U kanclerza w głowie
Mówił generalnie to, co wiedział, że niemiecki biznes chce słyszeć: że będzie dobrze, odbijemy się, odkujemy i znowu będziemy potęgą. „Wychodzimy na prostą, widać światło w tunelu, wyciągamy się z dołka, niewątpliwie coś drgnęło” – przypomniała mi się taka piosenka, którą śp. Emilian Kamiński śpiewał w stanie wojennym, ułożona z fraz ówczesnej propagandy; doskonale pasuje ona do przesłania, jakie chciał przynieść kanclerz niemieckim menadżerom.
„Będzie lepiej” – każdy lubi to słyszeć, ale chce też usłyszeć coś bardziej konkretnego: kiedy, jak, dzięki jakimś to zdarzeniom? I kanclerz wyjaśnił: będzie dobrze, kiedy (a ściślej: „jeśli”) przywrócimy „normalność” w stosunkach z Rosją. Normalność to to, co budowano za Schroedera i Merkel: szum gazu płynącego nordstreamami, docelowo wodoru, i kurek w Berlinie, dystrybuujący jedyną dopuszczalną w UE „zieloną” energię na całym kontynent, oraz wynikające z tego uprzywilejowanie niemieckiej gospodarki względem wszystkich innych. Plus tanie rosyjskie surowce i chłonny wschodni rynek.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.