"Ludzie płaczą i płacą". Tak Orlen zarabia na konflikcie na Bliskim Wschodzie
W związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie rosną ceny paliw. Mimo tego rząd nie podejmuje żadnych działań, mających na celu obniżenie podatków na benzynę.
Ceny paliw ostro w górę. "Orlen zarabia niesamowite pieniądze"
Janusz Szewczak, ekonomista, były członek zarządu Orlenu, zapytany przez DoRzeczy.pl, czy Orlen zarabia na kryzysie na Bliskim Wschodzie, odpowiedział, że „zarabia niesamowite pieniądze i zdaje się, że szefostwo zarówno Ministerstwa Finansów, jak i koncernu, igra z ogniem”.
– Dlatego, że pojawiają się już ceny niewiele ponad 8,20 zł, ale nawet w granicach prawie 9 zł za litr diesla na niektórych stacjach – wyjaśnił.
Zauważył, że „jakoś nie budzi to wielkich protestów społecznościowych”.
– Pamiętamy tę absolutnie hejterską kampanię czarnego PR-u, kiedy to paliwo było po 6 zł i dochodziło do 8 zł w przypadku diesla w okresie wybuchu wojny na Ukrainie oraz przy okazji pandemii COVID – przypomniał.
"Co jest tą czarną godziną dla premiera Tuska?"
Zdaniem Janusza Szewczaka „rząd przyjął całkowicie błędną koncepcję ignorowania systematycznego wzrostu cen paliw”.
– Choć było sprawą oczywistą, że konflikt na Bliskim Wschodzie będzie się pogłębiał i będzie trwał tygodnie. Liczenie na to, że to jest jakaś przejściowa historia i zaraz się skończy, jest bardzo ryzykowne. Dlatego, że nie tylko cena baryłki ropy rośnie, ale też przerwane zostają łańcuchy dostaw – zwrócił uwagę.
Rozmówca DoRzeczy.pl podkreślił, że „premier Tusk mówił o tym, że zostawia propozycje zmian podatkowych już przecież sprawdzonych przez rząd Zjednoczonej Prawicy, na jakąś czarną godzinę”.
Dopytywany, czy ta „czarna godzina” już dawno temu nie nadeszła, Janusz Szewczak odpowiedział, że „pytanie jest o to, co jest tą czarną godziną dla pana premiera Donalda Tuska?”.
– Dlatego, że widzimy już reakcje poszczególnych krajów, które albo wprowadzają ograniczenia w tankowaniu, albo wprowadzają obniżki podatków, jak np. Hiszpania. Widać, że ci, którzy wcześniej reagują mają większe szanse na uspokojenie nastrojów – dodał.
"Cwaniactwo" Orlenu i ministerstwa. "Dramatyczna sytuacja budżetu państwa"
Ocenił, że w Polsce mamy „cwaniactwo Ministerstwa Finansów oraz zarządu Orlenu – wyciśnijmy, ile się da, póki ceny rosną, a ludzie jeszcze nie robią wielkiego dramatu, tylko płacą i płaczą”.
– To się wiąże z absolutnie dramatyczną sytuacją finansów publicznych i budżetu państwa. Wygląda na to, że deficyt budżetu po pierwszym kwartale tego roku, będzie w granicach 100 mld zł – stwierdził.
Janusz Szewczak zauważył, że „znacząco brakuje pieniędzy na służbę zdrowia do tego stopnia, że prawdopodobnie ten SAFE jest pożyczką ratunkową na zapełnienie – choćby poprzez zaliczkę – dziury w budżecie NFZ”.
– W innym przypadku może się okazać, że w maju lub czerwcu po prostu pieniędzy nie ma i nie będzie na służbę zdrowia. To jest dramatyczna sytuacja, bo już mamy ograniczenia pewne w działaniach związanych z limitami, ale również częściowo niepłacone są nadwykonania – tłumaczył.
"Cena diesla nie musi zatrzymać się na 9 zł za litr"
Zdaniem rozmówcy DoRzeczy.pl cena diesla nie musi zatrzymać się na 9 zł za litr.
– Tak wysokie ceny będą mieć bardzo negatywny wpływ na koniunkturę gospodarczą w Polsce, ponieważ rolnicy wychodzą w pole i potrzebują paliwa do maszyn rolniczych, a to jest głównie diesel – mówił.
Podkreślił, że „natychmiastowo przełoży się to też na transport i na ceny dostaw hurtowych do sklepów, czyli przysłowiowa pietruszka i bułeczka może znacząco zdrożeć, uwzględniając znaczące wyższe koszty paliwa dla firm logistycznych”. – Zresztą, polska branża transportowo-logistyczna jest na krawędzi bankructwa już w tej chwili – dodał.
Janusz Szewczak zauważył, że „to się również przełoży drastycznie na ceny nawozów, bo rosną również ceny gazu, a więc trzeba liczyć 40 do 50 proc. podwyżki cen nawozów w okresie szczytowych prac polowych”.
– To również znaczące problemy dla przemysłu chemicznego, który korzysta zarówno z paliw, jak i z gazu w dużej mierze – zaznaczył.
Ekonomista ocenił, że „czekanie z założonymi rękami, żeby wycisnąć jak najwięcej przy tych podwyżkach ze strony Orlenu, jak i ze strony rządu, który widać, że gra w ruletkę w tej chwili, może się bardzo negatywnie skończyć”.
– Wszystkie propozycje i ostrzeżenia, które były kierowane do rządu, na czele z propozycją kandydata PiS na premiera, pana Przemysława Czarnka, zostały zignorowane. Przemysław Czarnek pokazał gotowy projekt, propozycji obniża zarówno VAT-u, akcyzy, opłaty paliwowej. To można zrobić jednym ruchem, ale rząd tego nie zrobił – podkreślił.
Rząd w końcu obniży podatki na paliwa?
Janusz Szewczak dodał, że „z informacji, które docierają, wygląda na to, że rząd się jednak przymierza do zmian podatkowych na paliwo w najbliższym czasie, przeciśnięty kolanem i pod wpływem krytyki społecznej oraz domagania się przez Polaków działań, a nie gadania, tylko robienie”.
– Pytanie tylko, czy słaba sprawność organizacyjna rządu sprawie, że to zadziała i będzie skuteczne, bo nie zanosi się na zakończenie działań wojennych, a wręcz na znaczącą eskalację w rejonie Zatoki Perskiej – zaznaczył.
Były członek zarządu Orlenu zwrócił uwagę, że „paliwo jest czynnikiem bardzo inflacjogennym”.
– Właściwie cały wzrost PKB w Polsce jest w zdecydowanej większości oparty o konsumpcję indywidualną, czyli po prostu o zakupy Polaków. Jeśli Polacy muszą zapłacić 9 zł za paliwo, to z innych zakupów muszą zrezygnować. To się odbije na koniunkturze, ale również wpływach podatkowych, bo co z tego, że znacząco wzrosną wpływy podatkowe Orlenu ze sprzedaży paliwa za ten kwartał, skoro znacząco spadną wpływy podatkowe z VAT, CIT czy z PIT? Firmy, które poniosą ogromne koszty, będą ograniczać produkcję i będą zwalniać grupowo – tłumaczył.
Ekonomista stwierdził, że „to rysuje przed nami bardzo poważny kryzys finansów publicznych w tym roku”.
– W mojej ocenie nie tylko problem z paliwami przełoży się na niższy wzrost gospodarczy i najprawdopodobniej również na konieczność nowelizacji tego i tak ogromnego deficytu budżetowego na ten rok – dodał.