W środę (30 października) Sąd Okręgowy w Warszawie wydał list żelazny byłemu wiceministrowi, posłowi PiS Marcinowi Romanowskiemu.
Polityk, poszukiwany w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości, będzie mógł odpowiadać z wolnej stopy i po ewentualnym powrocie do Polski nie grozi mu aresztowanie. Decyzja nie jest prawomocna, prokuratura zapowiedziała jej zaskarżenie.
Romanowski od dłuższego czasu przebywa za granicą. Najpierw mieszkał na Węgrzech, obecnie może być w Naddniestrzu – separatystycznym regionie Mołdawii kontrolowanym przez Rosję i jej służby specjalne. Stamtąd zostało nadane pismo polityka z prośbą do sądu o wydanie mu listu żelaznego.
List żelazny dla Romanowskiego. Żurek o działaniach prokuratury: Błąd
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek był pytany w czwartek (1 października) w TVN24, czy jego zdaniem nie byłoby listu żelaznego, gdyby w tej sprawie nie orzekał "neosędzia" (Konrad Mielcarek – red.). – Myślę, że by nie było z uwagi na merytoryczne przesłanki – ocenił.
Dopytywany, dlaczego prokuratura nie złożyła wniosku o wyłączenie sędziego Mielcarka, minister przyznał, że był to błąd. – Mówię to otwartym tekstem. Będę widział się z prokuratorami i uważam, że to jest błąd – podkreślił.
– To jest taka wiara, że jak tak jest napisane w ustawie, to to się ziści. Nie ziści się i trzeba co do zasady w każdej tego typu sprawie zgłaszać taki wniosek – tłumaczył Żurek.
Zgodnie z przepisem Kodeksu postępowania karnego, wprowadzonym w 2021 r. za rządów PiS, "w postępowaniu przygotowawczym list żelazny może być wydany na wniosek prokuratora albo przy braku jego sprzeciwu".
"Nie ma ani pół przesłanki do tego, żebyśmy w to wierzyli"
Szef resortu uważa, że były wiceminister sprawiedliwości nie wróci do Polski, nawet jeśli decyzja o liście żelaznym się uprawomocni. – List żelazny jednak daje się osobie, do której ma się jakieś minimum zaufania, że ona pewne rygory związane z tym listem wykona. Tutaj w ogóle nie ma ani pół przesłanki do tego, żebyśmy w to wierzyli – przekonywał Żurek.
Jak dodał, Romanowski stał na samym szczycie grupy przestępczej, a sądy skazują już jego podwładnych. – Zachodzi taka bardzo poważna obawa, że ten człowiek jak wróci i będzie miał swobodną możliwość kontaktu z innymi osobami, będzie wpływał na te osoby i być może będzie to miało skutek negatywny na prowadzony proces – wskazał.
Minister zaznaczył, że obrońca Romanowskiego, mec. Bartosz Lewandowski, bardzo dobrze zna strukturę warszawskiego sądu. – On wie, w jakich wydziałach jacy ludzie współpracowali z Ziobrą po to, żeby dostać awanse. To jest taka gra: popatrzcie my potrafimy coś wygrać – powiedział.
Czytaj też:
"Mógł być pod wpływem Rosji". Sędzia TS o Romanowskim
