Who, the hell, was Sikorsky?

Who, the hell, was Sikorsky?

Władysław Sikorski na jednym z ostatnich zdjęć, Gibraltar, 4 lipca 1943 r.
Władysław Sikorski na jednym z ostatnich zdjęć, Gibraltar, 4 lipca 1943 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 5
W brytyjskim serialu „II wojna światowa za zamkniętymi drzwiami” najbardziej znaczące jest to, czego w nim nie ma. Nie ma w nim Władysława Sikorskiego. Polskimi przywódcami są Anders i − nienazwany nawet po nazwisku − Mikołajczyk. Nie ma Sikorskiego, więc nie ma też „wypadku” w Gibraltarze.

Puściłem sobie brytyjski serial dokumentalny „II wojna światowa za zamkniętymi drzwiami”. Swego czasu (serial pochodzi z roku 1996, nawiasem mówiąc, gra w nim zresztą wielu polskich aktorów i Pałac Kultury udający Kreml) był on u nas bardzo głośny i chwalony jako dzieło pieriestrojkowe − kolejne odcinki na płytach DVD dodawano nawet do „Gazety Wyborczej”. W istocie serial odchodzi od kanonicznej narracji o wojnie, kultywowanej przez Anglosasów przez całe półwiecze. Mówi wreszcie prawdę o Katyniu, o zsyłkach i represjach na polskich Kresach i przyznaje, że alianci od początku doskonale tę prawdę znali. Przypomina pakt Ribbentrop-Mołotow i oględnie, ale bez krzyczących fałszów, znaczenie współpracy ze Stalinem dla przebiegu wojny. Gorliwość w rewidowaniu wojennych mitów prowadzi autorów aż na manowce, gdy bezmyślnie podchwytują rewelacje „spadkobierców” Żukowa o rzekomym upadku Stalina z konia jako przyczynie jego rezygnacji z odbierania Defilady Zwycięstwa w Moskwie, którą to ściemę rozbił w puch mój znakomity sąsiad z łamów w „Ostatniej Defiladzie”.

Rzecz jest warta uwagi, ale bynajmniej nie jako źródło historyczne. Jako dowód na to, że prawda nie jest stanem zero-jeden − jest albo jej nie ma. Prawda jest jak biel. Bieli nie ma, kiedy się ją pokryje smolistą czernią, ale gdy ta smolista czerń zmieni się w ciemną szarość albo nawet w jasną szarość, bieli nie ma nadal. Wielkie kłamstwa mają to do siebie, że kiedy już nie da się ich dłużej podtrzymywać, kłamcy wymyślają wersję bliższą prawdy, ale wciąż fałszywą. I serial BBC jest takim właśnie „rozjaśnieniem” ponurej prawdy do stanu półszarości, miejscami nawet ćwierćszarości.

Pewnych rzeczy ukryć się nie da, ale można ich ujawnieniem przykryć inne. Przyznajmy się do nich − i już wszystko jest jasne, więcej proszę nie dociekać. Tak, zrobiono Polakom wielkie świństwo, no, tak wyszło. Churchill chciał dobrze, ale stało się (bo oczywiście całe zło w serialu to wina Stalina i Roosevelta, a Churchill, poczciwina, szczerze zasmucony losem Polaków miota się wobec konieczności zostawienia nas na lodzie niczym bohater antycznej tragedii). No, to chyba już teraz możemy uznać sprawy za wyjaśnione?

Najbardziej jednak znaczące jest to, czego w tym serialu nie ma. Nie ma w nim Władysława Sikorskiego. Polskimi przywódcami są Anders i − nienazwany nawet po nazwisku − Mikołajczyk. Nie ma Sikorskiego, więc nie ma też „wypadku” w Gibraltarze. Wydaje się to tym bardziej nieprzypadkowym przeoczeniem, że w filmie dobrze widać dramaturgię poprzedzających śmierć emigracyjnego Naczelnego Wodza miesięcy, gdy Stalin konsekwentnie odmawia spotkania z aliantami i oskarża ich o łamanie obietnic oraz celowe składanie całego ciężaru wojny na Sowiety, niedwuznacznie szantażując, że może zawrzeć z Hitlerem samodzielny pokój. A potem, ku ich uldze, jednak przybywa do Teheranu i łaskawie przyjmuje wszystko, co mu ofiarują.

Przemilczenie istnienia, a tym samym i śmierci Władysława Sikorskiego nie jest zresztą cechą tylko tego filmu. Brytyjska historiografia tak ma − proszę zerknąć w indeksy nazwisk wydawanych tam opracowań. Anders i paru innych, owszem, ale Sikorski? Kto taki niby?

Pamiętają państwo sławną powieść Roberta Gravesa o Klaudiuszu? Jak sprytny cesarz odkrył, gdzie Germanie ukryli zdobyczne pułkowe orły Warusa, wypytując ich o świątynie boga wojny i pilnie uważając, o której z nich nie wspomną? No właśnie...

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 3/2014
Artykuł został opublikowany w 3/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 5
  • Karol IP
    Ofermą jhgi;g;i to jesteś ty. Sikorski podczas wojny z bolszewikami manewrował genialnie, zwłaszcza natarcie na Nasielsk to prawdziwy majstersztyk. W wielkiej mierze dzięki niemu Polacy wygrali Bitwę Warszawską. W czasie II wojny - nie miał za bardzo czym dowodzić. Kadłubową 1 D Panc?
    Anders dowódcą był raczej przeciętnym. We Wrześniu - słabiutko:
    "Pierwotnie dowodził Nowogródzką Brygadą Kawalerii w bitwie pod Mławą. W czasie odwrotu spod Mławy nie wykonał rozkazu osłony ruchu 20 Dywizji Piechoty, co było jedną z przyczyn jej rozbicia. Następnie kilkakrotnie Naczelne Dowództwo zmieniało przydział jego brygady. W związku z wielokrotnie zmienianymi rozkazami nie są jasne powody, dla których jednostka nie wzięła, mimo otrzymanego rozkazu, udziału w bitwie nad Bzurą. W czasie przebijania się Armii Poznań i Pomorze przez Kampinos do Warszawy odmówił gen. Tadeuszowi Kutrzebie wykonania rozkazu obrony skraju Puszczy Kampinoskiej, motywując to przewidywanymi zbyt dużymi stratami swojej brygady".
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • historion IP
      No tak, Sikorski był miękki, bo podpisał pakt z Sowietami. Tylko że dzięki niemu, pacany, kilkaset tysięcy Polaków wyszło z gułagów.
      Dodaj odpowiedź 2 0
        Odpowiedzi: 0
      • jhgi;g;i IP
        I bardzo dobrze, że Anders bo Sikorski oprócz pozytywnego epizodu z wojny polsko-bolszej był, a szczególnie podczas IIWŚ nieudacznikiem i tak po wojskowemu (a kto był w zasadniczej to wie), że tak powiem tzw. ofermą pułkową. Anders walczył jak dobry polski, odwieczny rycerz i żołnierz, myślał, organizował i podejmował decyzje mądrze po męsku i z honorem Polaka a co widzimy obserwując Sikorskiego? Widzimy w nim człowieka bojaźliwego, bardzo uległego wobec błędnych decyzji "sprzymierzonych" a szczególnie defetystycznych francuskich poddańców Hitlera i z lubością umizgującego się i i z uśmiechem ściskającego rączkę Stalina jak dobrego wujka, którą wcześniej podpisał morderstwo w Katyniu.
        Dodaj odpowiedź 2 2
          Odpowiedzi: 1
        • Wkurzona IP
          To mi trochę przypomina historię niejakiej Hillary Clinton, którą RAZ uważa za lewaczkę...Lewakiem w Pana rozumieniu jest Prezydent Barack Obama i Bernie Sanders. Są też idealistami. I to dlatego neocons wypchnęli Hillary na Sekretarza Stanu. To nie ona wymyśliła reset z Rosją ani wsparcie dla arabskiej wiosny (=brak wsparcia dla dyktatorów itd.) W jej stylu było raczej odstrzelić bin Laddena i pozbyć się Kadafiego z Libii (za całokształt). Z tej perspektywy to mogłaby się nazywać Bush, ale na pewno nie lewaczka A jak się nie da najechać,to trzeba ekonomicznie: money talk. Nasi politycy po 11/9 wypowiedzieliby wojnę Arabii Saudyjskiej, amerykańscy politycy -prowadzą z nimi interesy. I niech Pan uprzejmie podziękuje Hillary za wejście Polski do NATO.
          Dodaj odpowiedź 4 5
            Odpowiedzi: 0

          Czytaj także