Robert Bąkiewicz był oskarżony o naruszenie nietykalności osobistej kobiety, która uczestniczyła w manifestacji Strajku Kobiet 25 października 2020 r. Według relacji "aktywistki", Bąkiewicz miał ją ciągnąć i zepchnąć ze schodów, przez co kobieta upadła i mocno się uderzyła. Do zdarzenia doszło przed kościołem św. Krzyża w Warszawie. Strajk Kobiet prowadził tam agresywny i wulgarny protest po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Straż Narodowa, na której czele stał Bąkiewicz, chroniła świątynię przed wtargnięciem demonstrantów.
Sprawą najpierw zajęła się policja, a potem została przekazana do prokuratury, która zdecydowała się umorzyć postępowanie. Jednak "aktywistka" wniosła do sądu prywatny akt oskarżenia.
Bąkiewicz usłyszał wyrok
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał Roberta Bąkiewicza winnym spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu Andżeliki Domańskiej. Lider Ruchu Obrony Granic został skazany na 10 miesięcy ograniczenia wolności w formie nieodpłatnych prac społecznych przez 30 godzin miesięcznie. Bąkiewicz musi również zapłacić 5 tys. zł zadośćuczynienia oskarżycielce prywatnej. Wyrok jest nieprawomocny i przysługuje od niego odwołanie.
"STAŁO SIĘ. Skazali mnie. Wyrok zapadł dokładnie tak, jak zaplanowali od samego początku. Standardy i wzorce rodem z czasów stalinowskich – dziś w »uśmiechniętej Polsce« Donalda Tuska to przyzwoici ludzie, którzy mieli odwagę bronić dobra i wartości, są prześladowani i stają się celami systemu. Ale wiecie co? Jestem dumny. Bo stoję po właściwej stronie" – skomentował Bąkiewicz w mediach społecznościowych.
Zdaniem lidera ROG, to Domańska "była napastnikiem, agresorem". – Dzisiaj przestępcy są wynagradzani, a ci, którzy bronili innych przed przestępstwem, stawali w obronie kościołów, w obronie Boga, w obronie wartości, są skazywani – mówił na nagraniu. Zapowiedział też apelację.
Czytaj też:
W Sejmie powstanie nowe koło? "Rozmowy z kolejnym z parlamentarzystów"
