Polowanie na Hitlera

Polowanie na Hitlera

Adolf Hitler wśród żołnierzy podczas walk o Warszawę
Adolf Hitler wśród żołnierzy podczas walk o Warszawę / Źródło: NAC
Dodano 4
W 1942 r. polskie podziemie dostało informację na temat tego, w którym miejscu będzie przejeżdżał pociąg Hitlera relacji Wilczy Szaniec-Berlin. Polacy odpalili bomby i wykoleili pociąg, ale okazało się, że trafili nie ten skład, co trzeba - mówi brytyjski historyk Roger Moorhouse.

Piotr Włoczyk: Czy nad Hitlerem czuwał diabeł stróż?

Roger Moorhouse: Na pewno był on nieprawdopodobnym wręcz szczęściarzem, jeżeli wziąć pod uwagę to, jak wiele osób planowało go zabić i w jak wielu przypadkach plany te weszły w fazę realizacji. O diable stróżu wspomniał jeden z jego niedoszłych zamachowców – Fabian von Schlabrendorff, który nie mógł się nadziwić szczęściu, jakie towarzyszyło znienawidzonemu przywódcy III Rzeszy [W 1943 r. Fabian von Schlabrendorff brał udział w próbie wysadzenia samolotu przewożącego Hitlera – przyp. red.].

Przeglądając listę zamachowców, można odnieść wrażenie, że nie było takiej grupy społecznej, która nie chciałaby go zabić.

Tak, ten przekrój jest bardzo szeroki. Nawet szaleńcy chcieli zabić szalonego przywódcę III Rzeszy.

Zacznijmy więc od pierwszego – potencjalnego – zamachowca, o którym wspomina pan w książce, który był...

... szwajcarskim studentem teologii. Maurice Bavaud jeździł w 1938 r. za Hitlerem po całych Niemczech, starając się znaleźć w sytuacji, w której mógłby stanąć – z pistoletem w kieszeni – twarzą w twarz z Hitlerem. Jego plany były jednak słabo dopracowane. Wszystko robił raczej na „żywioł”, więc nie można go nazwać utalentowanym zamachowcem. Naprawdę starał się jednak maksymalnie zbliżyć do Hitlera i gdyby tylko miał okazję oddać strzał, na pewno nie zawahałby się pociągnąć za spust.

Kolejnym zamachowcem – w listopadzie 1939 r. – był stolarz komunista.

To pierwsza naprawdę bardzo poważna próba zlikwidowania Hitlera. Georg Elser podłożył bombę w monachijskiej piwiarni Bürgerbräukeller, gdzie Hitler przemawiał w kolejną rocznicę puczu monachijskiego.

Co by się stało, gdyby Hitler nie zmienił swoich planów i nie wyszedł ze spotkania 12 minut przed wybuchem?

Siła wybuchu była tak wielka, że Hitler na pewno zginąłby na miejscu. Pomieszczenie zostało kompletnie zniszczone, a upragniony cel ataku stał przecież tuż obok miejsca, gdzie Elser podłożył bombę.

Czytaj także:
Zamach w Wilczym Szańcu

Po śledztwie Elser został wysłany do obozu koncentracyjnego. Dlaczego od razu nie został zabity tak jak wielu innych spiskowców?

Georg Elser większość wojny spędził w izolatce w Sachsenhausen, ale pod koniec walk został przeniesiony do Dachau, gdzie go zabito. Nie został zlikwidowany od razu, ponieważ Niemcy utrzymywali, że służył Brytyjczykom i był przez nich opłacany. Ich zdaniem to Brytyjczycy zorganizowali zamach w Bürgerbräukeller. Niemcy przetrzymywali Elsera tyle lat, ponieważ wyobrażali sobie, że po wygranej przez nich wojnie stanie się on główną „gwiazdą” procesu, w którym wskazałby Churchilla jako tego, kto zlecił zabicie Adolfa Hitlera. Pod koniec wojny naziści zorientowali się jednak, że ten plan jest nierealny, więc postanowili go zabić.

Czy jest choć ziarno prawdy w zarzucie, że Elser pracował dla Brytyjczyków?

Nigdzie nie natrafiłem na jakiekolwiek potwierdzenie tej tezy. Akurat ten zamachowiec pracował sam, a brytyjski trop do historii z eksplozją w Bürgerbräukeller dopisało gestapo. Elser bardzo wcześnie zrozumiał, kim jest Hitler. Gdy go aresztowano, powiedział: „Chciałem zapobiec wojnie”. Tak więc wśród zamachowców nie brakowało osób, które powodowane były moralnością.

Oprócz m.in. studenta teologii i stolarza komunisty również wielu niemieckich oficerów chciało zabić swojego Führera. Jednym z nich był Henning von Tresckow, któremu w marcu 1943 r. udało się przemycić na pokład samolotu, jakim leciał Hitler, bombę ukrytą w butelce. Czy wiadomo, co uratowało przywódcę III Rzeszy?

Nie mamy pewności, dlaczego ładunek nie zadziałał. Najlepszym wytłumaczeniem wydaje się to, że niska temperatura w luku bagażowym samolotu sprawiła, iż kwas wolniej reagował z metalowym drutem, przez co zawiódł zapalnik bomby.

Jak to się właściwie stało, że von Tresckow użył brytyjskiego ładunku?

Niemcy zlikwidowali brytyjską komórkę wywiadowczą w okupowanej Holandii i skonfiskowali przy tym dużą ilość ładunków wybuchowych. Dostały się one potem w ręce Abwehry, w której służyło kilka osób z organizacji spiskowej. Wbrew pozorom również tym razem Londyn nie miał nic wspólnego z próbą rozerwania Hitlera na strzępy.

Ale przecież można sobie wyobrazić, że gdyby rzeczywiście udał się zamach na ten samolot, niemieccy śledczy odkryliby pochodzenie ładunku wybuchowego i Brytyjczycy zostaliby wskazani jako winni.

Można podejrzewać, że tak by się stało, bo właśnie w tę stronę zmierzało śledztwo w sprawie najgłośniejszego zamachu na Hitlera, przeprowadzonego 20 lipca 1944 r. przez Clausa von Stauffenberga. Na podstawie bardzo charakterystycznego żółtawego odcienia towarzyszącego eksplozji ustalono, że materiał wybuchowy był pochodzenia brytyjskiego. Z tego powodu Niemcy przez pewien czas badali „brytyjski trop” tego zamachu. I tym razem spiskowcy posługiwali się bowiem skonfiskowanymi brytyjskimi materiałami wybuchowymi.


Wróćmy do nieudanej próby strącenia samolotu. Dwa tygodnie później inny członek tej samej grupy spiskowców, Rudolf von Gersdorff, miał się wysadzić w powietrze podczas oprowadzania Hitlera po berlińskiej wystawie poświęconej zdobyczom z frontu wschodniego. Hitler jednak niespodziewanie skrócił swoją wizytę i do zamachu nie doszło. Czy von Gersdorff był jedynym potencjalnym zamachowcem samobójcą?

Na pewno był pierwszym, który podjął się takiego zadania. Moim zdaniem również Clausa von Stauffenberga można zaliczyć do tej kategorii, ponieważ zdawał on sobie sprawę, że jego misja może się okazać samobójcza. Kolejnym przykładem jest Eberhard von Breitenbuch, który miał wejść na spotkanie z Hitlerem w willi Berghof w Berchtesgaden z przemyconym pistoletem. W jego trakcie zamierzał po prostu wyciągnąć broń i strzelić do Hitlera. To oczywiście też byłaby misja samobójcza. Z kolei Axel von dem Bussche zamierzał odbezpieczyć granat, złapać mocno Hitlera i wylecieć razem z nim w powietrze. Ale ten zamach również – przedziwnym zbiegiem okoliczności – nie doszedł do skutku.

W ten sposób dochodzimy do najbardziej znanego zamachu, przeprowadzonego 20 lipca 1944 r. Wtedy życie niemieckiemu zbrodniarzowi uratował masywny stół oraz to, że jeden z oficerów przestawił aktówkę z bombą za grubą podporę stołu. Jak się zachował Hitler, gdy dowiedział się o ogromnym zasięgu organizacji spiskowej? Po zamachu rozstrzelano przecież 5 tys. osób.

Hitler był wściekły, ale w tamtym okresie już generalnie cały czas chodził rozwścieczony. Ustalenia służb tylko potwierdzały jego domysły, że niemieccy oficerowie nigdy nie zostali odpowiednio zindoktrynowani, jeżeli chodzi o przekonania nazistowskie. Po 20 lipca w Niemczech upuszczono dużo krwi i eliminowano wszystkich, którzy w jakimkolwiek charakterze związani byli z ruchem oporu. Wielu członków niemieckiej arystokracji zostało wtedy zlikwidowanych, ponieważ Hitler uważał ich za wyjątkowo podejrzanych.

Co się mogło zmienić w Niemczech, gdyby 20 lipca bomba wybuchła tam, gdzie ją pierwotnie podłożył Stauffenberg?

Wielokrotnie zadawałem sobie to pytanie. Również w tamtym okresie temat ten zajmował bardzo wiele osób. Pojawiały się m.in. nieuprawnione – moim zdaniem – sugestie, jakoby wojna mogła zostać od razu przerwana i Niemcy mogły zostać uratowane. W 1944 r. istniały dwa możliwe scenariusze. W pierwszym Stauffenberg zabija znienawidzonego dyktatora, ale jego dalszy spisek się nie powodzi. Hitler mógł zostać w takim przypadku zastąpiony triumwiratem Himmler-Goebbels-Bormann, a SS byłoby główną siłą sprawczą w III Rzeszy. To chyba nie jest najszczęśliwszy wariant, prawda? Drugi scenariusz zakłada, że Hitler ginie, a spiskowcom, którzy go zabili, udaje się przejąć władzę. Tylko że nie mamy absolutnie żadnej pewności, iż wstrzymaliby oni od razu walkę na wszystkich frontach.

Czytaj także:
Walter Schellenberg - szef wywiadu SS wyszedł z więzienia dzięki Amerykanom

Pewnie wiele osób czuje sympatię do Stauffenberga. Ale on przecież nienawidził Słowian.

To prawda. Nie można Stauffenbergowi odmawiać heroizmu, ale nie można przy tym zakładać, że był on po naszej stronie, bo to po prostu nieprawda! Stauffenberg był niemieckim nacjonalistą. Nienawidził nazistów za zrujnowanie kraju i za ludobójstwo Żydów, tylko że zanim do tego doszło, jeszcze w latach 1939 i 1940 upajał się nazistowskimi sukcesami. Rozsadzała go duma z tego, że Niemcy pokonały Polskę i Francję. Sam fakt, że 20 lipca 1944 r. zrobił coś, co pochwalamy, nie oznacza, że był naszym sojusznikiem. W zasadzie jeżeli chodzi o mentalność, to Stauffenbergowi jest znacznie bliżej do Hitlera niż do nas – czyli ówczesnych Polaków i Brytyjczyków. Nie wolno o tym zapominać.

O ile trudniej było się zbliżyć spiskowcom do Hitlera po tym najbardziej znanym zamachu?

Już po ataku Georga Elsera w 1939 r. doszło do ogromnej reorganizacji ochrony przywódcy III Rzeszy. Przedtem jego ochrona była raczej niedbale zorganizowana. Po zamachu Stauffenberga doszło do kolejnej wielkiej zmiany. Podwojono stan osobowy ochrony, trasy przejazdów były jeszcze lepiej zabezpieczone. W tym okresie Hitler jest już w zasadzie odizolowany od świata – nie przemawia do tłumów, praktycznie nie widuje się go w miejscach publicznych. Publiczną twarzą hitlerowskiego reżimu staje się Goebbels.

W którym momencie w głowie tego szaleńca zrodził się pomysł, że jest niepokonany?

Na głos powiedział to po nieudanym wybuchu bomby Stauffenberga. Stwierdził wtedy, że jest niepokonany i nieśmiertelny. Ale już po tym, jak Elser chciał go zabić, po raz pierwszy zakiełkowała w jego głowie myśl, że został wybrany przez opatrzność, by przewodzić Niemcom w marszu ku wielkości.

Ale chyba to, że Hitler dożył końca wojny, nie wynikało tylko z jego szczęścia. Jego nieregularny kalendarz stanowił swego rodzaju tarczę.

Rzeczywiście, ale to nie było celowe. Wychodziło mu to przypadkiem, ponieważ prowadził bardzo nieregularny tryb życia. Nigdy nie było pewności, co mu przyjdzie do głowy, dlatego tak ciężko było go wyeliminować. Przedwczesne wyjście z piwnicy, w której Georg Elser umieścił bombę zegarową, wynikło zaś ze splotu okoliczności – nieoczekiwanej zmiany pogody.

Gdzie Hitler czuł się najbezpieczniej?

Wilczego Szańca wprawdzie generalnie nie lubił, ale czuł się tam na pewno bardzo bezpiecznie z uwagi na ogromne środki bezpieczeństwa, które widać tam było na każdym kroku.

A jeżeli chodzi o środki transportu? Bardzo często podróżował swoim pancernym pociągiem „Amerika”.

Tak, ale równie często latał samolotem. W tamtym czasie pociąg był standardowym środkiem lokomocji dla przywódców państw. Podróże lotnicze wciąż jeszcze uważano raczej za ryzykowne. Gdy Chamberlain przyleciał na spotkanie z Hitlerem w 1938 r., była to dla niego pierwsza podróż lotnicza w życiu! I tak samo było z większością ówczesnych polityków, którzy generalnie unikali samolotów. Dla Hitlera ten środek transportu wydawał się jednak bardzo nowoczesny i dodawał mu – w jego mniemaniu – blasku.


Ale Hitler znany jest przecież również ze swojego zauroczenia autami – szczególnie kabrioletami – które nie były przecież najbezpieczniejsze.

To prawda, uwielbiał samochody. Na początku swojej drogi politycznej rzeczywiście często podróżował w ten sposób, twierdząc, że ważniejsze od bezpieczeństwa jest dla niego to, żeby ludzie mogli go zobaczyć z bliska. Pod koniec swojej „kariery” nie wsiadał już jednak do kabrioletów.

Oprócz niemieckich oficerów na Hitlera polowali też oczywiście Brytyjczycy. Jak bardzo realistyczna była operacja „Foxley”, przygotowywana przez SOE (Special Operations Executive, czyli Kierownictwo Operacji Specjalnych)?

Ta operacja była bardzo dobrze zaplanowana. Zdumiewająca jest dokładność danych wywiadowczych zgromadzonych na potrzeby operacji „Foxley”, jeżeli chodzi o najbliższe otoczenie Hitlera. Brytyjczycy dysponowali planami zabicia Hitlera, ale gdy już miało dojść do podjęcia decyzji, to zawsze pojawiała się obawa, że mogłoby to ustanowić precedens i Niemcy mogliby próbować zabić Churchilla. Poza tym generalnie takie działanie było w brytyjskiej świadomości nie do pomyślenia. Nie uważano bowiem skrytobójstwa za element działań wojennych. Nic się w tej kwestii nie zmieniło aż do końca wojny.

Ale mimo wszystko SOE stworzyło plan operacji „Foxley”. Jak zamierzano zabić Hitlera?

Między innymi planowano zrzucić kilkuosobową drużynę snajperów w okolicach Berchtesgaden. Mieli oni następnie znaleźć dogodne pozycje w pobliżu willi Berghof i czekać na odpowiednią chwilę, żeby oddać strzał do Hitlera. To było bardzo realistyczne, ponieważ w Berchtesgaden Hitler czuł się swobodnie i wychodził na spacery, co przecież nie zdarzało się już w środku wojny ani w Berlinie, ani w Wilczym Szańcu.

Czytaj także:
Bohaterowie: Kazimierz Leski „Bradl” - „Polski James Bond”

Dużo wcześniej powstał plan brytyjskiego attaché wojskowego w Berlinie Franka Noela Mason-MacFarlane’a. Nie miał on żadnych oporów natury moralnej i zgłosił się na ochotnika z planem zastrzelenia Hitlera z karabinu snajperskiego.

Tak, attaché meldował, że może tego dokonać z okna swojego biura. Ten plan powstał w kwietniu 1939 r., pół roku przed wybuchem wojny. Zasugerował takie rozwiązanie swoim przełożonym, ale Londyn był przerażony tą propozycją. Minister spraw zagranicznych odpowiedział mu, że relacje z III Rzeszą nie są, na razie, aż tak złe, żeby uciekać się do „gangsterskich chwytów”. Minister potraktował plan attaché jako absolutnie oburzającą sugestię. To jeszcze raz pokazuje, jak bardzo trudno było Brytyjczykom pogodzić się z myślą o zabójstwie głowy innego państwa.

Oczywiście podobnych rozterek nie mieli Sowieci. Jak wyglądały ich plany?

To prawda. Sowieci starali się np. w 1943 r. zinfiltrować kwaterę Hitlera koło Winnicy na Ukrainie, co jednak się nie powiodło. Z kolei na Zaporożu, również w 1943 r., Sowieci ostrzelali samolot, którym leciał Hitler. Ale był to najprawdopodobniej czysty przypadek, a nie celowy zamach. Jeszcze w tym samym roku Stalin zorientował się jednak, że – choć bardzo chciałby zobaczyć swojego przeciwnika zamordowanego – nasilające się ingerowanie Hitlera w sprawy wojskowe wychodzi Sowietom na zdrowie. Od tego momentu żywy Hitler był dla nich wart więcej i dlatego wycofano się z wszelkich planów zamachu.

Jeżeli zaś chodzi o polskie próby zabicia znienawidzonego austriackiego kaprala, to chyba wszyscy słyszeli o próbie zdetonowania ogromnych ładunków wybuchowych na trasie przejazdu Hitlera po Warszawie w październiku 1939 r. Wtedy jeden z polskich żołnierzy się zawahał, co uratowało przywódcę III Rzeszy. Ale potem był też atak na pewien bardzo specjalny pociąg...

Tak, w 1942 r. polskie podziemie dostało informację na temat tego, w którym miejscu będzie przejeżdżał pociąg Hitlera relacji Wilczy Szaniec-Berlin. Polacy odpalili bomby i wykoleili pociąg, ale okazało się, że trafili nie ten skład, co trzeba. Znów nie udało się dopaść Hitlera...

Kto był ostatnim potencjalnym zabójcą Hitlera?

Albert Speer, choć wiele osób uważa, że wymyślił on całą historię o przygotowywaniu zamachu, żeby po wojnie lepiej wyglądać w oczach aliantów. Generalnie jest to możliwe, ponieważ człowiek ten jest bardzo ambiwalentną postacią. Jego wspomnienia to jedno wielkie, ciągnące się przez 700 stron usprawiedliwianie się. Kiedy jednak zacząłem badać jego wersję o zamachu, miałem wrażenie, że coś w tym może być... Speer rzeczywiście niepokoił się sytuacją Niemiec pod koniec wojny. Wydaje mi się, że w tym, iż Speer rzeczywiście w lutym 1945 r. planował zamordowanie Hitlera, może być ziarno prawdy. Podobno zamierzał on wpuścić trujący gaz do systemu wentylacyjnego bunkra Hitlera. Na początku 1945 r. rozmawiał na ten temat z wieloma specjalistami w dziedzinie wojny chemicznej. Dlaczego więc tak ryzykował, skoro te rozmowy mogły łatwo doprowadzić do jego aresztowania...?

Można w ogóle porównać to, w jaki sposób chroniono Hitlera i Churchilla?

Nie. Zacznijmy od tego, że Hitlera ochraniało kilka organizacji: SS, SD czy Führerbegleitbataillon. Często rywalizowały one ze sobą, jeżeli chodzi o zapewnianie mu ochrony, co jest sytuacją absurdalną. Przywódcę III Rzeszy chroniły prawdziwe legiony. Z kolei Churchill miał... jednego ochroniarza.

W przypadku Hitlera prób zamachu było kilkadziesiąt, ale na Stalina nikt nie podniósł ręki.

Hitler poszedł na wojnę praktycznie z całym światem, co znacznie zwiększało liczbę osób, które chciały go wyeliminować. Stalin nie popełnił tego błędu, co zredukowało liczbę potencjalnych zamachowców. W ZSRS nie można było liczyć na pojawienie się odpowiedników von Stauffenberga lub von Tresckowa, ponieważ ktokolwiek przetrwał czystki z lat 30., był po prostu... przerażony. A strach to niezwykle potężny mechanizm kontroli ludzkich zachowań.

Roger Moorhouse jest brytyjskim historykiem, specjalizuje się w historii III Rzeszy. W 2006 r. ukazała się jego książka „Polowanie na Hitlera. Historia zamachów na wodza III Rzeszy”. W 2011 r. do księgarń trafiła jego ostatnia publikacja „Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 1/2013
Artykuł został opublikowany w 1/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 4
  • Szacki IP
    Szkoda, że poza Niemcami nikt nie miał ochoty zapolować na Stalina. Jego śmierć byłaby bardziej pożądana, bo Hitler i tak był skazany na porażkę.
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 1

    Czytaj także