, choć to ona przez lata utrzymywała kontakty z Putinem. Dlaczego nie prosi? Ponieważ w Niemczech jest przekonanie, że era Angeli Merkel się skończyła, a to właśnie ona ponosi współodpowiedzialność za to, że miliardy euro płyną do dzisiaj do Putina. Z Merkel nikt nie chce rozmawiać i ona sama siedzi cicho. W Polsce jest zupełnie odwrotnie.

To znaczy?

"Gazeta Wyborcza", "Newsweek", TVN, chcą wygumkować współodpowiedzialność Donalda Tuska za lata 2007-14, gdy jako premier wspierał Putina, odwrócił się całkowicie od Ukrainy, zdekonstruował całkowicie politykę wschodnią prowadzoną przez Lecha Kaczyńskiego. A to wszystko w ramach wielkiego resetu z Rosją. To za jego czasów umorzono miliard złotych Gazpromowi. To Tusk dał zielone światło, żeby pozbawić Polskę miliardowych dochodów za przesył gazu do UE. Przez takie działania Putin miał i ma pieniądze na to, żeby budować armię. Absolutnie czymś oczywistym i etycznym jest budowanie wspólnoty walczącej o prawdę.

Nie można zamydlać obywatelom oczu, nie można zapomnieć, że ludzie, którzy dziś pokazują swoją pro-ukraińskość, przez lata wspierali Putina. To jest cynizm i hipokryzja. I gdy dziś wiedzę, jak Polacy ruszyli z pomocą, przekazują pieniądze, własne mieszkania, domy, busy do transportu, to politycy Platformy Obywatelskiej podpinają się pod tę pomoc, a pamiętać trzeba, kto umożliwił Putinowi zarabianie miliardów złotych. W mojej ocenie trwa operacja wybielania Donalda Tuska.

W jakim celu?

Żeby nie musiał ponosić politycznej odpowiedzialności za swoje działania. To jest niegodziwe. To Tusk był adwokatem sojuszu niemiecko-rosyjskiego w latach 2014-2019, gdy pełnił rolę szefa Rady Europejskiej, wybrany z poparciem Angeli Merkel.

Zostały w mediach społecznościowych upublicznione Pana notatki. Jak pan to odbiera?

Każdy sobie wyrobił zdanie na ten temat. Pokazywanie notatek, portfela, czy grzebanie w marynarce nie przystoi nikomu. Prawda jest również taka, że moje notatki zawierają niewygodną prawdę i argumenty z czasów pro-putinowskiego rządu Donalda Tuska. To są fakty, które dziś mainstream chce zakrzyczeć. Dziś próba wybielania Tuska jest skandaliczna. To on blokował budowę Baltic Pipe, niszczył politykę wschodnią, robił sobie zdjęcia z Putinem, nazywał go swoim przyjacielem. Pamiętamy, jak rosyjska prasa określiła Tuska „naszym człowiekiem w Warszawie”. Kiedy wówczas był pytany o to przez media, odparł, że "mogę odpowiedzieć o Putinie nasz człowiek w Moskwie". Ja swojego zdanie w tej sprawie nie zmienię. Nie będę kłamał, czy milczał, jak chce tego TVN, Onet czy "Gazeta Wyborcza". Od 2006 roku walczę przeciwko reżimowi Putina. Gdzie wówczas były te media? Teraz chcą nas pouczać i atakować?

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...