Straszliwa cena zwycięstwa nad Hitlerem. To była największa tajemnica ZSRS

Straszliwa cena zwycięstwa nad Hitlerem. To była największa tajemnica ZSRS

Zatknięcie sowieckiej flagi na Reichstagu
Zatknięcie sowieckiej flagi na Reichstagu / Źródło: Wikimedia Commons / Fot: Jewgienij Chałdiej, Mil.ru
Dodano
Duma rosyjska ujawniła niedawno największy sekret państwowy – upubliczniła dokumenty rządowe z okresu wojny. Wynika z nich, że straty ludzkie Związku Sowieckiego w wojnie ojczyźnianej lat 1941–1945 sięgnęły apokaliptycznych rozmiarów.

Rosyjskie słowo „pobieda” (zwycięstwo) prawie dla każdego Rosjanina ma jedno znaczenie, określające najważniejszy triumf w życiu kilku ostatnich pokoleń Rosjan – zwycięstwo nad tzw. faszyzmem niemieckim w wielkiej wojnie ojczyźnianej. Gwoli sprawiedliwości odnotujmy, że Rosja w swej historii miała tylko dwie wojny ojczyźniane: przeciwko Hitlerowi i z Napoleonem. W dzisiejszej Rosji mówienie o tym, że zwycięstwo Związku Sowieckiego w II wojnie światowej było zwycięstwem pyrrusowym, większość Rosjan odbiera jako niemalże obrazę osobistą. Jak jednak można mówić o zwycięstwie, kiedy kraj został doszczętnie zrujnowany, stracił co najmniej jedną piątą swej ludności. Z poborowych powołanych do wojska w 1941 r. do domu wrócił jedynie co drugi. Zwycięstwo jeszcze bardziej wzmocniło ten nieludzki totalitarny system, zwany stalinizmem. Podobny punkt widzenia w dzisiejszej Rosji uważany jest przez oficjalne czynniki państwowe za prawie przestępstwo pospolite. Pamięć o wielkiej wojnie ma być święta i nikt nie ma prawa podważać wielkiego zwycięstwa narodu i jego przywódcy. Zwycięstwo stalinowskiego Związku Sowieckiego w II wojnie światowej stanowi dla przeważającej części społeczeństw Rosji, Białorusi i wschodniej Ukrainy źródło dumy narodowej, inspiracji i natchnienia.

Dlatego bardzo nieliczni historycy i politycy mają odwagę umniejszać „pobiedę”. Podobne głosy w Rosji Putina jednak się pojawiają i stają się coraz częstsze. Na dodatek również oficjalne czynniki państwowe niekiedy odkrywają prawdę, dotychczas skrupulatnie ukrywaną przed własnymi obywatelami. Głos tych, którzy dopatrują się w historii sowieckiego zwycięstwa śmiertelnej walki między dwoma najpotężniejszymi totalitaryzmami XX stulecia, jest nadal albo mało słyszalny, albo mocno zagłuszany przez fanfarę oficjalnej i półoficjalnej propagandy.

Przez lata rzeczywista liczba strat ludzkich w tej wojnie była jedną z najbardziej strzeżonych tajemnic w państwie sowieckim, a po jego upadku rosyjskim. Tuż po zakończeniu zwycięskiej wojny Stalin uroczyście ogłosił, że w walce z III Rzeszą zginęło 7 mln żołnierzy Armii Czerwonej. Słowa kremlowskiego władcy zabrzmiały jednak jak obłuda, a dla wielu weteranów tej wojny nawet jak obraza. Cenę zwycięstwa oni poznali doskonale. Wygrali tę wojnę straszliwym kosztem, kosztem milionów zabitych, zatrutych w komorach gazowych, spalonych żywcem, zagłodzonych na śmierć, a wódz teraz chce umniejszyć ich nieludzki wysiłek.

Trzy lata po śmierci Stalina na fali odwilży postalinowskiej Chruszczow przyznał: straty były olbrzymie – 20 mln ludzi. Breżniew po 10 latach dodał do tej liczby jeszcze 5 mln. Wreszcie Gorbaczow w okresie pieriestrojki stworzył specjalną komisję rządową do ustalenia prawdy. Tym razem grupa wybitnych historyków, wojskowych i działaczy społecznych – wydaje się – postawiła kropkę w tej historii – 27 mln ofiar. Jak się jednak okazało, niezupełnie. Na początku tego roku sprawę wzięła w swoje ręce Duma rosyjska i ujawniła największy sekret państwowy – upubliczniła dokumenty rządowe z okresu wojny. Wynika z nich, że straty ludzkie Związku Sowieckiego w wojnie ojczyźnianej lat 1941–1945 sięgnęły 41 mln 979 tys. osób. Jest to o prawie 15 mln więcej, niż sądziła komisja Gorbaczowa. Jeszcze 10 mln 833 tys. – to śmiertelność z tzw. przyczyn naturalnych wśród ludności cywilnej i wojskowych. Z tej liczby 5 mln 760 to dzieci w wieku do czterech lat. Większość tych ludzi umarła w wyniku trudnych warunków życiowych spowodowanych wojną (głód, epidemie chorób zakaźnych itp.). Działania wojenne bezpośrednio stały się przyczyną śmierci 19 mln żołnierzy i 23 mln ludności cywilnej.

Trudno w to uwierzyć, ale to są dane sowieckiego Gospłana (Centralnej Komisji planowania Związku Sowieckiego), który w ciągu wojny skrupulatnie liczył jej koszty. Był to autentyczny warunek sprawności działania sowieckiego państwa totalitarnego, które toczyło śmiertelną walkę z wyjątkowo silnym wrogiem.

Klęska 1941 r.

Zwycięstwo, odniesione kosztem przede wszystkim niesamowitej ofiarności Rosjan i przedstawicieli innych narodów ZSRS, jednocześnie doprowadziło do niesamowitego wzmocnienia totalitaryzmu stalinowskiego i rozpowszechnienia tej formy totalitaryzmu na kraje Europy Wschodniej, Południowej i Centralnej. Podważa to samo pojęcie tego zwycięstwa, podważa ogromny wysiłek ludzi sowieckich na jego rzecz.

Cena życia ludzkiego zawsze na wschodzie Europy i w Rosji była bardzo niska. Trudno wymienić konflikt wojenny z udziałem żołnierzy rosyjskich czy sowieckich w ciągu ostatnich kilku stuleci, w którym armia rosyjska odniosłaby mniejsze straty od przeciwnika. Czasem różnica w stratach osiągała skalę prawie niewiarygodną, tak jak w konflikcie z Finlandią w latach 1939–1940. Uważa się, że na jednego zabitego żołnierza fińskiego poległo co najmniej 10 żołnierzy sowieckich.

II wojna światowa dla Stalina i partii komunistycznej była kontynuacją ich polityki międzywojennej w czasie wojny. Terror był w państwie Lenina i Stalina jedną z podstawowych metod rządzenia. Społeczeństwo sowieckie jakby przyzwyczaiło się do wielkich strat ludzkich nawet w czasie tego umownego pokoju. Jedynie wielki terror lat 1937–1938 pochłonął do 1 mln ofiar. Spowodowało to niespotykane w dziejach ludzkości społeczne znieczulenie na ogrom ofiar ludzkich. Stalin i jego partia niewątpliwie ponoszą odpowiedzialność za tragedię II wojny światowej. Ich wina wyraźnie uwidoczniła się już na samym początku wojny. Przygotowania niemieckie do ataku na Związek Sowiecki nie były tajemnicą dla Kremla. 29 grudnia 1940 r., zaledwie kilka dni po podpisaniu przez Hitlera planu wojny przeciwko ZSRS (operacja „Barbarossa”), ten dokument już był znany na Kremlu. Z każdym następnym dniem w 1941 r. wywiad sowiecki dostarczał nowych informacji o przyszłym konflikcie sowiecko-niemieckim.

Rozpoczęły się gorączkowe przygotowania do wojny z Niemcami. Pierwszy konkretny plan wojny przeciwko III Rzeszy został opracowany przez Ludowy Komisariat Obrony i sztab generalny Armii Czerwonej prawie trzy miesiące przed niemiecką operacją „Barbarossa” – już 18 września 1940 r. Przewidywał on uprzedzające Niemców uderzenie i przeniesienie działań wojennych na terytorium wroga. Stalin był przekonany, że Armia Czerwona będzie w stanie natychmiast rozbić wroga, jednak pierwsze bitwy przygraniczne zaskoczyły wszystkich.

Czytaj także:
Więcej Polaków wymordowano tylko w Powstaniu Warszawskim. Ludobójczy rozkaz nr 00485

Zamiast mocnego kontruderzenia i „wyzwolenia” Europy spod jarzma niemieckich faszystów doskonale uzbrojona Armia Czerwona, mimo swej znacznej przewagi liczebnej, zaczęła ponosić jedną druzgocącą porażkę za drugą. Przez lata przyczyny tych unikatowych niepowodzeń Armii Czerwonej były skrupulatnie ukrywane i zafałszowywane. Historycy sowieccy sprawnie wykonywali zadanie partii. Jako główną przyczynę pogromu armii sowieckich w bitwach lata 1941 r. podawano brak nowoczesnej techniki wojskowej, liczebną przewagę Wehrmachtu, zaskoczenie agresją i błędne kalkulacje niektórych sowieckich dowódców wojskowych.

Dopiero w dobie pieriestrojki i po upadku ZSRS na podstawie wielu ujawnionych dokumentów archiwalnych historycy sowieccy oraz rosyjscy zaczęli powoli wyjaśniać podstawowe przyczyny tych druzgocących porażek w warunkach zdecydowanej liczebnej i technicznej przewagi Armii Czerwonej nad wrogiem. Dane o stratach wojsk sowieckich w początkowym okresie wojny są przerażające. Tylko w ciągu trzech pierwszych miesięcy wojny wojska sowieckie straciły 15,5 tys. czołgów, 66,9 tys. armat i moździerzy, ok. 10 tys. samolotów. Te liczby co najmniej trzykrotnie przewyższają uzbrojenie biorących udział w agresji na ZSRS armii niemieckich. Historyk rosyjski Mark Sołonin widzi przyczyny tego zjawiska w samej istocie reżimu stalinowskiego: „20 lat okrutnego niszczenia wszystkich norm moralności i prawa, wszystkich pojęć o honorze i godności przyniosło zatrute żniwo. W żadnym kraju, który padł ofiarą hitlerowskiej agresji, nie było tak powszechnego moralnego rozkładu, masowej dezercji, tak masowej współpracy z okupantem”. Na oczach Stalina jego „niezwyciężona”, doskonale uzbrojona armia w ciągu kilku dni, tygodni przemieniła się w bezwolną grupę uzbrojonych ludzi, dążącą jedynie do uratowania własnego życia.


Skala klęski Armii Czerwonej w pierwszych tygodniach wojny była tak ogromna, że załamał się nawet sam Stalin. Aby zapobiec całkowitej katastrofie, trzeba było zmieniać prawie wszystkie priorytety zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej polityki ZSRS. Już w pierwszych dniach wojny zaczął nabierać kształtów sojusz wojskowo-polityczny z Wielką Brytanią, jeszcze niedawno przeklętym wrogiem Związku Sowieckiego. Zmienił się wyraźnie klimat wzajemnych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Pojawiły się całkiem realne perspektywy objęcia ZSRS Lend-Lease Act, przewidującą ogromną amerykańską pomoc materialną dla wojującego przeciwko III Rzeszy kraju.

Przewaga nad Niemcami

Od pierwszego i do ostatniego dnia II wojny światowej niemiecki Wehrmacht nigdy na froncie wschodnim nie miał przewagi liczebnej. Zdecydowanie ustępował on również Armii Czerwonej pod względem ilości i dość często jakości wszystkich typów uzbrojeń. Wielkie niemieckie zwycięstwa lat 1941–1942 odniesiono głównie dzięki słabości organizacyjnej Armii Czerwonej, fatalnemu dowództwu i braku motywacji do walki u milionów żołnierzy sowieckich. Jednak z każdą nową porażką Armii Czerwonej jej przewaga nad Wehrmachtem jedynie wzrastała. Przeważająca większość obywateli sowieckich (nawet wrogo nastawionych wobec ustroju komunistycznego) przekonała się, że faszyzm niemiecki stanowi dla nich o wiele gorsze zagrożenie niż stalinizm. Wojna z Niemcami dla przeważającej części społeczeństwa sowieckiego rzeczywiście przekształciła się w wojnę ojczyźnianą.

Fakt ten ilustruje epizod z książki Wasilija Grossmana, sowieckiego dziennikarza wojennego. Opisuje on, jak w najtrudniejszym momencie bitwy stalingradzkiej, kiedy na przełomie października i listopada 1942 r. wydawało się, że doborowe niemieckie jednostki wreszcie zepchną sowieckich obrońców miasta Stalina do Wołgi, ogromną rolę w podtrzymaniu ducha sowieckich żołnierzy odgrywała pieśń „Wstawaj strana ogromnaja, wstawaj na smiertnyj boj…”, ten swoisty hymn świętej wojny z Niemcami, który wybrzmiewał prawie non stop z supermocnych głośników z przeciwległego brzegu Wołgi i był doskonale słyszany przez wszystkich uczestników walki. Dla sowieckich obrońców ta pieśń brzmiała jak modlitwa.

Tak drastyczne odwrócenie ról na froncie wschodnim tylko na pozór wygląda paradoksalnie. Stalin jeszcze w okresie przedwojennym zdołał zbudować potężny przemysł wojenny, który mimo porażek Armii Czerwonej na froncie i mimo utraty znacznej części terytorium kraju wyprzedzał niemiecki w produkcji wszystkich – poza niektórymi wyjątkami – typów uzbrojeń. W roku 1943 ta przewaga już była wyraźnie przytłaczająca (z wyjątkiem nowych okrętów wojennych). Amerykańskie i częściowo angielskie dostawy sprzętu wojskowego i materiałów strategicznych w ramach polityki Lend-Lease dopełniały obraz miażdżącej przewagi sowieckiej w uzbrojeniu.

Przewaga sowieckiego systemu totalitarnego nad niemieckim narodowosocjalistycznym najbardziej uwidoczniła się w zdolności mobilizacji wszystkich zasobów kraju na potrzeby wojny. W roku 1943 Związek Sowiecki wyprodukował ponad czterokrotnie mniej żelaza i stali od III Rzeszy, a jednak produkcja czołgów w tym okresie wojny była u Stalina 2,5 razy większa od niemieckiej, samolotów 1,4 razy większa, artylerii dwukrotnie większa, a produkcja moździerzy trzykrotnie większa od niemieckiej. Z jednej wyprodukowanej w kraju tony metalu przemysł sowiecki wytwarzał prawie ośmiokrotnie więcej uzbrojenia i materiałów wojskowego przeznaczenia niż przemysł niemiecki. Świadczyło to o wyjątkowej mobilizacji kraju, jego przemysłu. Ogłoszona przez Hitlera na początku 1943 r. wojna totalna pod tym względem pozostawała w dużej mierze hasłem propagandowym. Prawdziwą wojnę totalną prowadził już od samego początku wojny Stalin, Hitler dopiero po Stalingradzie został zmuszony ogłosić mobilizację totalną wszystkich sił i środków.

Czytaj także:
Bestia na czele NKWD. Czy Beria zabił Stalina?

Obraz dopełniają o wiele większe od niemieckich sowieckie możliwości mobilizacyjne zasobów ludzkich, które cały czas wzrastały. Nacierające jednostki Armii Czerwonej specjalnym rozkazem sztabu generalnego otrzymały możliwość przeprowadzania mobilizacji wśród ludności wyzwalanych terenów od razu po wyzwoleniu. To wszystko razem wzięte oraz istotna pomoc sojuszników zachodnich pozwoliły odbudować potencjał wojskowy Armii Czerwonej po klęskach lat 1941 i 1942. Od 1943 r. przewaga militarna i strategiczna ZSRS już tylko wzrastała.

Stosunek strat

Jak twierdzą niektórzy, „zasypanie przeciwnika ciałami własnych zabitych żołnierzy” stanowiło sposób na prowadzenie wojny przez Związek Sowiecki. Straty Armii Czerwonej na polach bitewnych II wojny światowej wielokrotnie przewyższały straty armii niemieckiej. Według obliczeń badacza rosyjskiego Borysa Sokołowa w 1941 r. straty Armii Czerwonej wobec strat Wehrmachtu układały się w stosunku 18 do 1, w 1942 – 13,7 do 1, w 1943 – 10,4 do 1, w 1944 – 5,8 do 1, a w 1945 r. – 4,6 do 1.

Nieco inne proporcje pod tym względem podaje Mark Sołonin. Według niego w czasie zwycięskiej dla Stalina bitwy pod Moskwą stosunek strat sowieckich wobec niemieckich to 5,35 do 1, w czasie wielkiej ofensywy sowieckiej na Ukrainie (druga połowa 1943 r.) 3,4 do 1, w drugiej połowie 1944 r. (operacja „Bagration”, ofensywa na zachodniej Ukrainie i w Mołdawii) 2,5 do 1.

Mistrzem w osiągnięciu zwycięstw bez względu na straty był czołowy marszałek sowiecki, zastępca Stalina jako głównodowodzącego Armii Czerwonej, Gieorgij Żukow, którego zwykli żołnierze nazywali „generał śmierć”. Jego przybycie na ten czy inny odcinek frontu dla zwykłych żołnierzy oznaczało, że wkrótce będzie natarcie okupione ich krwią. Wielu w tych okolicznościach tuż po przybyciu Żukowa modliło się i żegnało z życiem.

II wojna światowa znamionowała triumf stalinizmu. Z każdym nowym dniem wojny, poczynając od roku 1943, Związek Sowiecki stawał się coraz silniejszy, a jego przywódca Stalin coraz bardziej pewny, że testament Lenina o utworzeniu pod sowieckim protektoratem socjalistycznych „Stanów Zjednoczonych Europy” da się zrealizować. Latem 1944 r. wojska sowieckie rozpoczęły przeprowadzenie operacji „Bagration” przewidującej wyzwolenie Białorusi. To, co się stało w czerwcu–lipcu 1944 r. na Białorusi, przypomina pogrom, jaki uczynił Wehrmacht Armii Czerwonej latem 1941 r., z tą jedynie różnicą, że Niemcy od kilku miesięcy czekali na ofensywę sowiecką na wcześniej przygotowanych, prawie nieprzystępnych pozycjach obronnych. Przełamanie, i to stosunkowo łatwe, tych pozycji świadczyło niezbicie, że Armia Czerwona jest zdolna praktycznie w każdych warunkach do wykonania najbardziej skomplikowanych zadań. Na ostatnim etapie wojny nie było dla niej przeszkód nie do pokonania. Mając olbrzymią przewagę w ludziach i sprzęcie wojskowym, była ona w stanie wymierzać armii niemieckiej śmiertelne ciosy, gdzie i kiedy chciała. Każde zwycięstwo okupiło się jedynie większą lub mniejszą krwią. Jednak w sowieckiej strategii wojennej życie żołnierskie było zawsze najmniej istotnym argumentem w sprawie odniesienia zwycięstwa.

Czytaj także:
„Ruskie jadą!”. Największa zbrodnia na Polakach po II wojnie światowej

Czynnik polityczny odgrywał decydującą rolę nie tylko w operacji warszawskiej. Miał on znaczenie nadrzędne w całej filozofii wojennej sowieckiego wyższego dowództwa, samego Stalina i komunistycznego kierownictwa ZSRS.

Kiedy upadł ZSRS, zakazano działalności KPZR i skasowano święta komunistyczne. W Rosji Jelcyna rozpoczęła się dyskusja: „Co można zaproponować w miejsce najważniejszego święta narodowego nowej Rosji zamiast 7 listopada (rocznica rewolucji październikowej)”. Wydawało się, że data 9 maja (rocznica zwycięstwa nad Niemcami faszystowskimi) jest bezkonkurencyjna. Data ta miała niewątpliwie największe poparcie społeczne, ale na Kremlu zadecydowano inaczej. Rosjanom zaproponowano 4 listopada jako „dzień jedności narodu” (rocznica wypędzenia Polaków z Kremla w 1612 r.). Wybór ten zostawimy bez komentarza. Natomiast odnotujmy, że społeczna dyskusja na ten temat wyraźnie dowiodła bezkonkurencyjności zwycięstwa w wielkiej wojnie ojczyźnianej jako najbardziej doniosłej daty w życiu Rosjan w XX w., a może i w ostatnich 300 latach. Dlatego każde wymienienie negatywnych stron zwycięstwa w tej wojnie, każdą czarną plamę na sztandarze tego zwycięstwa odbiera się w Rosji tak wrogo, a czasem tak boleśnie.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 5/2018
Artykuł został opublikowany w 5/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

O północy z piątku na sobotę (25 na 26 maja) rozpoczyna się cisza wyborcza
[Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (26 maja). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.

Czytaj także