Józef Piłsudski vs. Matka Boska

Józef Piłsudski vs. Matka Boska

Piłsudski ze sztabem, wiosna 1920 r.
Piłsudski ze sztabem, wiosna 1920 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 10
Wiem, że w dzisiejszych zlaicyzowanych czasach trudno to pojąć, ale w istocie określenie „Cud nad Wisłą” nie miało nikogo pomniejszać, raczej przeciwnie – przekonanie o szczególnej trosce Opatrzności, a zwłaszcza Matki Boskiej, Królowej Polski, o odrodzone państwo miało służyć podniesieniu rangi tego państwa i zwycięstwa, które ono odniosło.

Obchody rocznicy Bitwy Warszawskiej tak jak co roku zaktywizowały czcicieli Józefa Piłsudskiego, zdaniem których cała zasługa odzyskania niepodległości i rozgromienia bolszewików na przedpolach Warszawy powinna być przypisana wyłącznie ich idolowi. To historyczny fałsz, na dodatek wiodący do wyciągania z historii szkodliwych wniosków – wiara w genialnych mężów opatrznościowych, zamiast w republikańskie cnoty samoorganizacji i budowy mechanizmów, które podług talentów i umiejętności lokują właściwych ludzi na właściwych stanowiskach, jest objawem społecznej niedojrzałości. Dlatego zresztą właśnie krytycznie odnoszę się do przesadnego kultu Marszałka czy kogokolwiek innego, ale o tym może innym razem.

Uaktywnieni rocznicowo czciciele Piłsudskiego wznieśli między innymi, tak jak co roku, rytualne okrzyki przeciwko używaniu określenia „Cud nad Wisłą”. Twierdzili, że to endecka propaganda, mająca jakoby na celu pomniejszenie zasług ich uwielbianego wodza.

Wiem, że w dzisiejszych zlaicyzowanych czasach trudno to pojąć, ale w istocie określenie „Cud nad Wisłą” nie miało nikogo pomniejszać, raczej przeciwnie – przekonanie o szczególnej trosce Opatrzności, a zwłaszcza Matki Boskiej, Królowej Polski, o odrodzone państwo miało służyć podniesieniu rangi tego państwa i zwycięstwa, które ono odniosło.

Fakt, że jako pierwszy określenia „cud Wisły” użył publicysta endecki Stanisław Stroński. Kto by się jednak pofatygował przeczytać jego broszurę, ten zobaczy, co miało ono znaczyć. W formie, jaką potem w potocznym użyciu określenie to przybrało, była zresztą ta fraza kalką funkcjonującego już od paru lat francuskiego„Cudu nad Marną”, którego nikt nad Sekwaną nie uważał za poniżanie Joffre’a czy odbieranie mu zasług.

W istocie określenie „Cud nad Wisłą” upowszechniła nie tyle endecja, ile Kościół katolicki. To właśnie pod wpływem jego hierarchów przyjęło się uważać za dzień przesilenia bitwy 15 sierpnia – co, ściśle rzecz biorąc, prawdzie nie odpowiada – ale utożsamienie zwycięstwa ze świętem patronki Polski przydawało mu symbolicznej mocy. Podkreślenie roli sił nadprzyrodzonych, podobnie jak legenda o bohaterskiej śmierci ks. Skorupki, było elementem budowania w narodzie poczucia siły i wyjątkowości – skutecznego, skoro nawet nieprzesadnie religijny przybysz ze zateizowanej Francji, gen. Weygand, zawarł w swej relacji słowa: „Cud, powiedziano. Cud, czy to znaczy zdarzenie, w którym objawiła się ręka Opatrzności? Nie ja będę temu przeczył, bo podziwiałem, w owym sierpniowym 1920 r., z jaką żarliwością naród polski padał na kolana w kościołach i szedł w procesjach Warszawy”.

Dla dzisiejszego palikociarza twierdzenie: „Żeby umniejszyć rolę Piłsudskiego, endecy przypisywali zwycięstwo Matce Boskiej” brzmi zapewne przekonująco – sama wiara w Matkę Boską, a już zwłaszcza w możliwość jakiegokolwiek wywarcia przez nią wpływu na dzieje, śmieszy go jako absurd i zabobon. Jednak dla ludzi tamtych czasów nie było w tym niczego pomniejszającego rolę śmiertelników uczestniczących w zmaganiach, niczego deprecjonującego. Przeciwnie – skoro sama Matka Boska stanęła po ich stronie, trudno o lepsze docenienie słuszności ich sprawy i bohaterstwa. Polacy z czasów zarania niepodległości byli w większości wierzącymi katolikami. Byli też wychowani na „Potopie” i kluczowym w nim opisie obrony Częstochowy, wziętym przez pisarza wprost z pamiętników ks. Kordeckiego – obrony, w której przecież sam bohaterski Kmicic „wszystkie zasługi bez wyjątku Przenajświętszej Panience i jej cudom przypisywał”.

Zła prasa określenia „Cud nad Wisłą” to raczej przejaw przewrażliwienia piłsudczyków. Idol prawicy III RP i jego legioniści byli przeważnie mniej religijni od ogółu Polaków, a co ważniejsze – mieli poczucie słabej legitymizacji swoich rządów, opartych na przemocy i fałszerstwach wyborczych. Właśnie dla tej legitymizacji zwalczali zajadle wszystkie prawdziwe i urojone przejawy uchybiania geniuszowi ich wodza i protektora. Nawet Matka Boska musiała ustąpić mu pierwszeństwa.

Czytaj także:
Choroba legionistów

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 9/2014
Artykuł został opublikowany w 9/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 10
  • RAJMUND IP
    Rzeczywiście to  był cud . Polacy zjednoczeni , żarliwie modlący się odnieśli zwycięstwo , taki sam cud miał miejsce w  sierpniu 80 r . Opatrzność ponownie dała nam - męża opatrznościowego . A  klęska 39  była " zapłatą " za  SPRZENIEWIERZENIE " cnót chrześcijańskich i  prawdziwej miłości Ojczyzny , OPARTEJ NA JEDNOŚCI I  BRATERSTWIE WSZYSTKICH KLAS " . Niewolnictwo -  pańszczyzna była podstawą istnienia II RP .
    Dodaj odpowiedź 2 7
      Odpowiedzi: 0
    • Jechwoparch IP
      Ta sama matka boska 20 lat później chciała iść dalej i wspólnie ze swym synem Adolfem napadła na ZSRR jednak jej nie wyszło bo za Stalinem stał lucyfer i dopiero w 1980 doczepila się do Bolka i pokonali komunę
      Dodaj odpowiedź 7 11
        Odpowiedzi: 0
      • Łuska IP
        Nowe sensacyjne badania dowodzą niezbicie, że prawdziwym autorem sukcesu militarnego był nieznany endek, który w swojej ziemiance opracował plan ofensywy oraz rewolucyjna taktykę
        twiitkriegu oraz felietonów dywanowych.
        Pozdrawiam!
        Dodaj odpowiedź 7 13
          Odpowiedzi: 0
        • Ignis IP
          W istocie był to cud. Pan Bóg działa bardzo często poprzez ludzi. To że w bitwie brało udział wielu dzielnych oficerów i żołnierzy, wspieranych przez niemal cały naród nie oznacza braku Boskiej interwencji.
          Działanie Pana Boga w tej materii było już zapowiedziane i udokumentowane kilkadziesiąt lat przez 1920 r. za sprawą Wandy Malczewskiej (krewnej słynnego malarza), która w jednym z objawień miała przekazane od Najświętszej Maryi Panny słowa zapowiadające zwycięstwo nad bolszewikami w 1920 r.

          W dzień Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w 1873 r. po nieszporach pozostała Wanda przed ołtarzem Matki Boskiej. Wtedy to przemówiła do niej Królowa Polski: "Uroczystość dzisiejsza niezadługo stanie się świętem waszym narodowym, bo w tym dniu odniesiecie zwycięstwo świetne nad wrogami, dążącymi do waszej zagłady. To święto powinniście obchodzić ze szczególniejszą okazałością. Moją stolicę na Jasnej Górze powinniście otaczać szczególniejszą opieką i przypominać sobie dobrodziejstwa, jakie od Boga za moją przyczyną odebraliście i jeszcze odbierać będziecie, jeżeli się wierze św. katolickiej i cnotom chrześcijańskim i prawdziwej miłości Ojczyzny, opartej na jedności i braterstwie wszystkich klas nie sprzeniewierzycie."
          http://archidiecezja.lodz.pl/WandaMalczewska/?p=cytaty

          Poczytajcie słowa Pana Jezusa i Matki Bożej.

          Nie śmiejcie się z tego, Pan Bóg zawsze czuwa nad ludźmi oddającymi Mu cześć i kochającym Go.
          Wielu ludzi całą historię przypisuje wyłącznie działaniom człowieka, wszystkie te zmiany, bitwy, wojny, rozwój cywilizacji łacińskiej - to nie tylko działanie człowieka, ale Pana Boga. Bez Niego nie byłoby tylu zwycięstw polskich na przestrzeni dziejów, nie byłoby wolnej Polski w XX w.
          Dodaj odpowiedź 13 4
            Odpowiedzi: 0
          • Marian IP
            Ja zawsze uważałem, że określenie "cud nad Wisłą" umniejsza ogólnie wszystkim walczącym żołnierzom, a jeśli będziemy swoje największe zwycięstwa przypisywać wstawiennictwu sił wyższych, to zachodzi pytanie, co się stało 20 lat później? Czy to modlitwa była niezbyt żarliwa, czy to przewaga wroga była zbyt wielka nawet dla sił wyższych, które podobno stają po stronie silniejszych batalionów?
            Dodaj odpowiedź 13 9
              Odpowiedzi: 2
            • Szacki IP
              Żadnego cudu nad Wisłą nie było. Bitwa warszawska, a co za tym idzie wojna z bolszewikami zakończyła się zwycięstwem, ponieważ po raz pierwszy od przeszło 150 lat Polacy na chwilę się zjednoczyli. Ta wiktoria była owocem solidarnego i wspólnego wysiłku całego społeczeństwa polskiego, dzięki któremu żołnierz miał się w co ubrać, miał co jeść, no i co równie istotne, miał czym walczyć, a to w dziejach oręża polskiego stanowiło novum. Nigdy wcześniej, ani niestety później Polacy nie trzymali się razem tak mocno jak w decydujących momentach wojny z bolszewikami, która była walką na śmierć i życie. Od niej zależało praktycznie wszystko. Dotarło to do wiecznie warczących na siebie Polaków i odnieśliśmy sukces. Należy się z tego powodu cieszyć, bo gdyby nie to zwycięstwo, to dziś Polska byłaby europejską Mongolią, i nie tylko Polska, bo Stary Kontynent mógłby zostać sprowadzony do poziomu Afryki czy Azji. Także nie ma co dywagować. Wygraliśmy i koniec, a opowiastki o cudach można swobodnie włożyć między bajki. Swoją drogą uważałem redaktora Ziemkiewicza za całkiem niezłego i trafnego w swych uwagach myśliciela, ale widzę, że on coraz bardziej staje się zacietrzewionym antypiłsudczykiem.
              Dodaj odpowiedź 13 12
                Odpowiedzi: 1

              Czytaj także