Według najnowszych notowań cena za baryłkę ropy naftowej Brent wynosi już 108 dolarów. To pokłosie ataku na South Pars – największe na świecie pole gazowe w Iranie oraz akcji odwetowej Teheranu, w której uszkodzono terminal w Katarze. Eksperci nie mają złudzeń – jeśli działania wojenne nie szybko ustaną, już wkrótce ceny oleju napędowego na stacjach benzynowych bez problemu przekroczą 8 złotych za litr.
Domański: Analizujemy sytuację
Tymczasem minister finansów Andrzej Domański przyznaje, że rząd nie zdecydował, czy podejmie interwencję na rynku cen paliw, choć nie wykluczył takiej możliwości. Sytuacja jest cały czas analizowana.
– Cały czas analizujemy sytuację na rynku, zarówno ropy, jak i paliw, bo to są mocno powiązane rynki, ale jednak często ta dynamika na nich jest różna. Orlen podjął konkretne działania, za którymi tak naprawdę poszły inne sieci i stacje paliwowe w Polsce – powiedział.
– Tak, będziemy podejmować działania. Pierwsze zostały już podjęte. O tym mówił też premier Tusk. Będziemy analizować sytuację na stacjach. Też nie możemy dopuścić do sytuacji, w której polskie paliwo, w szczególności w tych regionach przygranicznych, byłoby wykupywane w pewnym stopniu przez kierowców czy hurtowników, półhurtowników z innych państw – dodał Domański.
Iran blokuje tankowce z ropą
Po tym, jak 28 lutego Stany Zjednoczone i Izrael zbombardowały Iran, Teheran odpowiedział atakami dronów i rakiet wymierzonymi w cele w Izraelu, Jordanii, Arabii Saudyjskiej i Iraku i krajach Zatoki Perskiej, w których stacjonują amerykańskie wojska. Na cel wzięto także obiekty związane z infrastrukturą naftową.
Cieśnina Ormuz, przez którą przechodzi ok. jedna piąta światowego handlu ropą naftową i gazem, została niemal zablokowana. Ceny ropy wystrzeliły, osiągając dawno niewidziane wartości powyżej 100 dolarów za baryłkę.
Czytaj też:
Domański: Rosną koszty prezydenckiego weta wobec SAFECzytaj też:
Wielka reforma Domańskiego wejdzie z opóźnieniem
