"Niezwykle skomplikowany proces". Przydacz ujawnił kulisy uwolnienia Poczobuta
Lidia Lemaniak, DoRzeczy.pl: Panie ministrze, domyślam się, że uwolnienie więźnia politycznego, który jednak pięć lat spędził za kratami, to nie jest proces, który się dzieje z dnia na dzień. Więc jak długo trwała cała operacja, irozmowy dotyczące uwolnienia Andrzeja Poczobuta?
Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej: To był niezwykle skomplikowany proces. Od pierwszego dnia po aresztowaniu Andrzeja Poczobuta ówczesny rząd Zjednoczonej Prawicy oraz prezydent Andrzej Duda podejmowali wszelkie działania celem uwolnienia go. Niestety, postawa reżimu białoruskiego była nieugięta. Trudno było osiągnąć jakikolwiek progres w tych rozmowach. Sytuacja znacząco zmieniła się po 3 września zeszłego roku, kiedy to podczas rozmowy w Białym Domu pan prezydent Karol Nawrocki poprosił prezydenta USA Donalda Trumpa o osobiste, bezpośrednie zaangażowanie w sprawę Andrzeja Poczobuta. Jak wiemy Amerykanie prowadzili dialog z Białorusinami, jeśli chodzi o wymianę i uwolnienie więźniów politycznych. Od tamtego czasu, czyli od czasu 3 września 2025 roku, służby amerykańskie, także i dyplomatyczne, uznawały Andrzeja Poczobuta za priorytetowe nazwisko na liście do uwolnienia. Przez ostatnie miesiące trwały działania i rozmowy. Było już kilkukrotnie blisko do tego, aby go uwolnić, ale ostatecznie udało się to wczoraj. Jesteśmy z tego – jako Kancelaria Prezydenta RP – bardzo zadowoleni. Bardzo się cieszymy, że bohater, jakim jest Andrzej Poczobut, jest już na wolności. Podziękowania należą się zarówno Amerykanom, jak i tym, którzy dołożyli wszelkich starań do tego, aby Andrzej Poczobut został uwolniony, także oczywiście w sensie wykonawczym polskim służbom, które na ostatniej prostej wykonały polecenia, które zostały wcześniej ustalone na poziomie dyplomatycznym pomiędzy Amerykanami a Białorusinami.
Kiedy słyszeliśmy kolejne doniesienia o tym, że kolejni więźniowie polityczni na Białorusi są uwalniani, a nie było wśród nich Andrzeja Poczobuta, to w mediach często w mediach często słyszeliśmy takie określenia, że Andrzej Poczobut był mocną kartą przetargową dla Łukaszenki. Dlaczego?
Tak, to prawda. Rzeczywiście, Andrzej Poczobut to była ważna postać. Łukaszenka wiedział, że może oddziaływać nim także i na wewnętrzną scenę polityczną w Polsce. Rozumiejąc, jak bardzo emblematyczna to jest postać dla wielu Polaków ponad podziałami politycznymi. Oczywiście, często Łukaszenka i jego reżim podnosił oczekiwania, jeśli chodzi o możliwe wymiany. Dlatego proces uwolnienia Andrzeja Poczobuta tak długo trwał i tak trudno było go doprowadzić do finalnego, pozytywnego skutku. Z jednej strony – wielu Polaków się tym interesowało. Z drugiej strony – często reżim białoruski starał się to wykorzystywać do tego, aby blokować możliwość uwolnienia. Trzeba też pamiętać, że jeszcze za rządów Zjednoczonej Prawicy, w rządzie Mateusza Morawieckiego, sam prowadziłem te działania, uwolniliśmy kilka działaczek z białoruskiego więzienia. Wówczas Andrzej Poczobut również był na wstępnej liście. Sam wtedy podjął decyzję, że nie chce opuścić terytorium Białorusi, do czego miał absolutnie prawo i to była jego indywidualna decyzja. Po tych kilku latach w trudnych warunkach więziennych, także z uwagi na stan zdrowia, zmienił zdanie po to, aby móc – jak rozumiem – wyleczyć się z wszystkich ewentualnych dolegliwości. Jak sam zapowiada, chciałby jak najszybciej, jako patriota również ziemi białoruskiej, bo przecież to jest Polak, ale urodzonym na Białorusi, wrócić do swojej ojczyzny, a za swoją ojczyznę traktuje Białoruś. Licząc na to, że Białoruś będzie miała inną twarz, niekoniecznie twarz reżimu autorytarnego, ale twarz przyjazną, otwartą, demokratyczną, bo o to walczy cały swój życie.
Uważa Pan, że Andrzej Poczobut będzie bezpieczny, jeśli wróci na Białoruś?
To będzie indywidualna decyzja Andrzeja Poczobuta. Każdy podejmuje własne decyzje i własne ryzyka. Nie mam przekonania, że będzie w pełni bezpieczny i że reżim nie wykona innych działań wobec niego, czy wobec innych działaczy zajmujących się prawami człowieka, promowaniem demokracji, czy też działaczy polskiej mniejszości. Nie można w ogóle mówić dzisiaj o tym, że tego typu osoby, jak Andrzej Poczobut, czy jak inni działacze, są bezpieczni na terytorium Białorusi. Z całą pewnością Białoruś nie jest bezpiecznym państwem dla tych, którzy walczą o wartości demokratyczne.
Co obecny rząd z premierem Donaldem Tuskiem na czele zrobił dla uwolnienia Andrzeja Poczobuta? Są niestety przepychanki między politykami w tej sprawie, które niekoniecznie chyba są w obecnej sytuacji na miejscu.
Dzisiaj najważniejsze jest to, żeby cieszyć się z faktu uwolnienia Andrzeja Poczobuta. Oczywiście, są tacy politycy, którzy próbują odcinać kupony od tej sytuacji, nie zrobiwszy w zasadzie w tej sprawie zbyt wiele. Nie uważam, że to jest moment na uprawianie polityki. Pan premier Tusk jest mistrzem w robieniu PR-u na sprawach, które są często bardzo delikatne. Porozumienie dotyczące uwolnienia Andrzeja Poczobuta zostało wynegocjowane przez Amerykanów, o czym mówił wczoraj w Warszawie John Coale, czyli specjalny wysłannik prezydenta USA Donalda Trumpa. Parytet został ustalony pięciu na pięciu, natomiast następnie – wykonawczo – polskie służby doprowadziły do wymiany. Trzeba przyznać, że polskie służby musiały też w pierwszej kolejności mieć w dyspozycji tych ludzi, na których zależało z stronie białoruskiej, więc to jest także i efektem pewnych wcześniejszych różnych działań polskich służb specjalnych, również w poprzednich latach. Wczoraj nie tylko osoby zatrzymane przez polskie służby były podmiotem wymiany. Mołdawia okazała się bardzo konstruktywnym partnerem, głównie za sprawą dyskusji z Amerykanami. Finalny efekt jest pozytywny dla Polski, więc cieszymy się, że Mołdawianie byli ważnym i istotnym partnerem w tej sprawie.
Czy prezydent Karol Nawrocki i jego otoczenie od dawna wiedziało o tym, że we wtorek o godzinie 13:00 Andrzej Poczobut zostanie uwolniony?
Wiedzieliśmy o tym w Pałacu Prezydenckim z odpowiednim wyprzedzeniem, znając dokładną datę, dokładną godzinę i miejsce wymiany. Zresztą dzień wcześniej – w poniedziałek – w Pałacu Prezydenckim gościł John Coale, czyli główny negocjator, ale także jego najbliższy współpracownik – Chris Smith, który finalnie pojechał na granicę, doprowadzić do tej wymiany. Pałac Prezydencki miał w pełni wiedzę. Zaznaczam raz jeszcze, że wymiana była możliwa głównie ze sprawą dobrych relacji z Amerykanami, niekoniecznie z samym panem premierem Donaldem Tuskiem, który ewidentnie w tej sprawie chciał realizować swoją agendę wewnątrzpolityczną, co wydaje mi się wyjątkowo nieadekwatne do sytuacji.