O awanturze w jednym z mieszkań w Ustce miejscowa policja została zaalarmowana około godziny 21:30 w poniedziałek. Kiedy funkcjonariusze przybyli na miejsce, zastali tam agresywnego 44-latka, który wcześniej ranił nożem pięcioro członków swojej rodziny i siebie. Mężczyzna został obezwładniony. Okazało się, że obrażenia rannej 4-letniej dziewczynki są bardzo poważne. Mimo długiej reanimacji życia dziecka nie udało się uratować. Pozostali zaatakowani członkowie rodziny zostali przetransportowani do szpitala. Tam, w asyście policji, trafił również napastnik, który oficjalnie został zatrzymany. To funkcjonariusz SOP.
Sąd Rejonowy w Słupsku wyraził zgodę na zastosowanie wobec funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa trzymiesięcznego aresztu. – Sąd wydał decyzję, w której postanowił zastosować wobec Piotra K. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy od dnia zatrzymania, to jest od 26 stycznia do 26 kwietnia 2026 roku – przekazała polsatnews.pl rzecznik słupskiego sądu, Tamara Kulczewska-Miszczak.
Nie milkną pytania o przyczyny tragedii. "Piotr K. w przeszłości wyjeżdżał na misje do Iraku, Afganistanu, Pakistanu. Służył w stopniu majora. Był na nich po kilka miesięcy. To, co tam widział, musiało odcisnąć piętno na jego psychice. Jednak jeszcze w październiku przeszedł pozytywnie badania psychologiczne, które są obowiązkowe w pracy Służby Ochrony Państwa" – opisuje "Fakt".
Psychiatra: PTSD mogło przerodzić się w niekontrolowaną agresję
"Osoby, które w związku z misjami zagranicznymi, na przykład w Afganistanie, przeżywały silny stres ze względu na sytuacje, w których ich życie i zdrowie były zagrożone, mogą być bardzo agresywne. Amerykanie sprawdzili to na żołnierzach biorących udział w wojnie w Wietnamie. Wyniki badań pokazały, że po powrocie z misji weterani wojenni byli niebezpieczni, agresywni. Zresztą na podstawie właśnie tych badań wprowadzano termin zespół stresu pourazowego [PTSD — post-traumatic stress disorder — red.]" – analizuje psychiatra, dr Jerzy Pobocha. Zdaniem eksperta Piotr K. ze względu na swoją zawodową przeszłość mógł mieć zespół stresu pourazowego, który w konsekwencji przerodził się w wybuch niekontrolowanej agresji.
"Tutaj można powiedzieć, że Piotr K. był jak ładunek wybuchowy i wystarczył tylko zapalnik. Tym zapalnikiem mogło być nawet jakieś nieopatrzne słowo żony, z którą od jakiegoś czasu mu się nie układało i było między nimi napięcie. To nie musiało być nic znaczącego i mogło ujść uwadze innych osób, ale dla Piotra K. mogło być właśnie tą kroplą, która przelała czarę goryczy, przysłowiową iskrą, która spowodowała wybuch. To bardzo prawdopodobna wersja" – mówi lekarz "Faktowi".
Dr Pobocha zwraca uwagę, że Piotr K. nie wyładował agresji tylko na swojej żonie, ale zaatakował też pozostałych domowników, w tym własne dzieci: "Taka sytuacja, żeby ojciec zaatakował własne dziecko nożem ze skutkiem śmiertelnym, jest naprawdę czymś wyjątkowym. To znaczy, że Piotr K. musiał być emocjonalnie na najwyższym poziomie pobudzenia. Niewykluczone, że pod wpływem ekstremalnych emocji doszło u niego nawet do zaburzenia świadomości, ale to już zapewne wyjaśni śledztwo i zeznania samego Piotra K.".
Czytaj też:
"Stał jak wryty. Cały we krwi". Wstrząsające relacje z UstkiCzytaj też:
Tragedia w Ustce. Jest decyzja ws. funkcjonariusza SOP
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
