"Człowiek-bizon" nie lubi już Trumpa. Zaskakująca wolta
Do ataku na Kapitol doszło 6 stycznia 2021 roku w Waszyngtonie. Wówczas tysiące zwolenników ustępującego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa w proteście przeciwko wynikom wyborów prezydenckich z listopada 2020 roku, które Donald Trump wielokrotnie wcześniej podważał, wtargnęło do Kapitolu Stanów Zjednoczonych, gdy obie izby Kongresu prowadziły obrady mające potwierdzić zwycięstwo Joe Bidena w wyborach z listopada 2020 roku.
Po dostaniu się do budynku uczestnicy szturmu dopuszczali się licznych aktów wandalizmu i rabunku, zanim po kilku godzinach zostali usunięci przez siły policyjne. Z powodu ataku konieczne było przerwanie obrad izb Kongresu i ewakuacja kongresmenów. W wyniku wydarzeń na Kapitolu śmierć poniosło 5 osób, a 138 osób zostało rannych.
Kim jest "Człowiek bizon"?
Jacob Angeli-Chansley, który sam przedstawia się jako Jake Angeli, znalazł się na wielu zdjęciach dokumentujących wydarzenia z 6 stycznia 2021 roku. Angeli był jednym z uczestników szturmu na Kapitol, a uwagę zwracał jego ubiór. Mężczyzna miał na głowie futrzaną czapę z bawolimi rogami, a w ręku trzymał włócznię owiniętą amerykańską flagę. Jego twarz była pomalowana na niebiesko-biało-czerwone barwy. Mimo zimy, Angeli był bez koszulki, a na torsie widać było wielkie tatuaże. Mężczyzna wznosił przez megafon hasła wymierzone w Joe Bidena.
Uczestnik puczu został skazany na 41 miesięcy więzienia, a prokuratorzy określili go mianem "publicznej twarzy zamieszek w Kapitolu". Angeli ostatecznie odsiedział 27 miesięcy, ponieważ został zwolniony za dobre sprawowanie w 2023 r. Donald Trump po ponownym objęciu stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych w 2025 r. ułaskawił mężczyznę, tak jak uczynił to w przypadku innych uczestników wydarzeń z 6 stycznia 2021 roku.
"Człowiek-bizon", po wyjściu na wolność, zaczął monetyzować swoją popularność. Wypuścił linię ubrań i gadżetów, na których widniał jego wizerunek lub podobizna Donalda Trumpa.
Bohater szturmu na Kapitol przeciw Trumpowi
Okazuje się jednak, że Jake Angeli nie sympatyzuje już z prezydentem Stanów Zjednoczonych. W rozmowie z dziennikiem "The Times" mężczyzna przyznał, ze odwrócił się od Donalda Trumpa, a w listopadzie wystartuje w wyborach na gubernatora Arizony, czyli swojego rodzinnego stanu. Angeli chce starać się o funkcję jako kandydat niezależny. – Jestem jedną z niewielu osób, które zdają się mieć zdrowy rozsądek i rozumieć, co tak naprawdę dzieje się na świecie. Moim zdaniem jest zajęcie się tymi problemami – zapewniał.
Pod adresem administracji amerykańskiego prezydenta padły ostre słowa. Angeli nazwał gabinet Trumpa "skorumpowaną katastrofą", nawiązując do relacji łączących Stany Zjednoczone i Izrael, a także do postępowania ws. akt Jeffreya Epsteina.
– Administracja Trumpa po prostu kłamie, bracie, bo oni stawiają Izrael na pierwszym miejscu (...). Nie mamy własnego rządu – stwierdził aktywista.
Jake Angeli skomentował też zatrzymanie prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro przez siły amerykańskie. Według "Człowieka-bizona" doszło do "wykorzystania amerykańskiej armii w celu dokonania zbrojnego rabunku narodu".