USA anulowały wysłanie wojsk do Polski. Polski MSZ: Prosimy Amerykanów...
Polityk przyznał, że polski rząd nie został właściwie poinformowany przez stronę amerykańską, a sposób komunikacji Pentagonu wobec Warszawy "pozostawiał bardzo wiele do życzenia". Chodzi o planowane przemieszczenie do Polski około czterech tysięcy amerykańskich żołnierzy oraz sprzętu wojskowego w ramach rotacji na wschodniej flance NATO. W piątek dowódca amerykańskich sił lądowych generał Christopher LaNeve potwierdził, że Pentagon wycofał się z tych planów.
"Zabrakło precyzyjnego informowania sojuszników"
Do sprawy odniósł się w programie "Gość Wydarzeń" Marcin Bosacki. Wiceszef MSZ nie ukrywał irytacji sposobem, w jaki administracja USA zakomunikowała decyzję. – Prosimy Amerykanów, żądamy od nich wyjaśnień. Na pewno w tej sprawie to, czego zabrakło, to precyzyjne informowanie sojuszników. Zwłaszcza tak ważnych sojuszników dla Stanów Zjednoczonych, jak Polska, za wczasu o ruchach ich wojsk – powiedział.
Bosacki dodał, że "polityka informacyjna tej decyzji była – mówiąc delikatnie – pozostawiająca bardzo wiele do życzenia". Słowa wiceszefa MSZ padły chwilę po tym, jak amerykański kongresmen Don Bacon ujawnił, że Polacy mieli zostać całkowicie zaskoczeni decyzją Pentagonu.
Bosacki: Obecność USA powinna być stała
Wiceszef MSZ przekonywał również, że w obecnej sytuacji bezpieczeństwa Polska potrzebuje stałej, a nie rotacyjnej obecności wojsk USA. – Uważamy, że przy agresywnej Rosji, przy bardzo niestabilnym świecie i przy konieczności wzmacniania NATO na wschodniej flance, ta obecność amerykańska w Polsce powinna być permanentnie stała, a nie tylko rotacyjnie stała – powiedział Bosacki. Jednocześnie polityk zapewniał, że strona amerykańska deklaruje utrzymanie potencjału wojskowego w Polsce. – Słyszymy od Amerykanów, że liczebność i zdolności wojsk amerykańskich w Polsce nie zostaną osłabione – podkreślił.
Jeszcze kilka dni wcześniej przedstawiciele polskiego rządu przekonywali publicznie, że sprawa nie dotyczy Polski. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zapewniał, że chodzi jedynie o "zapowiadaną wcześniej zmianę obecności części sił zbrojnych USA w Europie", a wiceszef MON Cezary Tomczyk twierdził, że doniesienia dotyczą Niemiec, nie Polski.