Donald Tusk poinformował we wtorek o uwolnieniu Andrzej Poczobuta z białoruskiego więzienia. Dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi odzyskał wolność w ramach wymiany więźniów w formacie "pięciu za pięciu". Opozycjonista spędził w więzieniach i łagrze 1860 dni.
"Wymiana na polsko-białoruskiej granicy to finał trwającej dwa lata skomplikowanej dyplomatycznej gry, pełnej dramatycznych zwrotów akcji. Udało się dzięki świetnej pracy naszych służb, dyplomatów i prokuratury oraz wielkiej pomocy amerykańskich, rumuńskich i mołdawskich przyjaciół" – przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych szef polskiego rządu, który powitał Poczobuta na przejściu granicznym Białowieża-Piererow.
"Niezłomny. »Będę mógł tam wrócić?« – to były jego pierwsze słowa. »Tylko ty decydujesz. Jesteś już wolnym człowiekiem« – odpowiedziałem" – napisał Tusk w kolejnym wpisie.
Poczobut: Chcę wrócić na Białoruś
Z granicy Poczobut pojechał prosto do szpitala. "Nasz dziennikarz był wycieńczony, ale miał dobry humor" – relacjonowała "Gazeta Wyborcza", której Andrzej Poczobut był korespondentem.
– Od pięciu lat nie miałem kompleksowych badań – powiedział "GW" Poczobut. Opisał także, w jakich okolicznościach dowiedział się o uwolnieniu. – W nocy przyszli do mnie strażnicy z informacją, że mam ruszyć w transport. Oczywiście odmówiłem, byłem przekonany, że zabierają mnie do innego więzienia. Powiedzieli, że to coś innego, że będzie wymiana – opowiedział. Jak dodał, białoruska służba więzienna połączyła go następnie z polskimi dyplomatami.
Poczobut wspomniał, że "bardzo chce spotkać się z rodzicami, którzy zostali na Białorusi". Oficjalnie Łukaszenka zastosował wobec dziennikarza akt łaski. Poczobut nie ma zakazu wjazdu na Białoruś. – Mam paszport i chcę wrócić na Białoruś. Tam zostali ludzie, którzy we mnie wierzą – zadeklarował stanowczo.
Czytaj też:
Prezes PiS: Ten dzień mógł nastąpić już wiele miesięcy temuCzytaj też:
Duchowny z Krakowa uwolniony razem z Poczobutem. Reaguje Zakon Karmelitów
