"Pilny apel do Pana Ministra Andrzeja Domańskiegoo zaprzestanie paraliżu stworzonego przeze mnie Muzeum!" – tak zatytułowany post opublikowała w serwisie X dziennikarka i historyk sztuki Magdalena Ogórek.
Związana ze stacją wPolsce24 Ogórek, zwraca się do Domańskiego w związku ze stworzonym przez nią Muzeum Sztuki Zagrabionej. Chodzi o dzieła sztuki, które zostały ukradzione Polsce w trakcie okupacji oraz wojny.
"W niespełna 3 lata, działając całkowicie pro bono, zbudowałam na Dolnym Śląsku Muzeum Sztuki Zagrabionej. Równolegle, działając całkowicie społecznie, kontraktowałam pierwszą w Polsce ekspozycję opowiadającą o grabieży polskich dóbr kultury dokonanej przez Niemców podczas II wojny światowej. Muzeum wraz z wystawą stoi ukończone. To zwieńczenie 3 lat katorżniczej, bezpłatnej z mojej strony pracy i nieustannych podróży (za moje prywatne pieniądze) między Warszawą, Dolnym Śląskiem a Krakowem, gdzie kontraktowana była wystawa. To 3 lata dokładania własnych środków i angażowania prywatnego czasu, by stworzyć to dzieło – przy zmasowanym ataku wielu, którym nie mieściło się w głowie, że można w pojedynkę w trzy lata ukończyć tak potężną inicjatywę bez wypłacania sobie pensji. Przy zerowych kosztach administracyjnych. [Nie wiem, ile fundacji w Polsce może pochwalić się podobnym wydatkowaniem środków]" – opisuje Magdalena Ogórek.
Przedłużane kontrole
Dalej zauważa, że "w ponad dwuletniej kontroli mojego Muzeum zaangażowano 12 funkcjonariuszy urzędu, który na co dzień zajmuje się największą w kraju przestępczością zorganizowaną. Po 2 latach urząd napisał w jednym z pism, że nie zgłasza żadnych uwag do wydatkowania środków". Okazuje się, że pomimo to ponownie przedłużono kontrolę. "Pomimo tej wiedzy kilka razy na Komendzie Policji na Wawrze przeprowadzano ze mną upokarzające czynności na zlecenie podległego Panu organu, stojące w sprzeczności ze stanem faktycznym" – wskazuje dziennikarka.
"Z uwagi na brak stwierdzenia jakichkolwiek podstaw do dalszej kontroli, powołuję się na moje konstytucyjne prawa i zwracam się do Pana z apelem o natychmiastowe zakończenie kontroli skarbowej i zaprzestanie paraliżu Muzeum. Wzywam też, by podległy Panu urząd przestał straszyć mnie naliczeniem podatku w wysokości prawie 300 tysięcy zł – podobne działanie nie ma żadnego umocowania w prawie, gdyż muzea państwowe i prywatne objęte są ulgą podatkową zgodnie z ustawą. Podległy Panu urząd skarbowy cały czas próbuje fałszywie stwierdzić, że obiekt muzealny jest biurem, chociaż dysponuje pełną wiedzą, że Muzeum żadnych biur nie posiada – co urząd sam przyznał podczas konfrontacji" – opisuje Ogórek.
"Nierówna walka"
Jak zauważa Magdalena Ogórek, w pojedynkę toczy "nierówną, niczym nieuzasadnioną merytorycznie walkę z podległym Panu urzędem już ponad dwa lata. Pewnie nie wystosowałabym tego apelu publicznie, ale walcząc z opresją Pana służb skarbowych jednocześnie sprawuję opiekę nad poważnie chorą osobą i mój organizm pod wpływem tych przeciążeń zaczął odmawiać mi posłuszeństwa [została zabezpieczona stosowna dokumentacja medyczna]".
Zwracając się do ministra Domańskiego, Ogórek wnosi o "zaprzestanie paraliżu stworzonej przeze mnie od podstaw, wzorowo ukończonej instytucji".
Apel do ministra. Ogórek: Nie pozwolę tej pamięci zabić jeszcze raz!
"Chciałabym móc przygotować się do otwarcia obiektu. Od wielu miesięcy czeka do przekazania w depozyt moja prywatna kolekcja dzieł sztuki i cennych artefaktów, bo m.in. z takim zamysłem to Muzeum stawiałam – by podzielić się ze społeczeństwem tym, co przez lata w pocie czoła zdobywałam na aukcjach dzieł sztuki. Niemcy podczas II wojny światowej zabili polskich profesorów i zrabowali bezcenne dobra kultury – spuściznę nas wszystkich. Moje Muzeum opowiada o skali strat i przywraca pamięć polskim naukowcom. Nie pozwolę tej pamięci zabić jeszcze raz!" – zakończyła badaczka sztuki.
Czytaj też:
Niepokojące słowa byłej gwiazdy TVP. "Organizm powiedział stop"
