Tajny zabójca, który zamordował Banderę

Tajny zabójca, który zamordował Banderę

Bogdan Staszyński
Bogdan Staszyński
Dodano
Służba Wywiadu Zewnętrznego Ukrainy odtajniła akta jednego z najbardziej tajemniczych agentów KGB Bogdana Staszyńskiego, który w 1959 r. w Monachium zabił Stepana Banderę.

W dniu 21 kwietnia 1950 r. do młodzieńca, który czekał na pociąg na peronie stacji Lwów-Podzamcze, podszedł milicjant i poprosił go o okazanie dokumentów. Zaglądnął do paszportu i nakazał: „Pójdziecie z nami!”. Weszli więc do niewielkiego pomieszczenia na stacji i skręcili do pokoju z tablicą „Milicja”. Tam czekał na nich smutny pan z o wiele groźniejszej służby – kapitan sowieckiej bezpieki państwowej Sitnikowski.

Upewniwszy się, że przed nim stoi rzeczywiście Bogdan Nikołajewicz Staszyński, 19-letni student Wydziału Fizyczno-Matematycznego Lwowskiego Instytutu Pedagogicznego, kapitan przeszedł do sedna sprawy. Powiedział, że „organy” są poinformowane o powiązaniach Staszyńskiego z oddziałem OUN we wsi Barszczowice, skąd pochodził i gdzie regularnie jeździł, by odwiedzić rodziców. „Na przesłuchaniu Staszyński zeznał – napisał w raporcie kpt. Sitnikowski – że rzeczywiście był związany z grupą uczestników OUN i razem z nimi szerzył antyradzieckie ulotki, przeprowadzał zbiórkę pieniędzy dla bandytów-nielegałów”.

Studenta postawiono przed wyborem: albo wyjdzie stąd w kajdankach i wyruszy na 25 lat do gułagu, a rodzice będą zesłani na Sybir, albo zacznie współpracować z bezpieką państwową. Młody chłopak, przerażony perspektywą łagrów, wybrał to drugie. „Na podstawie demaskujących go materiałów i jego osobistych zeznań Staszyński został zwerbowany jako agent i skierowany do rozpracowania podziemia OUN. Chętnie dał się zwerbować i dostał przydomek »Oleg«”.

Bez sprawdzania

„Organy” nieprzypadkowo zainteresowały się studentem – jego siostra Maria Staszyńska była łączniczką i narzeczoną „Karmeluka” (przydomek Iwana Łaby), kierownika oddziału OUN, który działał w Barszczowicach. Plan polegał na tym, żeby wprowadzić tam „Olega”. Staszyński znał „Karmeluka” od 1948 r. OUN-owiec jeszcze wtedy zainteresował się bratem swojej ukochanej, przeprowadzał z nim rozmowy polityczne i przyzwyczajał go do myśli, że wcześniej czy później dołączy do banderowskiego oddziału.

Staszyński zaczął coraz częściej odwiedzać rodzinną wieś, spotykać się z „Karmelukiem”. Równolegle we Lwowie odbywał specjalne szkolenia. W marcu 1951 r. opuścił instytut, przyjechał do Barszczowic do Marii i ogłosił, że „organy” go nękają, chcą aresztować i że musi pójść do podziemia. Siostra zgodnie z oczekiwaniami opowiedziała o wszystkim „Karmelukowi”. Tamten osobiście w nocy przyszedł po Bogdana. Przyjął go do oddziału bez sprawdzania i bez uzgodnienia z kierownictwem.

Staszyński przebywał w oddziale partyzanckim trzy miesiące. Przekazywał „organom” informacje o jego zmieniającej się lokalizacji. Razem z partyzantami schodził do wsi z gór po nocach kilka razy w tygodniu. 14 czerwca, gdy goście z gór pojawili się u Marii, Bogdan dał sygnał latarką – czerwone, a potem zielone. Jednak grupa operacyjna utworzona przez bezpiekę państwową zamiast schwytać OUN-owców żywcem, od razu otworzyła ogień i wszystkich, włącznie z „Karmelukiem”, zabito. Przez nieuwagę omal nie trafiono również samego Staszyńskiego. Udało mu się uciec.

Po upływie 10 lat Staszyński, ryzykując życie, uciekł ze Związku Sowieckiego i dobrowolnie oddał się w ręce niemieckiego wymiaru sprawiedliwości. Wówczas negował, że za swoje „czyny bohaterskie” otrzymywał wynagrodzenie pieniężne. Jednak tajemnice, o których milczą ludzie, zachowują dokumenty płatnicze. Już następnego dnia po akcji, w której zginął „Karmeluk”, agent „Oleg” we Lwowie dostał wypłatę 3,2 tys. rubli. Średnie miesięczne wynagrodzeniew ZSRS wynosiło wówczas 661 rubli. Przygotowanie do operacji w Barszczowicach Bogdan również przeprowadzał nie bezinteresownie i nie tylko pod wpływem szantażu – za wiadomości, na podstawie których aresztowano sześciu OUN-owców, wypłacano mu po 200–600 rubli.

Miesiąc później do Staszyńskiego przyjechała jego druga siostra Iryn. Bezpieka państwowa wystawiła w Barszczowicach zwłoki zabitych OUN-owców. I wszyscy zobaczyli, że przeżył tylko Bogdan. Siostra powiedziała, żeby więcej nie przyjeżdżał do domu. Rodzina uważa go za zdrajcę i nie chciała go znać.

W lipcu 1951 r. Staszyńskiego wcielono do grupy agenturalno-bojowej „Tajfun”. Miał brać udział w tajnych akcjach „w charakterze agenta specjalnego z wypłatą utrzymania pieniężnego w wymiarze 900 rubli miesięcznie”. Po upływie półtora roku agenta „Olega” przeniesiono do Kijowa „dla wykonania zadań specjalnych”. Co właściwie tam robił, można tylko się domyślić. Dokument księgowy zawiera skąpe wiadomości: za wykonanie zadania w sprawie agenturalnej „Barłóg” – 200 rubli, potem 400, za likwidację „Wasylka” – 300 rubli, za wykonanie zadania w sprawie agenturalnej „Przybylcy” – 160 rubli, potem 200, potem 140.

W ciągu roku agent bojownik zaprezentował się z najlepszej strony. 31 grudnia 1952 r. ppłk Burłaczenko zameldował więc w Moskwie I Głównemu Zarządowi Wywiadowczemu o tym, że „przygotowuje się do wykorzystania w pracy zagranicznej agenta »Olega« – Staszyńskiego Bogdana Nikołajewicza”.

Czego uczą agentów

Nowa działalność to i nowy przydomek agencyjny: „Olega” przemianowano na „Tarasa”. Wydano mu dokumenty na imię Moroza Grigorija Antonowicza. Wynajął pokój w mieszkaniu komunalnym. Gospodyni powiedział, że studiuje w Kijowskim Instytucie Pedagogicznym. W rzeczywistości uczęszczał zupełnie na inne zajęcia. „Organy” zdecydowały wysłać go do Niemiec Zachodnich – „dla wykonaniu naszych zadań”. Będzie działał jako „Niemiec, który dłuższy czas mieszkał w Polsce. Krajami pośrednimi dla jego przygotowania i dokumentacji mogą być Polska i NRD”.

Czytaj także:
Ludobójstwo na Wołyniu

Staszyński nieźle znał język polski, gdyż urodził się niedaleko Lwowa w 1931 r. Natomiast niemieckiego musiał nauczyć się od zera. Ustalono plan działań: biorąc pod uwagę znajomość przez agenta „języka polskiego, warto skierować go do Polski z zadaniem urządzenia życia osobistego i odpowiedniego przygotowania zgodnie z naszą linią. Wyprowadzenie agenta za granicę w tym przypadku można zrealizować nie wcześniej niż za rok”. Wybrano dla „Tarasa” nazwisko niemieckie – Schwarz. Potem miało się ono zmienić, ale na razie Staszyński przygotowywał się, by grać rolę Ericha Johanna Shwarza.

Przedmioty, których się uczył agent, zostały podzielone na dwa bloki. Blok „A” – „Przygotowanie polityczne” – zawierał „Samodzielne studium Krótkiego kursu historii Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików)” oraz „Informacji Politycznej na tematy współczesnego i wewnętrznego stanowiska”.

W bloku „B” – „Przygotowanie specjalne” – było więcej przedmiotów: „Moralne oblicze radzieckiego wywiadowcy za granicą”, „Konspiracja jako podstawowy środek obrony przeciwko organom kontrwywiadu przeciwnika”, „Ogólne zapoznanie się ze stanem agenturalnym w Niemczech Zachodnich”, „Fizyczne przygotowanie” (walka sambo), „Przygotowanie strzeleckie” (broń marek zagranicznych Parabellum, Walter oraz innych), „Przygotowanie zawodowe” (prowadzenie samochodu, języki polski i niemiecki, włącznie z umiejętnością: „prowadzić rozmowę z Niemcem z akcentem cudzoziemca pochodzenia polskiego”) oraz inne.

Po upływie zaledwie pięciu miesięcy, w maju 1953 r., w „Zaświadczeniu-opinii o agencie” pojawił się zapis: „Nauczanie »Tarasa« w Związku Radzieckim planujemy ukończyć w czerwcu 1953 roku i przenieść do Polski dla odbycia przygotowania specjalnego”.


Zgodnie z nową wersją będzie Franzem Johannem Müllerem. Według „legendy” urodził się w 1931 r. w Dreźnie. Ojca nie znał, a matka była Niemką. Przez nieślubne dziecko matka pokłóciła się z rodzicami i wyjechała do Polski. Zamieszkała w Łodzi. Franz w 1938 r. zaczął naukę w polskiej szkole, do której uczęszczał do stycznia 1945 r. Z nadejściem wojsk sowieckich razem z matką usiłowali ewakuować się do Niemiec. W okolicach miasta Kalisz samoloty sowieckie ostrzelały kolumnę uchodźców i matka zginęła. 14-letni sierota najął się do pracy u zamożnego polskiego rolnika, któremu jednak w 1946 r. skonfiskowano ziemię. Franz zatrudnił się przy budowie huty Nowa Huta, skończył kursy kierowców. W związku z trudną sytuacją materialną zdecydował się wrócić do Niemiec.

Bezpieka państwowa opracowała „Plan przygotowania agenta »Tarasa« w pośrednich krajach Polska i NRD”. Planowano, że Ministerstwo Publicznego Bezpieczeństwa Polski pomoże wyrobić dla „obywatela Müllera” paszport, zaświadczenie o nauce w polskiej szkole oraz inne potrzebne dokumenty. Agent zwiedzi Warszawę, Łodź i Kalisz, zatrudni się jako kierowca w hucie Nowa Huta, podszlifuje swój polski i złoży dokumenty do ambasady NRD w Polsce, by dostać zgodę na wyjazd do Niemiec Wschodnich.

Czytaj także:
Bestia na czele NKWD. Czy Beria zabił Stalina?

11 czerwca Kijów poprosił Moskwę o rozwiązanie problemu „ostatecznego wyprowadzenia do Polski naszego agenta »Tarasa« – Staszyńskiego Bogdana Nikołajewicza”. Jednak w Moskwie były ważniejsze inne sprawy – tam przygotowywana była operacja specjalna aresztowania Ławrentija Berii. 26 czerwca Beria został zatrzymany na Kremlu, następnego dnia poinformowano o tym w gazetach. W lipcu Kijów ponowił prośbę. W sierpniu znowu przypomniał: „Przygotowanie »Tarasa« w ZSRR jest przez nas zakończone i zgodnie z legendą-życiorysem należy wyprowadzić go do Polski”. Moskwa milczała.

W październiku Staszyński zapytał, jak długo jeszcze zostanie w Kijowie. Dostał odpowiedź, że do wyjazdu poza granice ZSRS jest na razie niegotowy i zorganizowano egzaminy z języka polskiego. 5 listopada Bogdan wygłosił odczyt w języku polskim poświęcony 36-leciu rewolucji październikowej. W opinii czytamy: „»Taras« przygotował i wygłosił odczyt dobrze i prawie bez uwag z wymowy ze strony wykładowcy”. 23 listopada odbył się kolejny sprawdzian. Wniosek egzaminujących: „Na podstawie podania wykładowcy »Taras« umie poprawnie budować zdania w języku polskim i mało czym się różni od mowy rdzennego Polaka”.

31 grudnia – lekcja sprawdzająca z języka polskiego. Dostał następujące zadania: „1. Dyktando z nieznanego tekstu z 600 słów, 2. Tłumaczenie z polskiego na rosyjski, 3. Lektura nieznanego tekstu z polskiej literatury pięknej, 4. Tłumaczenie z rosyjskiego na polski czołowego artykułu z gazety »Prawda« od 31 grudnia 1953 roku”. Wnioski: „Przy sprawdzaniu dyktanda ustalono, że »Taras« zrobił 8 gramatycznych i 1 składniowy błąd. Tłumaczenia z polskiego na rosyjski i na odwrót »Taras« robi swobodnie. »Taras« włada biegle językiem polskim potocznym i potrafi swobodnie rozmawiać na każdy temat”.

A decyzji z Moskwy nadal nie było.

Tylko 5 czerwca 1954 r. przewodniczący KGB ZSRS Iwan Sierow sankcjonował wyprowadzenie agenta za granicę. Zażądał jednak, by zmienić jego „życiorys”: „Uważamy, że sensownie, aby »Taras« wystąpił zgodnie z legendą Ukraińca polskiego pochodzenia, który utracił swoich rodziców w Polsce i w 1952 roku przeniósł się do NRD w celu poszukiwania krewnej matki, urodzonej w Niemczech”.

Czytaj także:
Komunistyczne imperium donosicieli. Rekordzista wydał 230 osób

Niemca Franza Müllera niezwłocznie przerobiono na Ukraińca Bronisława Kaczura, syna Mikołaja. Żadnych dzieci nieślubnych ani urodzin w Dreźnie! Teraz pojawił się na świecie w legalnym związku, w Polsce. Rodzice – Ukrainiec i Niemka. Ojciec zmarł na tyfus w 1944 r. w Polsce. Dalej – tak jak w poprzedniej wersji – śmierć matki w czasie ucieczki, Nowa Huta, ubieganie się o przesiedlenie do NRD.

Zmiany planów

9 lipca 1954 r. mjr Biełow, który opiekował się „Tarasem” w Kijowie, przekazał podopiecznego przedstawicielowi rezydentury sowieckiej w Polsce ppłk. Ostapience. Stało się to pod osłoną nocy na granicy ZSRS z Polską na odcinku drogi Mościska–Przemyśl.

I tutaj pierwszy niewypał. Ostapienko oznajmił, że rezydentura zdecydowała ograniczyć termin pobytu agenta w Polsce do trzech–czterech miesięcy. Biełow się zdziwił: „Taras” powinien zatrudnić się jako kierowca w Polsce, zdążyć się ożenić itd. Ostapienko wyjaśnił, że zatrudnić agenta raczej się nie uda ze względu na trudności z wyrobieniem potrzebnych dokumentów. Dlatego należy zmienić legendę Bronisława Kaczura. Rozstali się, poprzestając na tym, że wszystko to załatwi Moskwa.

W końcu trzeba było zmieniać nie życiorys, ale samego bohatera. Bronisława Kaczura „zlikwidowano” jako niepotrzebnego i zamiast niego wprowadzono do gry Niemca Josefa Lemanna. Osoba z takim nazwiskiem rzeczywiście mieszkała w Polsce, ale kilka lat wcześniej zmarła w więzieniu. W celu wczucia się w rolę Staszyński wyruszył do miasteczka niedaleko Warszawy, gdzie urodził się Lemann. Zwiedził miejsca, gdzie pracowali jego rodzice. Udając dziennikarza, porozmawiał z byłymi nauczycielami Josefa, jego przyjaciółmi ze szkoły, sąsiadami. Zgłębiał najmniejszy szczegół, by zachowywać się i postępować jak Lemann.

W Polsce agent przebywał nielegalnie cztery miesiące. O oficjalnym wjeździe do NRD nie było mowy. W nocy z 18 na 19 listopada 1954 r. „Tarasa” przekazano wywiadowi sowieckiemu w NRD. Następnie powinien był wyruszyć „do nielegalnej pracy do Niemiec Zachodnich z zadaniem legalizacji się tam w jednym z centrów emigracji ukraińskiej z dalszą perspektywą nawiązania łączności z nielegalną rezydenturą”.

Jednak wyszło inaczej. Staszyński legalizował się w NRD. Po otrzymaniu dowodu obywatela tego kraju Josef Lemann swobodnie przekraczał granicę z RFN i jeździł na zadania: był łącznikiem, rekrutował agentów, brał udział w zakładaniu skrytek szpiegowskich, przewoził walizy z podwójnym dnem, przekazywał pieniądze. W czasie przyjazdów do Monachium wyśledził i zabił dwóch znanych działaczy OUN – Lwa Rebeta w 1957 r. i Stepana Banderę w 1959 r.

Hamburskie czasopismo „Stern” (nr 8, 1969) poinformowało, że w 1966 r. Staszyński został potajemnie zwolniony z bawarskiego więzienia i samolotem amerykańskich wojskowych powietrznych sił wywieziony do USA. Tam prawdopodobnie zmieniono jego wygląd zewnętrzny i wystawiono mu nowe dokumenty. Tajny zabójca Kremla siedział cztery lata (z ośmiu wyznaczonych mu przez sąd w Karlsruhe). „Taras” dobrowolnie oddał siebie w ręce policji niemieckiej, by opowiedzieć o zbrodniach KGB. To wszystko, co wiadomo o jego losie.

Stanisław Calik

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2017
Artykuł został opublikowany w 7/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

O północy z piątku na sobotę (25 na 26 maja) rozpoczyna się cisza wyborcza
[Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (26 maja). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.

Czytaj także