Nigdy, przenigdy nie wierz, że jakakolwiek wojna będzie gładka i łatwa albo że ktokolwiek, kto wyrusza w tę dziwną podróż, może przewidzieć pływy i huragany, które napotka – ostrzegał Winston Churchill. Najwyraźniej nie wszyscy uważali na lekcjach historii. Biały Dom popełnił bowiem kosztowny błąd, wciągając świat w wojnę, której konsekwencje są trudne do przewidzenia. Wiadomo, że choć pod izraelskimi i amerykańskimi bombami zginęło wielu irańskich przywódców, to władze tego kraju przetrwały inwazję. Scenariusz wenezuelski się zatem nie powtórzy. Wojna będzie więc o wiele dłuższa, niż chciałby Donald Trump. Reżim ajatollahów długo szykował się bowiem do tej konfrontacji, zdając sobie sprawę z tego, że Iran w obecnym kształcie może przetrwać wyłącznie, jeśli wydłuży czas trwania konfliktu i znacząco podniesie jego koszty dla wyborców w USA, Izraelu i w krajach będących ich sojusznikami. Wydaje się też, że ogromne zniszczenia cywilnych domów i cywilnej infrastruktury, a także zbombardowanie przez amerykańskie siły irańskiej szkoły dla dziewcząt oddaliły perspektywę zmiany reżimu. Dokonując odwetu, Teheran rozszerza zatem konflikt tak, aby maksymalnie zwiększyć koszty dla państw Zatoki Perskiej i dla globalnego systemu gospodarczego.
Rollercoaster na rynku ropy
Rachunek za tę wojnę otrzymają nie tylko podatnicy w USA, Izraelu czy w krajach Zatoki Perskiej. Zapłaci go cały świat. A cena będzie znacznie wyższa, niż spodziewali się członkowie administracji Trumpa. Jeszcze 10 dni przed atakiem, 18 lutego, amerykański sekretarz do spraw energii Chris Wright zapewniał publicznie, że ewentualna inwazja nie wpłynie znacząco na rynek ropy naftowej. I przypominał, że gdy USA ostatnio bombardowały Iran, to ceny ropy „podskoczyły odrobinę, po czym znowu opadły”. Podobnie wypowiadali się też inni członkowie gabinetu Trumpa i sam amerykański prezydent.
Nie mieli racji. Po izraelsko-amerykańskiej inwazji, rozpoczętej 28 lutego, ceny gazu i ropy nie tyle „podskoczyły odrobinę”, ile eksplodowały. Na kartach historii gospodarczej świata trzeba było zaś zaznaczyć okres najwyższego od 1983 r. tygodniowego wzrostu cen surowców. Tylko w poniedziałek 9 marca ceny ropy Brent wzrosły o 20 proc., ocierając się o 120 dol. i osiągając najwyższy poziom od lipca 2022 r. Słownie interweniował wówczas Donald Trump, przekonując, że „wojna z Iranem praktycznie dobiegła końca”. Na tę wiadomość błyskawicznie zareagowały globalne rynki, na giełdach pojawił się krótkotrwały optymizm, a cena ropy zaczęła gwałtownie spadać, schodząc w kierunku 84 dol. za baryłkę. W środę cena ropy ustabilizowała się na poziomie nieco ponad 90 dol., ale już w czwartek znów przekroczyła poziom 100 dol. To co prawda nadal istotnie niżej niż 120 dol. za baryłkę, ale nadal jest to cena o niemal jedną trzecią wyższa niż przed rozpoczęciem izraelsko-amerykańskiej inwazji na Iran.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
