Polityk wyrzucony z TV Republika. Dziennikarka zagroziła pozwem
Gorąca dyskusja w programie "1410 Bitwa polityczna" w Telewizji Republika przerodziła się w awanturę pomiędzy prowadzącą Moniką Borkowską a politykiem Michałem Filipkiem. Punktem zapalnym okazała się sprawa Marcina Romanowskiego i żart polityka nawiązujący do szczurów. Dziennikarka zarzuciła mu przekroczenie granic i poprosiła o opuszczenie studia. Po kolejnej uwadze ze strony gościa zagroziła również podjęciem kroków prawnych.
Awantura o Marcina Romanowskiego w TV Republika. Poszło o szczury
W czwartkowym wydaniu programu jednym z tematów był list żelazny, który Marcin Romanowski otrzymał kilka dni wcześniej. Michał Filipek przypomniał, że według polskich władz poseł PiS może przebywać w Naddniestrzu. Monika Borkowska zakwestionowała tę wersję, odwołując się do materiału Jakuba Maciejewskiego, wyemitowanego dzień wcześniej w Telewizji Republika. – Kuba się wybrał w tamto miejsce śladami pana ministra, domniemanymi śladami, o których mówił pan Żurek. Był pod tymi adresami. I wie pan, co tam zastał pod tymi adresami? Szczury hulały i były budynki w budowie – stwierdziła Borkowska.
– Był tam też Romanowski? – zapytał Filipek z uśmiechem.
Reakcja polityka wyraźnie zirytowała prowadzącą. Gdy zapytała, co jest w tym śmiesznego, Filipek wyjaśnił, że zastanawiał się, czy sytuacja nie stanowi pewnego rodzaju metafory.
– No wstyd, naprawdę, powinien pan się wstydzić – skomentowała dziennikarka.
Polityk odpowiedział, że powodów do wstydu powinni szukać raczej ci, którzy odpowiadali za Fundusz Sprawiedliwości. Borkowska zarzuciła mu następnie sprowadzanie rozmowy do poziomu "mułu, dna i piaskownicy". – Co to był za żart? Ja nie daję parasola ochronnego nikomu, ale nie pozwolę ludzi porównywać do szczurów – podkreśliła.
"To było przegięcie, proszę pana"
Prowadząca sama przywołała następnie przykłady polityków związanych z obozem rządzącym, do których – jej zdaniem – można odnieść podobne porównanie. – Jak szczur to ucieka po przychodniach podwarszawskich lekarz związany z Koalicją Obywatelską. Jak szczur to ucieka pan poseł Król, któremu robiliście bezpieczne lądowanie, bo nie chcieliście się zgodzić na to, żeby został do aresztu tymczasowego zamknięty. Więc jak chce pan mówić o szczurach, to niech pan mówi od początku do końca o swoich ludziach – powiedziała podniesionym głosem.
Jednocześnie zaznaczyła, że nie zgadza się na podobne wypowiedzi pod adresem innych osób w swoim programie. – A w moim programie nie porównuje pan ludzi do szczurów, bo to było przegięcie, proszę pana – dodała, apelując o szacunek wobec rozmówców i nakazując gościowi opuszczenie studia.
Dziennikarka grozi krokami prawnymi
Gdy Filipek odchodził od swojego pulpitu, skierował do prowadzącej kolejną uwagę. – Niestety pani tutaj strasznie broni pana Romanowskiego. Nie wiem, czy z Funduszu Sprawiedliwości też pani coś otrzymała – powiedział.
Monika Borkowska zapowiedziała, że jeśli polityk nie przeprosi jej za te słowa, rozważy podjęcie kroków prawnych.
Następnie zwróciła się do widzów, tłumacząc, że w Telewizji Republika każdy może prezentować swoje stanowisko, ale nie powinien obrażać innych osób.
– Widzicie państwo, z tym musimy mierzyć się w studiu Telewizji Republika. (...) Ale na obrażanie ludzi po prostu pozwolić nie możemy. Tym bardziej w sytuacji, w której mówimy, że jest kilka postanowień sądu, kilka wyroków, które podważają wcześniejsze twierdzenia i decyzje ministra Żurka. A z tego, co ja się orientuję, cały czas w Polsce obowiązuje domniemanie niewinności – stwierdziła.
Michał Filipek mówi o "podwójnych standardach"
Do wydarzeń w studiu odniósł się później sam Michał Filipek. We wpisie opublikowanym na Facebooku stwierdził, że wyrzucenie z programu prowadzonego przez Borkowską może być dla gościa powodem do dumy.
"Każdy przyzwoity człowiek musi zostać wyrzucony z programu u redaktor Borkowskiej – to wręcz odznaka honorowa" – napisał polityk.
"Żart o tym, że politycy uciekają jak szczury, wyjątkowo dotknął prowadzącą, która poczuła się urażona. Gdy jednak sama używała analogicznych porównań wobec polityków innej opcji, problemu oczywiście nie widziała. Podwójne standardy w mediach to już niestety stały element krajobrazu" – ocenił.