Radny opisał nagłą wizytę w szpitalu. "Siedzę i nie mogę w to uwierzyć"
W ostatnich miesiącach ze szpitali napływają jednak nieco inne wiadomości. Chodzi o liczne problemy finansowe czy zamykanie oddziałów. Według relacji medialnych wiele szpitali musiało wstrzymać przyjmowanie pacjentów bądź przełożyć zaplanowane wcześniej zabiegi i operacje. Sytuacja jest szczególnie niebezpieczna dla pacjentów onkologicznych, którzy muszą otrzymać leczenie. Naczelna Izba Lekarska alarmowała niedawno, że pacjenci z nowotworami są odsyłani do innych szpitali. Ministerstwo Zdrowia i NFZ twierdzą, że takie sytuacje nie miały miejsca.
Tymczasem Błażej Papiernik – koszaliński radny, polityk PSL, który w RM przewodniczy klubowi "Wspólnie dla Koszalina" – mediach społecznościowych opisał swoje doświadczenia ze służbą zdrowia.
Radny z Koszalina: Nie mogę uwierzyć
"Poślizgnąłem się, nie mogłem wstać. Noga mnie boli, jak nie wiem co. Nie mogę chodzić bez wsparcia. Decyzja — jadę na SOR, trafiam tam około godz. 10:50. O 13 RTG, a po prawie 8 godzinach czekania – tomograf. Kolejne dwie godziny, czekam na konsultacje i wyniki. Robię zdjęcie kolejki o 23:13, po 12 godzinach pobytu – przede mną wszyscy, którzy byli, już wypisani. Mam numer A682 – kolejny jest A697, następny A719. Jestem na samym końcu, dalej już nikogo nie ma. Nie mam wątpliwości, że część na pewno była ważniejsza, ale żeby siedzieć i czekać na konsultacje ponad 12 godzin? Siedzę i nie mogę w to uwierzyć" – wskazuje radny, nie kryjąc oburzenia.
"23:35 zostałem wezwany do gabinetu, tam diagnoza bardzo uprzejmego ortopedy. Nawet nie jestem w stanie jej zapamiętać, jedyne, o czym myślę, to o tym, że już chciałbym być w domu, chociaż noga cały czas bardzo boli, mów coś o naciągnięciu więzadeł. W każdym razie 10 dni mam się za bardzo nie ruszać i przyjść po tym czasie do poradni na weryfikację. Po konsultacji z ortopedą teraz mam… czekać na konsultację z lekarzem przed wypisem. O 23.55 nie wytrzymałem i zażądałem wypisu, po prawie 13 godzinach w jednym miejscu. Wychodzę na własne życzenie – opisał dalsze perypetie samorządowiec.
Błażej papiernik wskazał, że kolejnego dnia po tej sytuacji zadzwonił do szpitala, by dowiedzieć się, czy dokumentacja jest już do odebrania. Okazało się, że lekarz jeszcze nie podpisał wypisu i dokumentów. "Miały być dostępne dopiero po weekendzie. To ostatecznie przelało czarę goryczy i skończyło moją cierpliwość. Stąd decyzja o poście" – tłumaczy koszaliński radny.