Zabił 4-letnią córkę i zaatakował rodzinę. Zwrot w sprawie funkcjonariusza SOP
W wyniku ataku zginęła jego czteroletnia córka, a czworo innych członków rodziny zostało rannych. Teraz sąd zdecydował o skierowaniu podejrzanego na obserwację psychiatryczną.
Biegli nie byli w stanie ocenić poczytalności
Jak poinformowała Magdalena Gadoś z Prokuratury Okręgowej w Słupsku, Sąd Okręgowy w Słupsku zarządził badania psychiatryczne połączone z obserwacją w zakładzie leczniczym na Oddziale Psychiatrii Sądowej Aresztu Śledczego w Szczecinie. – Sąd zarządził badania psychiatryczne połączone z obserwacją w zakładzie leczniczym na Oddziale Psychiatrii Sądowej Aresztu Śledczego w Szczecinie na okres do czterech tygodni – przekazała prokurator.
Śledczy wystąpili z wnioskiem o obserwację psychiatryczną po tym, jak dwaj biegli psychiatrzy nie wydali jednoznacznej opinii dotyczącej poczytalności Piotra K. w chwili popełnienia zarzucanych mu czynów.
Jednocześnie prokuratura dysponuje już wynikami badań toksykologicznych. Wynika z nich, że podczas ataku 44-latek nie był pod wpływem alkoholu, narkotyków, środków odurzających ani substancji psychotropowych.
Dramat podczas rodzinnego urlopu
Do tragedii doszło 26 stycznia w mieszkaniu przy ulicy Bałtyckiej w Ustce. Piotr K., funkcjonariusz SOP z 23-letnim stażem, przebywał tam wraz z żoną, dziećmi i teściami. Według ustaleń śledczych około godziny 21.30, po zakończeniu rodzinnej gry w karty, mężczyzna nagle zaatakował nożem swoich najbliższych. Gdy na miejsce przybyli policjanci, zastali agresywnego 44-latka, który wcześniej zranił pięcioro członków rodziny oraz siebie.
Najpoważniejszych obrażeń doznała czteroletnia córka sprawcy. Mimo wielominutowej reanimacji życia dziecka nie udało się uratować. Ranne zostały także żona, syn, teściowa i teść funkcjonariusza. Najciężej poszkodowane były żona i teściowa, które trafiły do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku. Jak informowało później MSWiA, obie kobiety były w stanie ciężkim. Syn i teść opuścili szpital, a ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo.
Psychiatra: Był emocjonalną bombą
Po tragedii pojawiły się pytania o możliwe przyczyny zachowania funkcjonariusza. Według medialnych ustaleń Piotr K. uczestniczył wcześniej w misjach zagranicznych m.in. w Iraku, Afganistanie i Pakistanie. Do sprawy odniósł się psychiatra dr Jerzy Pobocha. W jego ocenie nie można wykluczyć, że doświadczenia wyniesione z takich misji mogły pozostawić trwały ślad w psychice funkcjonariusza. – Tutaj można powiedzieć, że Piotr K. był jak ładunek wybuchowy i wystarczył tylko zapalnik. Tym zapalnikiem mogło być nawet jakieś nieopatrzne słowo żony – ocenił lekarz.
Ekspert zaznaczył, że osoby narażone na długotrwały stres związany z zagrożeniem życia mogą po latach zmagać się z zespołem stresu pourazowego (PTSD), któremu czasem towarzyszą niekontrolowane wybuchy agresji.